Odstrzelą 100 dzików. Decyzję nazwała "okrutną". Oto powód
"Moja decyzja jest ostateczna" - podkreślił Tomasz Laskus, starosta powiatu otwockiego, zapowiadając odstrzał 100 dzików w Józefowie. Argumentował, że przyrost zwierząt sprawia, że "nie da się normalnie żyć". Na teh ruch w rozmowie z o2.pl zareagowała zoopsycholożka i biolożka Izabela Kadłucka, prezeska Fundacji Niech Żyją!. - Zabijanie zwierząt powinno być ostatecznością, w Polsce jest zazwyczaj pierwszym wyborem - zaznaczyła.
Decyzje o odstrzale dzików każdorazowo wywołują bardzo dużo emocji. Tym razem szeroko komentowane jest stanowisko Tomasza Laskusa, starosty powiatu otwockiego. Ogłosił on, że w Józefowie pod Warszawą odstrzelonych zostanie 100 dzików. Jednocześnie zapowiedział kolejne decyzje o pozbyciu się 200 osobników na terenie Otwocka i 100 dzików w gminie Karczew.
Laskus zaapelował o uszanowanie tej decyzji i "odpowiedzialne zachowanie przeciwników odstrzału". "Niekontrolowany przyrost dzików powoduje, że w wielu miejscach naszego Powiatu nie da się normalnie żyć" - zaznaczył starosta.
Moja decyzja jest ostateczna i podlega wykonaniu przez Miasto Józefów. Jakiekolwiek próby ingerencji w pracę myśliwych są zagrożeniem dla ich oraz Państwa bezpieczeństwa - podsumował.
Za pomocą Facebooka zaznaczył również, że uzyskane zostały wszelkie zgody na realizację odstrzału dzików.
Odstrzelą 100 dzików. "Niczego nie rozwiązuje"
Starosta wyraźnie dał do zrozumienia, że odstrzelenie dzików jest konieczne ze względów bezpieczeństwa. Podkreślił, że ich obecność w mieście utrudnia funkcjonowanie.
O tej decyzji rozmawialiśmy z zoopsycholożką i biolożką Izabelą Kadłucką. Prezeska Fundacji Niech Żyją!, która zajmuje się ochroną dzikich zwierząt, już na wstępie zauważyła, że już od dawna obserwuje, iż "rozwiązaniem większości problemów ze zwierzętami w Polsce staje się ich zabicie".
Dziki są zabijane od wielu lat i jest to masowy odstrzał na ogromną skalę, mimo, że kosztuje to nas bardzo dużo i jest nieskutecznym sposobem walki z ASF. Dodatkowo polowania powodują, że dziki są płoszone na bardzo duże odległości, co sprzyja transmisji wirusa ASF. Jak wskazuje Rada Ochrony Przyrody, zarażenia odbywają się za pośrednictwem człowieka i są efektem niestosowania bioasekuracji (zestaw zasad i działań mających zapobiegać przenoszeniu się chorób - dop. red.). Okres zimowy bardzo to uwypuklił - na śniegu łatwo można zaobserwować krew zwierząt i my - jako fundacja - otrzymywaliśmy bardzo wiele zdjęć i filmów od osób spacerujących po lesie, które dokumentowały ogromne ilości krwi, które zostawiały uciekające, ranne zwierzęta. Zabijanie zwierząt powinno być ostatecznością, w Polsce jest zazwyczaj pierwszym wyborem - zaznaczyła.
Kadłucka oceniła również, że "polityka masowego zabijania dzików nie przynosi rezultatów i spektakularnych sukcesów w ograniczaniu rozprzestrzeniania się ASF ani w zakresie zmniejszenia liczby dzików w miastach".
Doświadczenia innych miast pokazują, że odstrzał dzików niczego nie rozwiązuje. Alternatywą jest współpraca z naukowcami, odpowiednie zabezpieczenie koszy na śmieci oraz zmiany w planowaniu przestrzennym. Urbaniści mówią o tym od dawna, ale niewiele miast chce korzystać z ich wiedzy. Najłatwiej jest zabić, mimo że nie przynosi to rezultatów, a dodatkowo naraża mieszkańców na traumę. Zwraca się do nas wiele osób, których stan zdrowia się pogarsza, gdy po ich oknami zabija się zwierzęta - kontynuowała.
"Bulwersująca". Mówi o czasie porodów u dzików
Biolożka zwróciła uwagę na to, że pod koniec lutego u dzików dochodzi do porodów. - Dlatego zabijanie ich w tym czasie jest okrutne. W marcu samice mają już potomstwo, dlatego decyzja o zabijaniu dzików w tym czasie jest bulwersująca - kontynuowała.
Obecnie - z powodu walki z ASF i obecności dzików w miastach - pozbywamy się masowo jednego gatunku, który jest tak ważny dla ekosystemu lasu. Wszyscy znamy historię masowego zabijania wróbli w Chinach, które doprowadziło klęski głodu i śmierci kilkudziesięciu milionów ludzi. Dziki są bardzo potrzebne w lesie, nazywane są sanitariuszami lasów, zjadają larwy owadów, poczwarki czy padlinę. Są niezwykle ważnym gatunkiem, a my ten gatunek eliminujemy, nie wiedząc, jakie będą tego konsekwencje - ostrzegła.
Jednocześnie spostrzegła, że dziki pojawiają się w miastach z różnych powodów. - Myśliwi przyzwyczajają je do nienaturalnego dla nich pokarmu - często karmią je ludzkim jedzeniem. Pozostawione śmieci są łatwo dostępnym pokarmem dla zwierząt, dodatkowo polowania na dziki, prowadzone obecnie na ogromną skalę z powodu ASF, wypłaszają je z lasu. Musimy pamiętać o tym, że to są bardzo inteligentne zwierzęta, a polować na nie można przez cały rok - jest to dla nich ekstremalny stres, stan zagrożenia zdrowia i życia - nic dziwnego, że szukają bezpieczniejszych obszarów - powiedziała.
Przytoczyła dwa zagraniczne przykłady. - Władze Barcelony wprowadziły działania kompleksowe: zaproszono do współpracy naukowców i architektów, odpowiednio zabezpieczono kosze na śmieci, by odpady nie były dla zwierząt źródłem łatwo dostępnego pokarmu, wprowadzono odpowiednie nasadzenia i wprowadzono zmiany w planowaniu przestrzennym - podkreśliła.
W tym samym czasie władze Berlina zdecydowały się na zabicie kilku tysięcy dzików - tam sytuacja się nie zmieniła, a w Barcelonie tak - podsumowała Izabela Kadłucka, zoopsycholożka, biolożka i prezeska Fundacji Niech Żyją!
Mateusz Domański, dziennikarz o2.pl