Skandal w BBC. Prezenter miał złamać nadgarstek pracownicy
Jak podaje brytyjski "Daily Mail" kierownictwo BBC miało nie zawiadomić policji o ataku, po którym pracownica trafiła do szpitala ze złamanym nadgarstkiem. Sprawa ma dotyczyć znanego prezentera, który później nadal pracował w stacji.
Najważniejsze informacje
- "Daily Mail" podaje, że do zdarzenia miało dojść ok. 2014 r. w BBC w Wielkiej Brytanii.
- Poszkodowana kobieta trafiła do szpitala, a w sprawie miał powstać raport lekarski.
- Nadawca nie komentuje szczegółów, ale potwierdził, że pracownik wskazywany w publikacji odszedł z BBC.
Brytyjski "Daily Mail" opisuje, że prezenter miał podczas sprzeczki chwycić koleżankę za nadgarstki, skrzyżować jej ręce i rzucić ją na podłogę. Gazeta podaje, że kobieta po tym incydencie pojechała do szpitala. Według relacji dziennika sporządzono też dokumentację medyczną dotyczącą obrażeń. Źródło nie podało nazwiska prezentera.
Prezenter BBC miał zaatakować pracownicę. Zarzuty wobec kierownictwa
Z ustaleń gazety wynika, że szefowie BBC wiedzieli o tej sprawie, ale nie zgłosili jej policji i nie podjęli kroków dyscyplinarnych wobec pracownika. Mężczyzna miał jeszcze przez kilka lat pracować w publicznym nadawcy. "Daily Mail" napisał też, że obie osoby nie są już związane z BBC, a ich odejście nie miało związku z tym zdarzeniem.
Jedno ze źródeł cytowanych przez dziennik relacjonowało: - Chwycił ją za nadgarstki, skrzyżował je i rzucił na podłogę. Sporządzono raport lekarski, ale nikt nic z tym nie zrobił. To było tuszowanie w BBC - przekazał "Daily Mail". Według tej samej relacji kierownictwo miało liczyć, że prezenter sam zrezygnuje z pracy.
W artykule pojawia się też informacja, że pracownika kilka razy wzywano na rozmowy o jego zachowaniu w miejscu pracy. Po sygnałach od charakteryzatorek miały istnieć przesłanki wskazujące na możliwe używanie alkoholu i narkotyków. Gazeta dodała również, że podczas pracy w BBC został zatrzymany w innej sprawie i zwolniony bez postawienia zarzutów.
BBC pod presją po kolejnych ujawnieniach
Najnowsze zarzuty pojawiły się w czasie, gdy BBC już wcześniej mierzyła się z pytaniami o reakcje na sprawy pracowników, w tym Scotta Millsa i Huwa Edwardsa. Rzeczniczka nadawcy nie odniosła się do konkretnych ustaleń gazety. - Choć nie komentujemy indywidualnych spraw pracowniczych, BBC ma solidne procedury służące utrzymaniu naszych standardów - przekazała.
Do publikacji odniósł się też konserwatywny poseł Greg Stafford. - Trudno uwierzyć, że w tamtym czasie nie podjęto właściwych działań wobec tej osoby - powiedział, cytowany przez brytyjski dziennik. Polityk ocenił też, że przy tak poważnym zarzucie BBC powinna była zawiadomić policję, zamiast zostawić sprawę bez zdecydowanej reakcji.