Łukasz Maziewski
Łukasz Maziewski| 
aktualizacja 

"Największa armia lądowa Europy"? Eksperci: Skrajnie nieprofesjonalne

Bezpieczeństwo było jednym z najczęściej powtarzanych przez PiS haseł w drugiej kadencji. Nikt nie odbierze partii realizacji dużych kontraktów zbrojeniowych i wzmacniania armii. Natomiast chwalenie się przez premiera "największą lądową armią w Europie", "bazą w Redzikowie" oraz CPK jest w tym kontekście co najmniej przedwczesne - uważają eksperci.

"Największa armia lądowa Europy"? Eksperci: Skrajnie nieprofesjonalne
- Same działa, czołgi, to wszystko ładnie wygląda na defiladzie - mówi Bartłomiej Kucharski. (Getty images, © 2023 Bloomberg Finance LP)

Premier Morawiecki w swym exposé poświęcił bezpieczeństwu wiele miejsca. Na pierwszym miejscu wymienił dwie inwestycje, których jeszcze nie ma: Centralny Port Komunikacyjny i elektrownie atomowe.

- Odłóżmy mikromanię na bok i nie propagujmy perspektywy naszych wrogów czy naszych konkurentów - powiedział ustępujący szef rządu, przypominając, że to rząd PiS zapoczątkował budowę CPK. Wspomniał, że budowany pod Baranowem port komunikacyjny ma służyć celom transportowym, turystycznym ale także militarnym.

CPK na razie nie istnieje, a jego budowa potrwa lata. To projekt zakładający nie tylko powstanie ogromnego lotniska, ale także połączeń drogowych i kolejowych. Nie wiadomo, czy kosztowny i ogromny projekt podtrzyma nowy, koalicyjny rząd z Donaldem Tuskiem na czele.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Rząd założył, że elektrownia atomowa powstanie do 2033 roku. "Musimy chodzić po ziemi"

Kolejną zapowiedzią była budowa elektrowni jądrowych. Program ten jest Polsce niezwykle potrzebny ze względu na bezpieczeństwo energetyczne kraju. Premier nazwał to "szansą na skok cywilizacyjny i awans gospodarczy". To prawda. Z tym, że to również melodia przyszłości. Elektrowni atomowych nie buduje się w rok, a poniesione nakłady będą ogromne. Dodatkowo zamieszanie sprzed kilku dni na linii minister koordynator - prezes Orlenu raczej nie podniesie naszej wiarygodności jako stabilnego partnera.

Zasługą rządu Morawieckiego nie jest też gotowość operacyjna tarczy antyrakietowej. A premier chwalił się nią, mówiąc, że budowana od lat baza w Redzikowie ma być gotowa za trzy dni. To inwestycja amerykańska i realny wkład Polski był stosunkowo niewielki.

Umowę podpisano w 2007 r. W 2008 roku chwilowo wstrzymano finansowanie przez administrację Obamy, przywrócono je po wojnie w Gruzji. Budowa - z problemami - trwała od 2010 r. To sukces pięciu kolejnych rządów: Kaczyńskiego (podpisanie), Tuska (ratyfikacja i rozpoczęcie budowy), Kopacz (kontynuacja), Szydło i Morawieckiego (kontynuacja). Śmietankę spije ten ostatni - mówi o2.pl kmdr Wiesław Goździewicz, ekspert w zakresie planowania operacyjnego NATO.

Armia - ale jaka?

W tym temacie odwołajmy się znowu do słów premiera. "O sile państwa (...) świadczy również silna armia. Trzystutysięczna armia, silnie uzbrojona, silny polski przemysł zbrojeniowy, 4 proc. PKB na wojsko - to fundamenty naszej suwerenności". Brzmi to tak, jakby Morawiecki zostawiał po sobie armię liczącą trzysta tysięcy żołnierzy. Ale to nieprawda.

A co ze stwierdzeniem Morawieckiego, że "Polska ambitna, to Polska wielkich inwestycji (...), to polskie firmy znane na całym świecie, to największa lądowa armia w Europie"?

Chciałbym zwrócić uwagę, że operowanie tak nieprecyzyjnym określeniem "największej armii lądowej Europy" jest skrajnie nieprofesjonalne, gdyż świadczy o braku elementarnej wiedzy co do systemu mobilizacyjnego sił zbrojnych, ich struktur w czasie wojny, potencjału osobowego i sprzętowego, nawet na bardzo ogólnym poziomie - mówi o2.pl Tomasz Leśnik, niezależny publicysta zajmujący się sprawami obronności.

