Odwet Iranu. Ekspert mówi, jak ważna jest baza USA
W reakcji na sobotni atak Stanów Zjednoczonych i Izraela Iran uderzył m.in. w bazę V Floty Marynarki Wojennej w Bahrajnie. - Uderzenie Iranu (...) jest odpowiedzią wymierzoną w najbardziej czułą, obok grupy amerykańskiego lotniskowca, infrastrukturę USA w regionie - ocenia dr Łukasz Wyszyński z Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.
W sobotę (28 lutego) rano Stany Zjednoczone razem z Izraelem przeprowadziły operację wojskową w Iranie. Donald Trump poinformował, że jej celem jest "obrona narodu amerykańskiego poprzez eliminację bezpośrednich zagrożeń ze strony reżimu irańskiego". Amerykański prezydent stwierdził, że Teheran chciał odbudować potencjał nuklearny. W ostatnim czasie między Iranem i USA toczyły się negocjacje dot. wstrzymania prac Teheranu nad bronią nuklearną. Sobotni atak pokazał, że nie przyniosły żadnego efektu. Trump wezwał Irańczyków do przejęcia władzy w kraju po ataku.
Jak podała agencja AFP, Stany Zjednoczone oraz Izrael uderzyły w cele znajdujące się w 20 z 31 prowincji Iranu. Ataki objęły m.in. rezydencję prezydenta Iranu Masuda Pezeszkiana, biuro najwyższego przywódcy Iranu Alego Chamenei i obiekty rządowe, w tym te należące do resortu obrony i wywiadu. Jak podała agencja Reutera, w uderzeniu Izraela zginęli minister obrony Iranu Aziz Nasirzadeh i najważniejszy generał Mohammad Pakpour.
Iran odpowiada na atak USA. Ekspert o uderzeniu na Bahrajn
Iran nie pozostał dłużny. Teheran uderzył rakietami i dronami w kraje, które są sojusznikami Stanów Zjednoczonych w regionie m.in. Kuwejt, Arabię Saudyjską czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Atak nastąpił także na bazę V Floty Marynarki Wojennej w Bahrajnie. Dr Łukasz Wyszyński z Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni powiedział w rozmowie z o2.pl, że to "kluczowa infrastruktura Stanów Zjednoczonych w regionie".
Zabezpiecza działania nie tylko marynarki wojennej, ale także sił powietrznych. Odpowiada za bezpieczeństwo amerykańskich interesów w regionie, jeżeli chodzi o kluczowe szlaki związane z transportem węglowodorów, w tym Cieśninę Ormuz. Uderzenie Iranu przy pomocy pocisku balistycznego bądź manewrującego lub przy pomocy drona jest odpowiedzią wymierzoną w najbardziej czułą, obok grupy amerykańskiego lotniskowca, infrastrukturę USA w regionie - powiedział dr Łukasz Wyszyński w rozmowie z o2.pl.
Jak przekazali przedstawiciele administracji USA, w wyniku ataku na bazę w Bahrajnie nikt nie zginął. Uderzenie było jednak na tyle efektowne, że zdjęcia i nagrania obiegły media społecznościowe.
Jeśli celem Stanów Zjednoczonych jest obalenie reżimu politycznego w Iranie, to władze w Teheranie wiedzą, że jest to gra o przetrwanie. Dlatego skala odpowiedzi w tym przypadku będzie dużo bardziej zdecydowana niż w przypadku, gdyby na przykład celem było wyłączenie zniszczenie irańskiego programu nuklearnego. Stany Zjednoczone w ostatnich dniach wzmacniały obecność w regionie we wszystkich państwach, aby zabezpieczyć infrastrukturę wojskową. Musiały więc kalkulować, że dojdzie do takiej odpowiedzi. Niemniej sytuacje, kiedy irańskie rakiety będą się przedzierały przez systemy antydostępowe Izraela czy USA, będą wywoływały duże zainteresowanie i pytania o ich skuteczność - uważa ekspert.
Nasz rozmówca przyznaje, że po obu stronach konfliktu może nastąpić wiele uderzeń w infrastrukturę cywilną. Przypomnijmy, że wedle irańskich mediów co najmniej 85 osób zginęło po uderzeniu w szkołę podstawową dla dziewcząt w Minabie. Z kolei w Kuwejcie dron uderzył w międzynarodowe lotnisko, raniąc kilka osób. Łącznie w całym kraju rannych zostało 12 osób. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich jedna osoba zginęła po upadku przechwyconej irańskiej rakiety.
Systemy wojskowe, zarówno w Arabii Saudyjskiej, jak i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, mają chronić bazy macierzyste i potencjalnie współdziałać z systemami amerykańskimi. Podejmują one decyzje o eliminacji środków uderzeniowych, które mogą trafić w tę infrastrukturę. Oznacza to, że jeśli dojdzie do przechwycenia takich pocisków, mogą one spadać zarówno na tereny niezabudowane, jak i zamieszkałe. W przypadku ataku saturacyjnego systemy mogą również kalkulować, że jeśli cel nie ma znaczenia wojskowego lub strategicznego, nie podejmą decyzji o jego eliminacji. Nie możemy też zapominać o pomyłkach w naprowadzaniu na cele oraz awariach środków napadu powietrznego - zauważa dr Wyszyński.
Jak zareagują sojusznicy USA?
Na razie sojusznicy Stanów Zjednoczonych względnie radzą sobie z odpowiedzią Iranu. Zjednoczone Emiraty Arabskie poinformowały o przechwyceniu irańskich rakiet. Państwa regionu, w tym Izrael, zamknęły przestrzeń powietrzną. Jednak w Dubaju i w Dosze słychać było potężne wybuchy. Nagrania z tych miast szybko trafiły do sieci. Pytanie, czy sojusznicy nie będą mieli za złe Waszyngtonowi, że to oni bezpośrednio odczuwają skutki amerykańsko-izraelskiej operacji.
Państwa regionu od lat kalkulowały polityczne konsekwencje obecności amerykańskiej infrastruktury w regionie. Wystarczy przypomnieć sobie pierwszą wojnę w Zatoce Perskiej czy kolejne eskalacje napięć w regionie. Państwa, które gościły stałe bazy amerykańskie, wielokrotnie stawały się celem różnego rodzaju ataków. To pokazuje, że obecność militarna USA wiąże się z pewnym kosztem politycznym, który te państwa świadomie przyjmują - ocenia ekspert z AMW.
Jak dodaje, "dopóki Amerykanie są w stanie gwarantować bezpieczeństwo, a konflikt nie wymyka się spod kontroli ani nie zagraża bezpośrednio bezpieczeństwu państw przyjmujących bazy, można zakładać, że wsparcie będzie utrzymane".
Moim zdaniem to, co mogłoby postawić pod znakiem zapytania utrzymanie wsparcia, to przede wszystkim niekontrolowana eskalacja konfliktu. Drugim czynnikiem jest sytuacja, w której siły amerykańskie nie będą w stanie skutecznie chronić własnej infrastruktury ani tej, którą państwa przyjmujące bazy uznają za kluczową. To jest element oceny wojskowej, ale istotny jest również aspekt ekonomiczny. Chodzi o bezpieczeństwo żeglugi w regionie i kontrolę nad eksportem węglowodorów drogą morską, z których żyją państwa Zatoki Perskiej - mówi dr Wyszyński.
Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt przekazała, że prezydent USA Donald Trump i jego zespół ds. bezpieczeństwa narodowego będą uważnie obserwować sytuację na Bliskim Wschodzie. Z pewnością jest to dopiero początek eskalacji sytuacji na Bliskim Wschodzie.