Mieli "wysadzić się w powietrze". Kim Dzong Un mówi o "szczycie lojalności"
Kim Dzong Un publicznie gloryfikuje żołnierzy, którzy mieli "wysadzić się w powietrze", by nie trafić do niewoli. Jak wskazuje BBC, w swoim przemówieniu nazwał ich czyny "szczytem lojalności".
Najważniejsze informacje
- Kim Dzong Un na uroczystości w Pjongjangu chwali samobójcze akty żołnierzy jako "szczyt lojalności" – podaje BBC za przekazem północnokoreańskich mediów.
- Według "The Korea Herald" przekaz reżimu ma wspierać decyzje o wysyłaniu kolejnych kontyngentów do Rosji; źródłem informacji jest PAP.
- Szacunki wywiadów mówią o ok. 14 tys. północnokoreańskich żołnierzy w obwodzie kurskim i ponad 6 tys. poległych; na pomniku widnieje ok. 2,3 tys. nazwisk – wskazuje PAP.
Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un po raz kolejny sięgnął po retorykę gloryfikującą skrajne poświęcenie żołnierzy, stawiając jako wzór tych, którzy — według oficjalnej narracji — odebrali sobie życie, by uniknąć niewoli. W jego wystąpieniu podczas uroczystości otwarcia muzeum poświęconego zagranicznym operacjom wojskowym wybrzmiała teza, że najwyższym "szczytem lojalności" wobec państwa jest gotowość do śmierci bez oczekiwania jakiejkolwiek nagrody.
Ponieważ nie mogli żyć oddzieleni od swojej ojczyzny i byli z nią nierozerwalnie związani losem, nie oczekiwali żadnej rekompensaty, choć dokonali wybitnych czynów, ani żadnej nagrody za swoje poświęcenie poprzez wysadzenie się w powietrze — powiedział Kim podczas niedzielnej uroczystości inaugurującej Muzeum Pamięci Czynów Bojowych w Zagranicznych Operacjach Wojskowych.
Zdjęcia Kim Dzong Una z córką. Oglądali wystrzał rakiet
Jak wskazuje PAP, słowa te wpisują się w szerszy przekaz reżimu, w którym niewola uznawana jest za akt zdrady, a bezwarunkowa wierność partii i ojczyźnie stanowi najwyższą wartość. Kim podkreślał, że zarówno ci, którzy zdecydowali się na "ostateczny krok", jak i polegli w pierwszych szeregach walk, zasługują na miano prawdziwych patriotów. W jego narracji ich czyny nie są tragedią, lecz świadectwem niezłomności.
Nie tylko bohaterowie, którzy bez wahania zdecydowali się na samobójcze wysadzenie się w powietrze, (...) aby bronić wielkiego honoru, ale także ci, którzy padli w awangardzie szarży, nie mogą być nazwani inaczej niż żołnierzami wiernymi partii, patriotami — argumentował Kim Dzon Un, cytowany przez rządowy dziennik "Rodong Sinmun".
Rosyjska oprawa i liczby poległych
W uroczystości uczestniczyli rosyjscy oficjele: minister obrony Andriej Biełousow i przewodniczący Dumy Wiaczesław Wołodin. Japońska agencja Kyodo, na którą powołuje się PAP, zwraca uwagę na tablice przy pomniku poległych z ok. 2,3 tys. nazwisk. Jednocześnie zachodnie i południowokoreańskie służby wywiadowcze szacują, że w starciach z siłami ukraińskimi mogło zginąć ponad 6 tys. północnokoreańskich żołnierzy. Rozbieżność sugeruje, że lista nie obejmuje wszystkich ofiar frontu w Rosji.
Południowokoreański "The Korea Herald", cytowany przez PAP, interpretuje kult poległych jako narzędzie bezpośrednio wspierające politykę Pjongjangu. Taki przekaz ma legitymizować i utrwalać decyzje o wysyłaniu kontyngentów na zagraniczne fronty. Wpisuje się to w szerszy kontekst współpracy z Rosją po podpisaniu w czerwcu 2024 r. traktatu o wzajemnej obronie.
Północnokoreański kontyngent w obwodzie kurskim
Według szacunków wywiadów, które przytacza PAP, Korea Płn. wysyła ok. 14 tys. żołnierzy do walk w obwodzie kurskim na zachodzie Rosji. Teren ten staje się areną działań po wkroczeniu wojsk ukraińskich 6 sierpnia 2024 r., co – jak tłumaczono – miało zmusić Rosję do przerzucenia części sił z Donbasu. W tym kontekście narracja o "wierności partii" i "obronie honoru" ma mobilizować społeczeństwo i aparat wojskowy do długotrwałego wysiłku.