Do nieszczęśliwego zdarzenia doszło w amerykańskie święto Memorial Day. Jak relacjonował ojciec dziewczynki, Johnston Camp, mała Annelise zdjęła swój kapok i niepostrzeżenie weszła do wody. Dziecko zostało znalezione na dnie basenu przez 12-letniego kuzyna. Akcja ratunkowa była niezwykle dramatyczna - akcja serca dwulatki ustała na blisko godzinę - przypomina "New York Post".
Dziewczynka w ciężkim stanie trafiła do szpitala, gdzie podłączono ją do aparatury podtrzymującej życie.
Lekarze nadzorujący opiekę nad dwulatką podejrzewali, że doszło do śmierci mózgu. Zgodnie z prawem obowiązującym w Teksasie, po oficjalnym zdiagnozowaniu u pacjenta śmierci mózgowej, placówka medyczna może wycofać środki podtrzymujące życie.
Rodzice dziewczynki - Johnston i Joy Camp - stanowczo się temu sprzeciwili. Powołując się na swoje głębokie przekonania religijne, wytoczyli szpitalowi proces, aby uniemożliwić przeprowadzenie ostatecznych testów potwierdzających śmierć mózgu. Szpital wydał wówczas oświadczenie, w którym tłumaczył, że badania mają jedynie pomóc w ukierunkowaniu opieki, a placówka "nie ma w planach natychmiastowego zakończenia leczenia, niezależnie od wyników".
Zaangażowali się nawet politycy
Sprawa przyciągnęła uwagę polityków. Prokurator generalny Teksasu, Ken Paxton, zadeklarował na początku czerwca wsparcie dla rodziców, obiecując, że zrobi wszystko, by "chronić to dziecko i uszanować wysiłki rodziców mające na celu jego ocalenie".
Niestety, dziewczynka ostatecznie zmarła po odłączeniu od aparatury - podaje "New York Post".
Annelise jest teraz z Jezusem. Choć nasze serca są złamane, ufamy Jego doskonałej miłości, Jego wierności i Jego obietnicom - napisali rodzice dziewczynki.