Leśnik idzie dalej.

Ze smutkiem konstatuję, że po dwóch latach wojny u naszych granic, tak ważna osoba w polskim systemie bezpieczeństwa, jak Prezes Rady Ministrów zdaje się nadal nie rozumieć podstawowych kwestii związanych z przechodzeniem państwa z czasu pokoju (P) na czas wojny (W) oraz ma najwyraźniej bardzo nieprecyzyjny obraz stanu naszych sił zbrojnych. Bo kłamstwa ze strony tak ważnej osoby nie zakładam - podsumowuje.

Wojska lądowe zakupami silne

Skąd zatem tak chętnie podnoszona przez premiera i ministra obrony narracja o potędze wojsk lądowych? Jak mówi Bartłomiej Kucharski, dziennikarz wojskowy magazynu "Wojsko i Technika", wynika to ze stosunkowo dużych zakupów oraz zwiększenia stanów osobowych.

Na papierze wygląda to oczywiście bardzo dobrze, ale wydaje mi się, że niewłaściwym jest liczenie do naszego potencjału np. czołgów czy dział, które otrzymamy za dwa lata, niezamówionych HIMARS-ów albo Apache. Kontrowersje budzić może nawet liczenie przezbrajanych w Abramsy i K2 oddziałów za pełnowartościowe, bo przecież szkolenie trwa, a i do przezbrojenia choćby pełnego batalionu jeszcze trochę - mówi Kucharski.

Najsilniejsze wojska lądowe w Europie, o których mówił premier w Sejmie, to melodia przyszłości. Kucharski ocenia, że być może po odebraniu już zamówionego sprzętu i kolejnych 2-3 latach na szkolenie, w istocie polskie wojska lądowe będą najsilniejsze w Europie. Zwłaszcza, jeśli pojawią się kolejne kontrakty, ale mówimy raczej o perspektywie 2030 r.

Co więcej, rozpraszanie wysiłku na papierowe dywizje ogranicza korzyści z zakupów i zwiększania stanów osobowych. Można to porównać do kubków: co z tego, że dostawiamy kolejne, skoro tak naprawdę kawy nie wystarczy nawet na dwa naczynia? Same działa czy czołgi przecież nie walczą - mówi dziennikarz.

Wylicza, że transportery Rosomak czy bojowe wozy piechoty pojechały do Ukrainy, a kolejnych zamówień na Rosomaki czy choćby wstępnego kontraktu na Borsuki nie widać. Teoretycznie kupiono wiele dział, kolejne zapowiedziano, ale już pojazdów wsparcia - nie.

Same działa, czołgi, to wszystko ładnie wygląda na defiladzie czy jako ścianka do przemówienia politycznego, ale bez setek ciężarówek, wozów dowodzenia, wsparcia technicznego, bez amunicji, ich wartość jest bardzo mała. A szeroko pojętego "systemu" Mariusz Błaszczak niemal nie kupił - komentuje ekspert.

Czy w przyszłości Polska będzie mogła pochwalić się "największą lądową armią w Europie"?

Bardzo dobrym wynikiem będzie, jeśli uda się sformować zaledwie cztery, ale w pełni wyposażone, doskonale wyszkolone dywizje, ze sprzętem zapasowym i rezerwami osobowymi na przyzwoitym poziomie. Wtedy tak, będzie można mówić o najsilniejszej armii w cywilizowanej części Europy. Dziś ze względu na wysyłkę broni na Ukrainę, powoli napływający nowy sprzęt, braki logistyczne czy wciąż trwające szkolenia, nie ma to żadnego uzasadnienia - podsumowuje.

Na koniec zaś przypomina, że zapowiadanych umów na produkcję amunicji do Homara nie ma. Stoją takie programy, jak system przeciwpancernych pocisków kierowanych Pirat. Dziś przeciwpancerne pociski kierowane kupujemy z USA. Zatrzymany jest także program amunicji precyzyjnej APR.

A przecież siły zbrojne to nie tylko wojska lądowe. Co z siłami powietrznymi, przetrzebionymi przekazaniem MiG-ów 29 Ukrainie? Co z Brygadą Lotnictwa Wojsk Lądowych? Z czasem pojawią się samoloty F-35 i śmigłowce Apache, ale na razie są coraz bardziej wysłużone F-16 i Mi-24. Nie wspominając o Marynarce Wojennej. Silnej armii nie zbuduje się w cztery lata. Ani w osiem. Premier Morawiecki najwyraźniej o tym zapomniał.

Łukasz Maziewski, dziennikarz o2

Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić