Myśliwy zabił wilka. Tłumaczył, że pomylił go z lisem. Jest decyzja sądu
Sąd Rejonowy w Starogardzie Gdańskim uniewinnił myśliwego, który zastrzelił wilka Lego objętego monitoringiem naukowym. W ocenie sądu, śmierć zwierzęcia nie spowodowała istotnej szkody dla środowiska, a materiał dowodowy nie pozwala na przypisanie oskarżonemu działania umyślnego. Myśliwy tłumaczył, że pomylił wilka z lisem.
Do zdarzenia doszło w sierpniu 2024 r. w Borach Tucholskich. Krzysztof S., łowczy z Koła Łowieckiego "Cyranka", podczas polowania oddał strzał do wilka. Później tłumaczył, że pomylił go z lisem.
Zwierzę było obserwowane przez naukowców z Uniwersytetu Gdańskiego i przez nich nazwane Lego. Miało założoną obrożę telemetryczną z nadajnikiem GPS, dzięki której monitorowano jego aktywność, ruchy i zachowania.
Prokuratura zarzuciła mężczyźnie bezprawne zabicie wilka objętego ścisłą ochroną gatunkową, tj. przestępstwo z artykułu 181 par. 3 Kodeksu karnego. Sąd Rejonowy w Starogardzie Gdańskim uniewinnił myśliwego.
"Jestem przeciwnikiem polowań"
Sędzia Michał Bącal wskazał, że nie wykazano "istotnej szkody" dla środowiska. Jak argumentował, przepisy nie penalizują samego zabicia chronionego zwierzęcia, ale wymagają wykazania szkody dla środowiska. Według biegłych populacja wilków (w Polsce i regionie) jest wystarczająco liczebna, by śmierć jednej jednostki nie miała istotnego wpływu na gatunek.
W ocenie sądu nie zostało udowodnione, żeby zabicie tego konkretnego wilka na tym konkretnym obszarze spowodowało istotną szkodę dla środowiska przyrodniczego – oświadczył sędzia.
Pracownik naukowy, który przedstawił swoje świadectwo przed sądem, potwierdził, że pozostałe wilki z watahy przetrwały, co dodatkowo osłabia argument o istotnej szkodzie.
Sędzia Bącal zaznaczył też, że w tej sprawie materiał dowodowy nie pozwala stwierdzić, że Krzysztof S. działał z zamiarem zabicia wilka.
Jestem przeciwnikiem polowań, kocham zwierzęta. Niemniej jako sąd jestem zobowiązany do zimnej, prawnej oceny, czy zachowanie oskarżonego zrealizowało znamiona przestępstwa, i stwierdzam, że nie – oświadczył sędzia.
Odnosząc się do wyjaśnień oskarżonego, który twierdził, że oddając strzał, był przekonany, iż celuje w lisa, sąd stwierdził, że nie ma dowodów pozwalających podważyć tę wersję.
Ponadto, jak zauważył sędzia Bącal, oskarżony sam zgłosił się do organów ścigania.
Podkreślono jednak, że Krzysztof S. naruszył zasady Prawa łowieckiego. Nie dochował należytej staranności, w pośpiechu strzelając, nie upewniwszy się co do celu. Mimo to, takie zachowanie nie rodzi odpowiedzialności karnej.
Sąd obciążył kosztami procesu Skarb Państwa. Wyrok nie jest prawomocny.