Polacy chcą amerykańskich żołnierzy. Generał reaguje
Większość badanych chce, by w Polsce stacjonowało więcej amerykańskich żołnierzy – wynika z sondażu SW Research opisanego przez Wprost. Gen. Roman Polko podkreśla jednak, że sama obecność USA nie wystarczy, jeśli Polska nie zbuduje własnych zdolności odstraszania.
Najważniejsze informacje
- 53,3 proc. ankietowanych odpowiedziało "tak" na pytanie o starania rządu, by w Polsce było więcej żołnierzy USA.
- Gen. Roman Polko wskazuje, że bezpieczeństwo wymaga nie tylko "tarczy", ale też "miecza", czyli realnych zdolności odstraszania.
- Badanie SW Research przeprowadzono 12-13 maja 2026 r. na próbie 801 dorosłych osób metodą wywiadów online.
Według badania SW Research większość Polaków popiera zwiększenie obecności wojsk USA w Polsce: 53,3 proc. respondentów uważa, że rząd powinien zabiegać o większą liczbę amerykańskich żołnierzy w Polsce. Przeciwnego zdania jest 21,8 proc. badanych.
W badaniu pytano, czy Polska powinna starać się o zwiększenie liczby wojsk USA stacjonujących w kraju.
Wprost podaje, że wyniki nie różnią się mocno po podziale na płeć, wiek, wykształcenie czy zarobki, choć widać pewne przesunięcia. Wśród mężczyzn chęć zwiększenia obecności USA zadeklarowało 56,9 proc., a wśród kobiet 49,9 proc. Z kolei w grupie do 24. roku życia "tak" wybrało 46,1 proc., a wśród osób powyżej 50. roku życia – 57,9 proc.
Pijany kierowca złapany. Zasnął na stacji benzynowej
Wzrost poparcia widać też wraz z poziomem wykształcenia i dochodów: przy wykształceniu podstawowym/gimnazjalnym to 43 proc., a wśród osób z tytułem naukowym 52,3 proc. Przy dochodzie netto do 3 tys. zł "tak" wskazało 42,2 proc., a powyżej 7 tys. zł – 61,8 proc.
Według badania, mieszkańcy mniejszych miejscowości częściej opowiadali się za większą liczbą amerykańskich żołnierzy (55,2 proc.) niż osoby z miast powyżej 500 tys. mieszkańców (52,8 proc.).
Gen. Roman Polko: "tarcza" nie wystarczy
Z wynikami sondażu zapoznał się gen. Roman Polko, były p.o. szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego oraz były dowódca jednostki specjalnej GROM.
Generał zauważył, że społeczeństwo chce czuć się bezpiecznie i szuka większej ochrony. Jednocześnie podkreślił, że nie zawsze ludzie w pełni rozumieją, co naprawdę zapewnia bezpieczeństwo Polski i jak działa system obrony państwa.
Ilu z nich zdaje sobie sprawę, że Polska, żeby czuć się bezpiecznie, potrzebuje czegoś więcej niż "tarczy", bo jeszcze nikt samą tarczą nie zwyciężył? Potrzebujemy też "miecza", czyli tego, co pokazał Iran, zdolności do prowadzenia bolesnych uderzeń odwetowych, czy to, co pokazuje Ukraina – zdolność prowadzenia głębokich uderzeń precyzyjnych, chociażby na infrastrukturę energetyczną, zakłady zbrojeniowe. I na tym polega bezpieczeństwo – potrzebujemy potencjału odstraszającego - ocenił Polko dla Wprost.
Generał mówił też o działaniach Moskwy i o tym, że Rosja sprawdza determinację Sojuszu, odnosząc się do działań hybrydowych oraz incydentów z dronami przekraczającymi granice, m.in. z Polską i – jak wskazano w rozmowie – ostatnio z Łotwą. Podkreślał też, że sama obecność wojsk USA nie oznacza automatycznie wspólnej walki od pierwszego dnia konfliktu.
Gen. Roman Polko przypomniał, że w Gruzji byli obecni amerykańscy żołnierze, jednak gdy w 2008 r. doszło do ataku Rosji, wojska USA szybko opuściły kraj. W jego ocenie pokazuje to, że sama obecność sojuszniczych sił nie zawsze oznacza trwałą ochronę w sytuacji kryzysowej.
Gen. Roman Polko uważa, że realny wpływ na bezpieczeństwo Polski mogłoby mieć włączenie kraju do programu NATO Nuclear Sharing. Jest to system Sojuszu Północnoatlantyckiego, w którym niektóre państwa członkowskie mają dostęp do broni jądrowej NATO.
W ramach tego programu takie kraje jak Włochy, Belgia i Holandia biorą udział w rozmieszczeniu i współdzieleniu potencjału nuklearnego w strukturach NATO.
Przypomnijmy, że w środę 13 maja amerykańskie media poinformowały o odwołaniu wcześniej planowanego, rotacyjnego przerzutu do Polski 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej z 1. Dywizji Kawalerii. Jak opisały Wiadomości Wirtualnej Polski, formacja ma liczyć ponad 4 tys. żołnierzy i dysponować własnym sprzętem, co przełożyło się na pytania o realny kierunek zmian w obecności USA w regionie.
Do medialnych doniesień odniósł się wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. "Ta sprawa nie dotyczy Polski - wiąże się z zapowiadaną wcześniej zmianą obecności części sił zbrojnych USA w Europie" - napisał na X.
Podczas czwartkowej konferencji prasowej w Sejmie zaznaczył też, że "nie zmniejsza się liczba żołnierzy amerykańskich w Polsce".