Ratował Dino przed pożarem. Mówi o zachowaniu pracowników
W Koronowie pod Bydgoszczą mogło dojść do tragedii. Zapobiegła jej przytomna reakcja jednego ze świadków. Sebastian Kęska przepchnął płonący samochód i uchronił sklep Dino przed pożarem. Mężczyzna ma uwagi do reakcji pracowników marketu. - Pani ekspedientka nie wiedziała nawet, gdzie jest gaśnica - mówi Kęska w rozmowie z o2.pl. Jego brawurowa akcja została pokazana w sieci.
Do niebezpiecznego zdarzenia doszło w czwartek (22 stycznia) pod sklepem Dino w Koronowie (pow. bydgoski). Na parkingu obok marketu zaczęło palić się auto. Świadkowie próbowali ugasić pożar, ale bezskutecznie. Ogień mógł rozprzestrzenić się na elewację budynku. Dopiero przytomna reakcja przejeżdżającego mężczyzny uchroniła market przed pożarem.
Zauważyłem, że pali się samochód. Stoi przy samej elewacji sklepu. Stała tam grupka osób usiłująca gasić to auto. Chciałem podjechać, wziąć gaśnicę, pomóc. Podchodzę do tego samochodu i patrzę, że już cała komora silnika jest zajęta ogniem. Jasne było dla mnie to, że zwykłą gaśnicą samochodową pożaru nie ugasimy - mówi w rozmowie z o2.pl Sebastian Kęska.
Mężczyzna przepchnął samochód i uratował elewację sklepu przed pożarem. Jego bohaterski wyczyn został nagrany i opublikowany na profilu "Bydgoszcz 998" na Facebooku. Kęska ma uwagi do zachowania pracowników Dino. Wskazuje, że najpierw chciał, aby ktoś użyczył mu gaśnicy przeciwpożarowej. Spotkał się jednak z zaskakującą reakcją.
Jeszcze przed przepchnięciem tego auta postanowiłem, że wejdę do sklepu i poproszę o gaśnicę. W marketach są zazwyczaj duże, piankowe gaśnice. Pytam o nią ekspedientkę, która obsługiwała kolejkę przy kasie. Pani ekspedientka nie wiedziała nawet, gdzie jest gaśnica - ujawnia Kęska w rozmowie z o2.pl.
Świadek zauważył, że elewacja sklepu jest ze styropianu, a dach ma drewniane elementy. - Byłem przekonany, że za chwile to się zajmie ogniem - wspomina w rozmowie z o2.pl. Obawiał się o zdrowie i bezpieczeństwo pracowników i klientów sklepu. To dlatego zareagował błyskawicznie.
Zluzowałem skrzynię biegów, spuściłem ręczny. Poprosiłem właściciela – taki to był taki starszy pan – żeby mi pomógł. No i przepchnąłem ten samochód do tyłu, zaciągnąłem ręczny, no i czekaliśmy, aż przyjadą służby - opisuje całe zdarzenie jego świadek.
Kęska zapytany o jakąkolwiek reakcję kadry pracowniczej Dino mówi, że nie widział żadnego pracownika w pobliżu pożaru. - Podobno kierowniczka dzwoniła i podobno kierowniczka po jakimś czasie dostarczyła gaśnicę - mówi w rozmowie z o2.pl. Dodaje, że "nie zauważył, aby ktokolwiek zainteresował się sprawą".
Nie zauważyłem, żeby jakieś było zainteresowanie, tym bardziej że jak palił się samochód i wszedłem do sklepu, no to ta pani normalnie obsługiwała klientów. No to dla mnie to jest nie do pojęcia - przyznaje Sebastian Kęska.
Ostatecznie pożar został ugaszony przez wezwaną na miejsce straż pożarną.
W czwartek (22 stycznia) poprosiliśmy o komentarz przedstawicieli Biura Prasowego sieci Dino. Do momentu publikacji tekstu, nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi na przesłane pytania dotyczące m.in. przeszkolenia przeciwpożarowego pracowników. Opublikujemy stanowisko sieci, gdy tylko je otrzymamy.
Marcin Lewicki, dziennikarz o2.pl