MEN odpuszcza ostrzejsze kary za wagary. Ekspert: rozważmy wyjątek
Resort przerwał prace nad zaostrzeniem przepisów o frekwencji w podstawówkach i liceach. W rozmowie z PAP dyrektor Biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty Marek Pleśniar wskazuje jednak na potrzebę zmian w szkołach zawodowych.
Najważniejsze informacje
- MEN zrezygnowało z pomysłu obniżenia progów nieusprawiedliwionych nieobecności – wynika z informacji podanych przez PAP.
- Marek Pleśniar z OSKKO popiera decyzję dla szkół ogólnokształcących, ale sugeruje twardsze reguły w kształceniu zawodowym.
- Dyrektorzy częściej wskazują na problem spóźnień niż masowych wagarów; MEN zapowiada dalsze analizy.
Resort edukacji wycofał z projektu ustawy o prawach i obowiązkach ucznia zapisy zaostrzające zasady frekwencji. Zmiana nastąpiła po konsultacjach i pracach w rządzie – podaje Polska Agencja Prasowa. W pierwotnej propozycji MEN chciało obniżyć próg nieusprawiedliwionych nieobecności, po którym uczeń byłby nieklasyfikowany lub uznany za niespełniającego obowiązek nauki.
Pierwotny projekt przewidywał uznanie niespełniania obowiązku szkolnego za nieusprawiedliwioną absencję na co najmniej 50 proc. dni w miesiącu lub 25 proc. w skali roku. Dodatkowo brak klasyfikacji miał następować po przekroczeniu 25 proc. nieobecności z danych zajęć. Obecnie obowiązuje wyższy próg, co – jak wskazywali dyrektorzy – daje szkołom większą elastyczność reakcji na indywidualne przypadki.
Poranne pasmo Wirtualnej Polski, wydanie 02.02
Decyzję MEN pozytywnie ocenił dyrektor Biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, Marek Pleśniar. - Bardzo dobrze, że resort edukacji w końcu wsłuchał się w głos środowiska oświatowego, choć mógł od razu posłuchać ludzi — ocenił. Według Pleśniara szkoły potrzebują przestrzeni do reagowania na różne sytuacje uczniów.
Elastyczność w ogólnych, twardsze reguły w zawodowych
Pleśniar podkreślił, że dyrektorzy i nauczyciele od początku krytykowali sztywne progi dla wszystkich. - Zwłaszcza dyrektorzy zwracali uwagę, że to szkoła powinna mieć elastyczność w tym zakresie — powiedział. Dodał, że obowiązujący próg — jest o tyle dobry, że daje szansę na indywidualną reakcję — w sytuacjach, gdy za nieobecnościami stoją poważne problemy rodzinne czy zdrowotne. Jednocześnie wskazał na odmienną specyfikę kształcenia zawodowego.
Zwrócili mi na to uwagę dyrektorzy szkół zawodowych. Przykładowo, jeśli uczeń w kształceniu zawodowym ominie prawie połowę zajęć praktycznych, to jest w połowie nieprzygotowany do zawodu. To na zajęciach praktykuje się umiejętności i zdobywa kwalifikacje zawodowe — dodał, akcentując wagę obecności na warsztatach.
Spóźnienia codziennym problemem szkół
W opinii Pleśniara, większym i powszechnym wyzwaniem są spóźnienia. - Powinno się na to zwrócić uwagę, bo lekceważenie punktualności przez rodziców i uczniów jest nagminne. To się zdarza codziennie i znacząco dezorganizuje pracę klasy, bo nikt się właściwie nie uczy, kiedy przez pierwszy kwadrans lekcji ciągle ktoś wchodzi - ocenił. Według OSKKO, nie ma sygnałów, by masowe wagary wymagały dziś ogólnego zaostrzenia prawa.
Co dalej z przepisami MEN?
Kacper Lawera z Departamentu Komunikacji MEN wskazał w rozmowie z PAP, że po konsultacjach i analizach zrezygnowano z forsowania nowych progów frekwencji. - Na razie nie jest planowane podniesienie kwestii frekwencji w innych nowelizacjach — poinformował. Resort zapowiada jednak dalsze analizy wewnętrzne, co może otworzyć dyskusję o ewentualnych, bardziej precyzyjnych rozwiązaniach dla różnych typów szkół.
Źródło: PAP