Niebywałe sceny w Dubaju. Wszystko przez Iran. "Nie zarabiamy nic"
Plaże i baseny w Dubaju świecą pustkami po serii ataków rakietowych i dronów z Iranu. Ekspaci i turyści wyjeżdżają, a część z nich zapowiada, że nie wróci. Popularne miasto przeżywa ogromne problemy. "Miasto duchów" - piszą media.
Najważniejsze informacje
- Iran wystrzelił ok. 1,7 tys. pocisków w dwa tygodnie; 90 proc. przechwyciła obrona powietrzna ZEA.
- Plaże Jumeirah i kluby przybrzeżne stoją puste, a hotele ograniczają działalność z powodu braku gości.
- Władze ścigają osoby publikujące nagrania z ataków; influencerzy chwalą rząd w podobnych przekazach.
W ciągu ostatnich tygodni Dubaj, jedno z najdynamiczniej rozwijających się miast świata, stał się sceną dramatycznej przemiany z luksusowego ośrodka turystycznego w miejsce pełne niepewności i obaw o bezpieczeństwo.
Seria ataków rakietowych i dronowych Iranu spowodowała, że plaże i hotelowe baseny, które jeszcze niedawno przyciągały tłumy podróżnych i ekspatów, dziś świecą prawie pustkami.
Puste leżaki, złożone parasole i zamknięte bary przy Jumeirah Beach stały się symbolem gwałtownego odpływu turystów. Jak opisuje "Daily Mail", część mieszkańców uważa, że wizerunek miasta został poważnie nadszarpnięty, a niektórzy zapowiadają wyjazd bez powrotu.
Bestialski atak nastolatków. Ofiarami Amerykanie. Mieli takie szale
Popularne kluby plażowe są niemal puste, mimo że obsługa nadal czeka na gości. Migranci zarobkowi z Azji i Afryki, którzy napędzają lokalną gospodarkę, obawiają się o pracę. W mediach społecznościowych krążą obrazy złożonych w rzędach parasoli i nieużywanych leżaków, a część obiektów ogranicza ofertę ze względu na brak ruchu.
Dubaj stał się celem dwóch trzecich irańskich pocisków - w ciągu dwóch tygodni spadło ich ok. 1,7 tys., z czego 90 proc. przechwyciła obrona powietrzna. Trafienia odnotowano m.in. w Palm Jumeirah (hotel Fairmont) i w dzielnicy finansowej.
Uszkodzenia dotknęły też międzynarodowe lotnisko, gdzie po środowym uderzeniu rannych zostały cztery osoby, a linie lotnicze wstrzymały loty na tygodnie.
Głos mieszkańców i pracowników
W rozmowach cytowanych przez "Daily Mail" menedżer kawiarni z Pakistanu opisał dramatyczny spadek ruchu.
Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś takiego i wszyscy martwimy się o przyszłość. Dziś zaczynają się ferie wiosenne dla uczniów i prawie nigdzie nie widać ani jednego zachodniego dziecka; rodzice zabrali je do domów - powiedział.
Z kolei taksówkarz Zain Anwar przyznał, że po zniszczeniu auta rozważa wyjazd. - Nie chcę już być w Dubaju, nie ma ruchu, nie zarabiamy nic od czasu tej wojny - mówił kierowca.
Normalnie w piątek ruch uliczny w Dubaju byłby zablokowany, a restauracje i sklepy byłyby bardzo zatłoczone, ale teraz to miejsce jest miastem duchów.
Słyszałem od znajomych, że w niektórych dużych hotelach i ośrodkach wypoczynkowych szefowie powiedzieli swoim pracownikom, że muszą teraz wziąć płatny urlop, ponieważ prawie nie ma gości, więc nie ma co robić - przyznał mieszkaniec Dubaju.
- Teraz to miejsce jest miastem duchów - dodaje inny rozmówca serwisu.
Władze ZEA próbują kontrolować narrację i minimalizować panikę - między innymi poprzez ograniczenia w publikowaniu materiałów wideo z incydentów rakietowych i dronowych. Niektórzy turyści zostali obciążeni zarzutami za dzielenie się takimi nagraniami w mediach społecznościowych, co pokazuje, jak silna jest władza państwowa nad informacją w regionie.
Władze starają się nas przekonać, że odgłosy eksplozji to 'znak, że jesteśmy bezpieczni', ale niewiele to pomaga - oceniają mieszkańcy.
Dubaj przez lata budował markę bezpiecznej przystani bez podatków, przyciągając setki tysięcy przyjezdnych, w tym ok. 240 tys. obywateli Wielkiej Brytanii. Teraz, jak wskazuje relacja, szkoły i hotele ograniczają działalność. Zachodnie banki ewakuowały już swoich pracowników w związku z groźbami ze strony Republiki Islamskiej, że staną się one kolejnymi celami bombardowań.
Do tej pory zginęły cztery osoby, a dziesiątki tysięcy mieszkańców i turystów uciekło w ciągu kilku tygodni od rozpoczęcia konfliktu. Równocześnie służby apelują o spokój i tłumaczą, że "głośne wybuchy" to efekt działania obrony powietrznej, co nie przekonuje wszystkich pozostałych mieszkańców.
Eksperci ostrzegają, że jeśli obecne napięcia utrzymają się lub nasilą, skutki dla lokalnej gospodarki mogą być głębokie i długotrwałe. Sektor turystyczny, wart miliardy dolarów rocznie, już notuje ogromne straty związane z odwołanymi rezerwacjami i spadkiem przyjazdów. To z kolei przekłada się na niższe przychody hoteli, restauracji, przewoźników i usług towarzyszących.
Dyrektor szkoły zatrudnia w swojej szkole w Emiratach ponad 100 nauczycieli z Wielkiej Brytanii i twierdzi, że większość z nich jest tak "głęboko zdenerwowana i z trudem radzi sobie" z wojną, że uciekli i nigdy nie wrócą.
Mimo że loty są odwoływane, a miasto pustoszeje, Dubaj stara się podtrzymać swoje znaczenie na arenie międzynarodowej, choć zadanie to staje się coraz trudniejsze.