Niezwykłe znalezisko u wybrzeży Norwegii. Badają "porcelanowy wrak"
Wrak XVIII-wiecznego statku z chińską porcelaną leży 600 m pod powierzchnią Skagerraku u wybrzeży Norwegii. Według PAP badacze nadal nie wiedzą, skąd płynęła jednostka, dlaczego zatonęła i co dokładnie kryją zamknięte skrzynie.
Najważniejsze informacje
- Wrak odkryto przypadkiem we wrześniu 2025 r. podczas badań dna morskiego w Skagerraku.
- Archeolodzy wydobyli część chińskiej porcelany, ale większość ładunku wciąż spoczywa na dnie.
- Naukowcy nie ustalili nazwy statku, jego trasy ani losu załogi.
Wrak zauważył Espen Saastad, zegarmistrz z Porsgrunn, który po pracy prowadzi małą firmę badającą dno morza. Kamera zdalnie sterowanego pojazdu podwodnego pokazała nie tylko kadłub, lecz także stosy porcelany obok jednostki. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, po zgłoszeniu odkrycia dalsze działania przejęło Norweskie Muzeum Morskie.
Badania są trudne, bo statek leży na głębokości ok. 600 m. Dokładnego miejsca nie ujawniono, wiadomo jedynie, że wrak spoczywa w Skagerraku u wybrzeży Norwegii, najpewniej w Rynnie Norweskiej. Archeolodzy muszą dopłynąć na miejsce łodzią, a potem przez wiele godzin pracować z użyciem podwodnego robota z kamerą i chwytnikami.
Niesamowite odkrycie pod Notre Dame. "Wykopaliska stulecia"
Co już ustalono o wraku w Skagerraku?
Badacze oceniają, że to najpewniej dwumasztowy galiot, czyli północnoeuropejski statek handlowy z połowy XVIII wieku. Kadłub ma ok. 22 m długości i stoi niemal równo na stępce. Przy dziobie leżą dwie kotwice, a brak armat dodatkowo wzmacnia hipotezę, że była to jednostka przeznaczona do przewozu towarów.
Do muzeum trafiła dotąd tylko niewielka część ładunku. Wśród wydobytych przedmiotów jest zastawa z chińskiej porcelany, miejscami zachowana w niemal nienaruszonym stanie, co naukowcy uznali za rzadkość. Od tych naczyń wziął się przydomek znaleziska: "Porselensvraket", czyli porcelanowy wrak.
Zamknięte skrzynie i trop z Lubeki
Najwięcej pytań dotyczy samej podróży. Naukowcy nie wiedzą, dlaczego statek zatonął ani co stało się z załogą. Nie ustalili też, skąd jednostka wypłynęła i dokąd zmierzała. Na cegle z pokładowej kuchni widać sygnaturę wskazującą na Lubekę, ale ten ślad nie pozwala jeszcze rozstrzygnąć pochodzenia statku.
Na pokładzie wciąż znajdują się skrzynie zamknięte od XVIII w., a ich zawartość pozostaje nieznana. Badacze biorą pod uwagę herbatę, zioła, lekarstwa, tekstylia lub inne towary. Pomóc mają analiza DNA próbek zboża oraz archiwa cła sundzkiego. Muzeum nie planuje podnosić wraku, a na dalsze prace Riksantikvaren przeznaczył 2,9 mln koron.