"Oni zrujnują im życie". Matka uciekła z dziećmi z Norwegii do Polski

Cathrin Grothe uciekła z Norwegii, by uchronić swoje dzieci przed rozdzieleniem. Kobieta przyznaje, że jest przerażona działaniami norweskich urzędników. - Oni zrujnują im życie - mówi w rozmowie z "Faktem". Sytuacja jest bardzo napięta, a polski sąd ma podjąć decyzję w tej sprawie w kwietniu.

Kobieta walczy przed polskim sądem [zdj. ilustracyjne] Kobieta walczy przed polskim sądem [zdj. ilustracyjne]
Źródło zdjęć: © Adobe Stock
Malwina Witkowska

Cathrin Grothe przyjechała do Polski, uciekając przed norweskim systemem opieki nad dziećmi - Barnevernet, czyli urzędem ds. ochrony dzieci. Według norweskich instytucji kobieta nie powinna sprawować opieki nad swoimi dziećmi. Ona sama zdecydowanie się z tym nie zgadza.

Historia tej rodziny zaczęła się sześć lat temu, kiedy Cathrin i jej dzieci padły ofiarą przemocy domowej. Po wyjeździe z Norwegii kobieta próbuje rozpocząć nowe życie z dala od trudnej przeszłości. Jak informuje "Fakt", obecnie polski sąd rozstrzyga, czy dzieci powinny wrócić do Norwegii.

Grothe opuściła Norwegię wraz z szóstką dzieci, w tym dwojgiem już pełnoletnich. Norweski urząd twierdzi, że nie jest ona w stanie zapewnić właściwej opieki swoim pociechom. Matka zapowiada jednak walkę o rodzinę i odrzuca stawiane jej zarzuty. Jej pełnomocnik podkreśla, że w Polsce chłopcy mają zapewnione odpowiednie warunki życia.

Urzędnicy Barnevernet złożyli wniosek o wydanie czwórki małoletnich dzieci. Twierdzą, że matka z uwagi na problemy psychiczne nie powinna sprawować opieki nad chłopcami, co jest nieprawdą. Pani żyje w Polsce, te dzieci mają mieszkanie, mają szkołę, do której chodzą, są pod wzorową opieką - mówi w rozmowie z "Faktem" adwokat Maciej Kryczka, reprezentujący Cathrin przed polskim sądem.

Sprawa toczy się przed sądem w Warszawie. Jak opisuje "Fakt", kobieta obawia się, że ewentualny powrót dzieci do Norwegii mógłby całkowicie zburzyć ich życie. W jej ocenie decyzje norweskich urzędników są niesprawiedliwe, a rodzeństwo mogłoby zostać rozdzielone i trafić do różnych rodzin zastępczych, bez możliwości regularnych kontaktów. - Oni zrujnują im życie. Chłopcy chcą pozostać razem ze mną - oznajmia w rozmowie z "Faktem".

Działania urzędu Barnevernet

Barnevernet od lat wzbudza liczne kontrowersje. Norwegia kilkakrotnie przegrywała sprawy przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka dotyczące rozdzielania rodzin i ograniczania kontaktów dzieci z biologicznymi rodzicami.

Jak informuje "Fakt", Cathrin Grothe przeszła również badania lekarskie, których wyniki nie wykazały żadnych zaburzeń wymagających leczenia. Z tego powodu odmówiła poddania się przymusowej terapii. Właśnie ta decyzja miała stać się dla norweskich urzędników jednym z argumentów do rozpoczęcia procedury odebrania jej dzieci. Najmłodsze z nich ma 12 lat.

Polski sąd odroczył decyzję w sprawie ewentualnego powrotu dzieci do Norwegii do 28 kwietnia. Jak podkreśla "Fakt", do tego czasu planowane jest przesłuchanie dzieci w obecności psychologa oraz wizyta kuratora w domu rodziny Grothe. Wola rodzeństwa, by pozostać razem, może odegrać kluczową rolę w ostatecznym rozstrzygnięciu.

Wybrane dla Ciebie