Radon to gaz, którego nie widać, nie czuć i nie da się posmakować. Mimo to gromadzi się w domach przez całe lata. Powstaje w gruncie z rozpadu naturalnych pierwiastków promieniotwórczych i wnika do budynków przez szczeliny w fundamentach. Po dymie tytoniowym jest drugą najczęstszą przyczyną raka płuca. Warto wiedzieć, skąd się bierze oraz jak prosto zmierzyć go u siebie.
Skąd bierze się radon
Radon powstaje głęboko w ziemi z powolnego rozpadu uranu, czyli pierwiastka obecnego w prawie każdej skale i glebie. W dużym skrócie, uran zamienia się najpierw w rad, a dopiero rad wydziela radon w postaci gazu. Ten gaz należy do grupy szlachetnych, więc nie współgra chemicznie z otoczeniem, ale przez cały czas promieniuje. Jego ilość zależy od podłoża, ponieważ granity, gnejsy oraz niektóre łupki kryją więcej uranu niż piaski lub gliny. Dlatego w Polsce najwyższe poziomy notuje się na Dolnym Śląsku i w rejonie sudeckim, ponieważ skały granitowe leżą płytko. Radon jest też około 8 razy cięższy od powietrza, więc opada nisko i zbiera się przy gruncie, ale też jest w stanie się z nim wymieszać. Pojedynczy atom rozpada się w ciągu kilku dni, lecz ziemia produkuje go bez przerwy.
Jak przedostaje się do domów
Radon potrzebuje drogi do środka domu oraz siły, która go zassie. Tę drogę tworzą pęknięcia płyty fundamentowej, szczeliny wokół rur, przepustów kablowych oraz studzienek, a także słabo uszczelnione podłogi piwnic. Gdy ciepłe powietrze w domu wędruje do góry, to od dołu napływa nowe powietrze, które może wciągać radon z gruntu przez szczeliny. W dolnych partiach domu robi się wtedy podciśnienie działające niczym pompa wyciągająca gaz z ziemi. Właśnie dlatego radon zbiera się głównie w piwnicach oraz na parterze, a wyżej jego poziom spada. Zimą jest gorzej, ponieważ okna są zamknięte, a różnica temperatur między domem a powietrzem na zewnątrz rośnie. Mniejsza część gazu trafia do wnętrza domu również z wodą ze studni oraz z niektórymi materiałami budowlanymi na bazie granitu lub fosfogipsu.
Dlaczego szkodzi płucom
Sam radon w płucach nie jest tak niebezpieczny, ponieważ gaz szlachetny w dużej części zostaje wydychany z powrotem. Problem zaczyna się przy jego produktach rozpadu, czyli drobinach polonu, ołowiu oraz bizmutu, które są ciałami stałymi. Osiadają one na pyle i kropelkach w powietrzu, a potem przyklejają się do ścianek oskrzeli i tam zostają. Podczas dalszego rozpadu wewnątrz nas wysyłają cząstki alfa, czyli krótki, lecz bardzo mocny rodzaj promieniowania. Taki pocisk ma zasięg zaledwie ułamka milimetra, ale uszkadza DNA komórek pokrywających drogi oddechowe. Powtarzane uszkodzenia z czasem prowadzą do mutacji i nowotworu płuca. Skala rośnie razem z dawką, bo według szacunków WHO każde dodatkowe 100 bekereli na metr sześcienny podnosi ryzyko o około 16 procent.
Ile radonu to za dużo
Poziom radonu podaje się w bekerelach na metr sześcienny, a 1 bekerel to 1 rozpad atomu w ciągu sekundy w tej objętości powietrza. Na wolnym powietrzu wartości są niskie, bo osiągają zaledwie od kilku do kilkunastu jednostek. Powód jest prosty, po prostu gaz na zewnątrz szybko się rozprasza. W zamkniętych domach gromadzi się o wiele mocniej. Światowa Organizacja Zdrowia radzi trzymać się poziomu 100, a za górną granicę uznaje 300 bekereli na metr sześcienny. Polskie prawo atomowe oraz przepisy unijne przyjmują właśnie 300 za wartość odniesienia dla mieszkań i miejsc pracy. Warto wiedzieć, że nie istnieje próg w pełni bezpieczny, bo drobne ryzyko rośnie już od niskich wartości. Podane liczby wyznaczają moment do działania, a nie granicę pełnej ochrony.
Kogo dotyczy największe ryzyko
Najbardziej narażeni są palacze, ponieważ dym tytoniowy i promieniowanie radonu wzmacniają się nawzajem. U osoby palącej ryzyko raka płuca z powodu radonu jest wielokrotnie wyższe niż u kogoś, kto nigdy nie miał w ustach papierosa. Według szacunków WHO różnica może być nawet 25-krotna. Ważny jest też czas, bo niebezpieczna jest suma dawek wdychanych przez lata, a nie pojedynczy dzień w skażonym pomieszczeniu. Dlatego więcej ryzykują mieszkańcy domów jednorodzinnych z bezpośrednim kontaktem z gruntem niż mieszkańcy wyższych pięter. Osobną grupę tworzą górnicy oraz pracownicy kopalń i jaskiń, ponieważ w tych miejscach stężenie jest skrajnie wysokie. Dzieci mogą być bardziej wrażliwe na ekspozycję, jednak dane epidemiologiczne nie są jednoznaczne.
Jak zmierzyć radon w mieszkaniu?
Radonu nie wykryje żaden ludzki ani zwierzęcy zmysł, więc jedyną drogą jest pomiar urządzeniem. Najtańsze są detektory pasywne, czyli małe pudełka z folią lub węglem, które przez kilka tygodni zbierają ślady promieniowania, a potem trafiają do laboratorium na odczyt. Koszt takiego badania to najczęściej około 100 złotych. Droższe czujniki elektroniczne pokazują wynik na bieżąco. Ponieważ poziom gazu waha się z dnia na dzień i z sezonu na sezon, rzetelny pomiar trwa od 2 do 3 miesięcy, najlepiej jesienią lub zimą. Detektor warto ustawić na wysokości oddechu w pokoju, w którym spędza się dużo czasu, oczywiście z dala od okien, kaloryferów i przeciągów. Podczas badania dom wietrzy się normalnie, ponieważ nienaturalne otwieranie okien zaniży wynik i zafałszuje obraz.
Sposoby na obniżenie stężenia
Przy niskich i średnich poziomach często wystarczą proste kroki. Pomaga regularne wietrzenie, uszczelnianie pęknięć w podłodze piwnicy oraz niwelowanie szpar wokół rur i przepustów. W ten sposób odcina się gazowi prymitywnie proste drogi wejścia. Gdy stężenie jest wysokie, potrzebna staje się instalacja odsysająca radon spod fundamentu. Pod płytą montuje się rurę z niewielkim wentylatorem, który wyciąga gaz z gruntu i wyprowadza go ponad dach. Taka instalacja obniża poziom nawet o 90 procent, więc wartość spada poniżej granicy 100 bekereli. Koszt to już niestety kilka tysięcy, lecz działa przez lata. Po każdej przeróbce domu warto powtórzyć pomiar.
Radon to spore zagrożenie, które jest całkowicie niewidzialne dla zmysłów. Dobra wiadomość jest taka, że da się go zmierzyć za około 100 złotych, a na dodatek obniżyć prostymi sposobami w większości domów. Jeden test przez sezon grzewczy pokazuje rzeczywisty poziom w miejscu zamieszkania. To niewielki wysiłek, a chroni płuca przed ryzykiem raka zbieranym przez całe lata. Warto zbadać własny dom, zanim gaz zmusi nas do badania samych siebie.