"Jest, jest, jest". Polak był na Słowacji. Nagle aż krzyknął
Wiesław Kamiński wyruszył na grzybobranie na Słowację. Ceniony ekspert i autor bloga nagrzyby.pl pokazał w sieci swoją reakcję po znalezieniu pierwszych smardzów. Niewątpliwie trudno przejść obojętnie obok tego nagrania.
Grzybiarz od lat jeździ z Polski na Słowację po to, by zbierać smardze. W naszym kraju nie jest to w pełni dozwolone - takie grzyby objęte są częściową ochroną, co oznacza, że ich zbieranie z naturalnych stanowisk jest zabronione. Za zerwanie smardzów w lasach państwowych można dostać grzywnę do 5 tys. zł.
Na Słowacji takich ograniczeń nie ma, z czego Wiesław Kamiński ochoczo korzysta. 7 maja natknął się na pierwsze smardze w tym roku. Gdy je zobaczył, aż krzyknął z radości: "jest, jest, jest".
Tu jest jeden... Dwa, trzy, cztery - liczył rozemocjonowany na nagraniu opublikowanym na facebookowym profilu nagrzyby.pl.
Smardze wyrosły przy potoku. - Dzięki temu nie są suche - skwitował Kamiński.
Gdzie rosną smardze?
W jednej z rozmów o2,pl Kamiński zaznaczał: "żeby zbierać smardze na Słowacji, trzeba mieć naprawdę długoletnie doświadczenie".
Właśnie dlatego chodzę z przyjaciółmi i ich uczę. Rosną one koło potoków czy w miejscach, gdzie są lepiężniki, ale nie wszędzie i nie w każdym miejscu. Czasami trzeba przejść 10 miejsc, w których potencjalnie powinny rosnąć, by trafić na jedną lokalizację, gdzie można dopełnić koszyk albo przynajmniej przykryć dno - podkreślał.