"Fakt" nieoficjalnie ustalił, że tragicznego wieczoru Oskar wziął kluczyki od auta mamy i razem ze swoją nową dziewczyną ruszył na przejażdżkę po mieście. Po drodze mieli kupić wódkę, a następnie spożywać ją w aucie.
Około 3:00 pojawili się na osiedlowej uliczce obok parku. Na chodniku dostrzegli grupę młodych ludzi. Wśród nich znajdowała się m.in. była dziewczyna Oskara oraz Maja, jej koleżanka.
Oskar postanowił zatrzymać auto i wyszedł do grupy. Doszło do ostrej wymiany zdań. Po tej awanturze wrócił do auta, dodał gazu i ruszył w stronę młodych ludzi. Prawie wszyscy zdołali uciec. Niestety, Maja tyle szczęścia nie miała.
Oskar wjechał w nią z impetem. 21-latka wpadła pod samochód i została przeciągnięta pod podwoziem parę metrów. Sprawca uciekł z miejsca wypadku, nie udzielając jej pomocy - relacjonuje "Fakt".
"Był bardzo uczynny"
Życia dziewczyny nie udało się uratować. Oskar próbował ukrywać się przed policją, ale szybko został namierzony. Wydmuchał ponad dwa promile. Usłyszał już zarzuty i grozi mu do 20 lat pozbawienia wolności.
Reporter "Faktu" pojawił się na osiedlu, na którym mieszkał Oskar. - Nie mogę powiedzieć na niego złego słowa. Był bardzo uczynny, kulturalny. Jak ktoś potrzebował pomocy, leciał od razu - powiedziała jedna z sąsiadek. - Najgorsze jest to, że uciekł i nie udzielił pomocy. Dla takiego nie mam wyrozumiałości - wyznała inna.
Sąsiedzi twierdzą, że Oskar już kiedyś jeździł po pijaku i "skasował" auto. Na razie jednak te informacje nie zostały potwierdzone przez służby.