Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...
Wróć na
WIP
|

Po to dzwonią do ratowników WOPR. "Popłynęli łapać delfiny"

1
Podziel się:

Wakacje to czas dobrej zabawy, ale przede wszystkim ręce pełne roboty dla ratowników i dyspozytorów WOPR. Z jakimi zgłoszeniami muszą się mierzyć? Opublikowali filmik z absurdalną rozmową telefoniczną.

Po to dzwonią do ratowników WOPR. "Popłynęli łapać delfiny"
Po to dzwonią do ratowników WOPR. "Popłynęli łapać delfiny" (Facebook, Sopockie WOPR)

Ratownicy wodni najwięcej pracy mają w wakacje, kiedy nad polskim morzem turystów nie brakuje. Ciepłe dni zachęcają do orzeźwiających wodnych kąpieli. Niestety, nie zawsze są one w pełni bezpieczne, a pomysły niektórych wczasowiczów przyprawiają o zawroty głowy.

Na ratunek rusza WOPR, czyli Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Przeszkoleni ratownicy uratowali już niejednego topiącego. Oprócz dyżurów z lornetką na plaży, funkcjonariusze odbierają też telefony ze zgłoszeniami niebezpiecznych sytuacji. Powstał do tego specjalny numer alarmowy: 601 100 100.

Z czym muszą mierzyć się dyspozytorzy WOPR? Podczas odbierania telefonów od zaalarmowanych zgłaszających, nie zawsze jest łatwo zrozumieć, gdzie znajduje się poszkodowany i co się stało. Niektóre zgłoszenia brzmią jak dobry żart, jednak również wtedy ratownicy wysyłają patrol w daną lokalizację.

Ratownicy udostępnili specjalne wideo z fragmentami rozmów, które przeprowadzają dyspozytorzy. Są to jednak sytuacje przygotowane w ramach ćwiczeń, ale ratownicy zapewniają, że niemal niczym nie różnią się od niektórych prawdziwych zgłoszeń.

Te zgłoszenia wcale nie odbiegają od rzeczywistych, macie nasze słowo! Nigdy nie publikujemy zgłoszeń, które spływają na numer ratunkowy nad wodą, tym razem robimy wyjątek. Dyspozytor numeru ratunkowego nad wodą jest najmniej widoczną osobą podczas akcji ratunkowej - podkreśla WOPR Sopot.

Po to dzwonią do ratowników WOPR. "Popłynęli łapać delfiny"

Na nagraniu przygotowanym w ramach ćwiczeń WOPR, słychać dwie rozmowy. Jeden telefon wykonuje świadek zdarzenia, obserwujący je z daleka, a drugą towarzyszka dwóch "zaginionych" mężczyzn. Poniżej fragmenty rozmów, całe nagranie znajduje się na końcu artykułu.

Stałem na molo i widziałem, że ktoś na czymś żółtym wypłynął na morze i się taplał, a potem no nie wiem, przestałem ich widzieć. Nie widzę ich wokół tego żółtego czegoś - mówi mężczyzna podczas pierwszej rozmowy.
Halo, bo ja jestem na plaży. Bo moi koledzy spalili blanta i stwierdzili, że pójdą łapać delfiny na desce. Oni popłynęli, a ich nie ma ich już godzinę! (...) Yyyy w Sopocie? Yyy koło molo, Yyy ja widzę... nie wiem. (...) Po prawej? Lewej? Lewej prawej, a która to jest lewa? Przede mną jest pani, a za mną jest pan - mówi dziewczyna podczas drugiej rozmowy.
Zobacz także: Zgłoszenie na numer ratunkowy 601 100 100. Z czym musi sobie radzić dyspozytor?
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
o2pl
KOMENTARZE
(1)
Polskie Wody
3 tyg. temu
Pamiętam jak siostra koleżanki dzwoniła z przerażeniem, że banan się urwał i dryfują koło Mielna.
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić