"Mamo, chodź, pomodlimy się za Alinkę". Dramat trzylatki z Mazowsza
30 stycznia czas dla pani Zoriany nagle się zatrzymał. Jej córeczka, 3-letnia Alinka, zachłysnęła się wodą w hotelowym basenie podczas urlopu w Egipcie. Obecnie dziecko przebywa w klinice "Budzik". - Uczymy się wszystkiego od nowa. Nawet połykania - mówi o2.pl mama Alinki.
Pani Zoriana razem ze swoją rodziną zamieszkała na Mazowszu. W styczniu udała się do Egiptu. Wymarzony odpoczynek zamienił się w koszmar. Alinka, najmłodsza z jej trzech córeczek, zachłysnęła się wodą. Wciąż nie jest jasne, jak do tego doszło. Sprawę bada egipska policja. Konsekwencje zdarzenia były i nadal są dramatyczne.
Woda zalała płuca dziewczynki. Wywołała infekcję w postaci zapalenia płuc. Doszło również do niedotlenienia mózgu. Alinka trafiła "bez oznak życia" do szpitala w Hurghadzie. W pierwszych dniach lutego została przetransportowana do placówki w Polsce. Jej stan był krytyczny. Od 5 marca przebywa w Klinice "Budzik".
Alinka otwiera oczka, ale wciąż jest w śpiączce. Jej świadomość jest na minimalnym poziomie - mówi w rozmowie z o2.pl pani Zoriana Syrotiuk, mama Alinki. - Jest bardzo ciężko. Uczymy się wszystkiego od nowa. Nawet połykania. Mieliśmy już kilka zajęć, ale na razie nie ma efektów. Tak naprawdę zaczynamy od zera. Jeden z lekarzy powiedział nam nawet, że noworodek potrafi więcej. Na ten moment jedynym takim sukcesem jest to, że Alinka oddycha sama. To był warunek konieczny, żeby tu być. W "Budziku" dziecko nie może być podłączone do respiratora. Ma tracheotomię i PEG, czyli rurkę w gardle i w żołądku — w ten sposób jest karmiona - dodaje nasza rozmówczyni.
Klinika "Budzik", działająca pod egidą Fundacji Ewy Błaszczyk "Akogo?", jest wyspecjalizowanym ośrodkiem rehabilitacyjnym dla dzieci i dorosłych w śpiączce. Pacjenci przebywają tam przez 12 miesięcy. Całość jest finansowana z NFZ. W przypadku Alinki konieczna będzie dalsza rehabilitacja neurologiczna już po wyjściu z kliniki.
Ten rok z jednej strony wydaje się długi, a z drugiej - minie bardzo szybko. A potem trzeba będzie działać dalej. Nie wiemy, jak to wszystko się potoczy - czy trzeba będzie szukać pomocy za granicą, czy gdzieś indziej. Słyszałam o różnych profesorach, klinikach, ale to wszystko jest prywatne i bardzo kosztowne. Na razie jesteśmy tutaj i wierzymy, że zostanie dobrze zaopiekowana. Po prostu czekamy i mamy nadzieję na cud - mówi pani Zoriana.
Na Alinkę czekają w domu trzy siostrzyczki - najstarsza ma jedenaście lat, druga sześć lat. - Cała rodzina to przeżywa. Wszyscy się modlimy i trzymamy kciuki - przyznaje pani Zoriana.
Jesteśmy rodziną wierzącą. Nawet ostatnio, kiedy byłam w domu, nasza sześciolatka rano przyszła i powiedziała: "Mamo, chodź, pomodlimy się za Alinkę". Słyszała gdzieś, że modlitwa dzieci jest szczególnie ważna i Bóg jej wysłuchuje. To było bardzo poruszające - mówi pani Zoriana.
Ze łzami w oczach wspomina, jak siostrzyczki nagrywały film dla Alinki. - Ja jej to puszczam, a ona płacze - mówi pani Zoriana. Na ten moment rokowania lekarzy są niepewne. Jednak wszystkie znaki wskazują na to, iż Alinka będzie potrzebowała dalszej pomocy w powrocie do zdrowia.
Na stronie siepomaga.pl nadal trwa zbiórka na rzecz dziewczynki. Każdy, kto chce wspomóc leczenie i rehabilitację Alinki, może to zrobić TUTAJ. Środki są też zbierane przez fundację "Kawałek Nieba" oraz "Avalon".
Rozmawiał Rafał Strzelec, dziennikarz o2.pl