Najważniejsze informacje
- Badacze wskazali cztery układy z epoki sprzed 12,5-12,8 mld lat.
- Nowa metoda analizy obrazu sprawdzała dane z JWST piksel po pikselu.
- Wyniki łączą szybki wzrost czarnych dziur z łączeniem się galaktyk.
Odległość między składnikami znalezionych par wynosi od kilku tys. do kilkudziesięciu tys. lat świetlnych. To dlatego naukowcy uznali, że nie patrzą na pojedyncze punkty światła, ale na obiekty poruszające się po trajektorii prowadzącej do zbliżenia i możliwego zderzenia w bardzo młodym Wszechświecie.
Jak podaje PAP, analiza dotyczy tzw. małych czerwonych kropek widocznych na obrazach z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba. Te obiekty od dawna budzą spory wśród badaczy, bo mogą oznaczać aktywne jądra galaktyk, szybko rosnące supermasywne czarne dziury albo inne niezwykle jasne źródła z wczesnej epoki kosmosu.
WIDEOCzekamy na tysiące nowych egzoplanet. Teleskop Roman poleciał w kosmos
Jak wykryto tzw. małe czerwone kropki?
Zespół z Kavli IPMU na Uniwersytecie Tokijskim w Japonii i współpracujących uczelni nie ograniczył się do porównywania jasności oraz barwy. Naukowcy zastosowali selekcję piksel po pikselu, dzięki której szukali przypadków wyglądających jak jeden obiekt, choć w rzeczywistości tworzą je dwa bardzo bliskie źródła.
W ten sposób udało się wyłonić cztery podwójne układy z okresu sprzed 12,5-12,8 mld lat. Składniki tych par są od siebie znacznie bliżej niż wynosi rozmiar Drogi Mlecznej oceniany na ok. 100 tys. lat świetlnych, co wzmacnia podejrzenie, że badacze obserwują etap poprzedzający łączenie bardzo masywnych obiektów.
Co oznacza odkrycie dla czarnych dziur?
Aby sprawdzić, czy nie jest to tylko przypadkowe ustawienie obiektów na niebie, naukowcy policzyli prawdopodobieństwo takiej zbieżności na podstawie liczby i rozmieszczenia małych czerwonych kropek w przeglądzie COSMOS-Web. Wynik pokazał, że scenariusz czysto przypadkowy dla wszystkich czterech par jest mało prawdopodobny.
Badanie sugeruje więc związek między łączeniem galaktyk a gwałtownym wzrostem czarnych dziur we wczesnym Wszechświecie. Jeśli każda mała czerwona kropka rzeczywiście skrywa rosnącą czarną dziurę, takie układy powinny w końcu się połączyć, a ślad po tym mogłyby kiedyś wykryć przyszłe obserwatoria fal grawitacyjnych. Wyniki opublikowano w "Publications of the Astronomical Society of Japan", a pierwszym autorem pracy jest Takumi Tanaka z Uniwersytetu Tokijskiego.