Niezwykła akcja społeczna. 250. kiwi wraca na wzgórza wokół Wellington
Wokół Wellington wypuszczono już 250 ptaków kiwi. Jak informuje Polska Agencja Prasowa, to efekt szeroko zakrojonej akcji społecznej. To nasza #DziennaDawkaDobregoNewsa.
Najważniejsze informacje
- W rejonie Wellington reintrodukowano łącznie 250 kiwi w ramach Capital Kiwi Project.
- Na 24 tys. ha ustawiono ponad 4 tys. pułapek na gronostaje; przeżywalność młodych sięga 90 proc.
- Inicjatywa wpisuje się w cel Nowej Zelandii: eliminacja inwazyjnych ssaków drapieżnych do 2050 r.
W okolicach stolicy Nowej Zelandii trwa jedna z najbardziej ambitnych akcji przyrodniczych ostatnich lat. Jak podaje PAP, powołując się na agencję AP i "Guardiana", na wzgórzach otaczających Wellington reintrodukowano już 250 kiwi. Najnowsza grupa siedmiu ptaków, wypuszczona we wtorek, zasiliła populację, która po raz pierwszy od ponad wieku znów pojawia się tak blisko zabudowań.
Za projektem stoi charytatywny fundusz Capital Kiwi Project, który koordynuje odłów, opiekę i wypuszczanie ptaków we współpracy z plemionami maoryskimi i właścicielami gruntów. Paul Ward, założyciel inicjatywy, mówił AP o symbolicznym wymiarze przedsięwzięcia.
Nietypowa atrakcja w Gdańsku. "Warto mieć oczy szeroko otwarte"
One stanowią część tego, kim jesteśmy, i dają nam poczucie przynależności. Ale zniknęły z tych wzgórz na ponad wiek, więc jako wellingtończycy doszliśmy do wniosku, że to nie w porządku - powiedział.
Jak zabezpieczono teren dla kiwi?
Aby stworzyć bezpieczną przestrzeń, na obszarze 24 tys. ha rozstawiono ponad 4 tys. pułapek na gronostaje – głównego wroga kiwi. Pierwsze ptaki trafiły tu w 2022 r., a kolejne wypuszczano w następnych latach. Efekt zaskoczył nawet organizatorów: przeżywalność młodych osiągnęła bezprecedensowe 90 proc., a ptaki wyprowadziły dziesiątki piskląt. Ward podkreślił:
Żyją tu, słychać je i można je spotkać na wzgórzach wokół miasta - powiedział Ward.
Kiwi – symbol i gatunek wciąż zagrożony
Kiwi to nieloty o nocnym trybie życia, z długim dziobem, bez ogona i z silnie zredukowanymi skrzydłami. Ich wizerunek to stały element nowozelandzkiej tożsamości – pojawia się choćby na samolotach narodowego przewoźnika. Według danych cytowanych przez PAP, przed pojawieniem się ludzi populacja mogła sięgać ok. 12 mln. Dziś to ok. 70 tys., a liczba ta co roku spada o 2 proc. Cztery z pięciu gatunków uznaje się za narażone na wyginięcie, a jeden za bliski zagrożenia.
Wpis w strategię Predator Free 2050
Dotychczasowe działania ochronne przenosiły kiwi głównie na wyspy wolne od drapieżników i do rezerwatów. Kampania prowadzona w Wellington jest pierwszą na taką skalę w pobliżu siedzib ludzkich i – jak wskazują wyniki – działa. Angażuje ochotników, szkoły, plemiona i środowisko rowerów górskich. To część narodowego celu, ogłoszonego w 2016 r.: eliminacji obcych ssaków drapieżnych, takich jak oposy, szczury, gronostaje i dzikie koty, do 2050 r. Choć eksperci podają w wątpliwość pełną realizację planu, lokalne efekty są widoczne.
Mieszkańcy już widzą zmianę
Niektóre dzielnice Wellington są dziś całkowicie wolne od inwazyjnych ssaków, co natychmiast przełożyło się na wzrost liczebności ptaków. Ochotnicy regularnie monitorują przedmieścia w poszukiwaniu szczurów i innych drapieżników.
To pokazuje, że nawet w gęsto zaludnionym środowisku miejskim jak Wellington można przywrócić bioróżnorodność - ocenił burmistrz Wellington Andrew Little w rozmowie z "Guardianem".
Świat jest pełny pozytywnych historii, małych i dużych. Piszemy o nich wszystkich w ramach naszego cyklu #DziennaDawkaDobregoNewsa. Chcesz przeczytać więcej dobrych newsów? Kliknij TUTAJ.