Płacą, by rekruterzy znaleźli im pracę. Nowy trend z USA
Jeszcze kilka lat temu brzmiałoby to jak absurd. Dziś w Stanach Zjednoczonych staje się rynkową niszą. Coraz więcej osób, które miesiącami bezskutecznie szukają zatrudnienia, decyduje się… zapłacić rekruterowi za znalezienie pracy dla siebie. O zjawisku tzw. odwróconej rekrutacji napisał "The Wall Street Journal".
W tradycyjnym modelu to firma opłaca headhuntera, który ma dostarczyć odpowiedniego kandydata. Teraz role się odwracają. To kandydat finansuje cały proces: od przygotowania strategii, przez personalizację CV, aż po wysyłanie aplikacji w jego imieniu. W najbardziej zaawansowanej wersji usługi agencja kontaktuje się z pracownikami wybranych firm i prowadzi komunikację tak, jakby działała bezpośrednio z konta klienta.
Klienci płacom rekruterom, by znaleźli im pracę
Usługi tanie nie są. Platforma Refer pobiera 20 proc. pierwszej miesięcznej pensji po zatrudnieniu. Reverse Recruiting Agency żąda 1500 dolarów miesięcznie, a po sukcesie dolicza 10 proc. rocznego wynagrodzenia. Inne pakiety kosztują od tysiąca do nawet 10 tys. dolarów. Jak podaje "WSJ", jedna z agencji znalazła pracę dla 20 z 44 klientów — skuteczność na poziomie 45 proc.
Popularność tego modelu to efekt sytuacji na rynku pracy. Amerykańska gospodarka funkcjonuje dziś w trybie "low hire, low fire" — firmy rzadko zatrudniają, ale też nie przeprowadzają masowych zwolnień. Według danych Bureau of Labor Statistics pod koniec 2025 r. bezrobotnych było o niemal milion więcej niż dostępnych ofert, stopa bezrobocia wyniosła 4,6 proc., a średni czas szukania pracy przekroczył pół roku. Liczba wakatów spadła do najniższego poziomu od 2020 r.
Powody są złożone: niepewność gospodarcza, wygaszenie pandemicznego boomu rekrutacyjnego, ograniczenia migracyjne i rosnąca rola sztucznej inteligencji, która pozwala firmom działać mniejszymi zespołami. W efekcie pracownicy rzadziej zmieniają zatrudnienie, a rotacja maleje.
Na razie "odwrócona rekrutacja" dotyczy głównie branży technologicznej i korporacyjnej w USA. Jednak globalne trendy szybko przekraczają granice. W sporcie tradycyjnie kluczową rolę odgrywa networking, ale w dynamicznie rosnącym segmencie SportTech — gdzie trwa walka o specjalistów od danych i AI — podobny model mógłby znaleźć podatny grunt. Pytanie tylko, czy kandydaci będą gotowi zapłacić za szansę, a nie gwarancję zatrudnienia.