Robi to na all inclusive i nie będzie nikogo przepraszać. W sieci wybuchła burza
Zabiera jedzenie z hotelowego bufetu i przygotowuje z niego lunch dla całej rodziny. Dla jednych to sprytny sposób na oszczędzanie podczas wakacji, dla innych zwykłe nadużycie. Gdy Nicola Lewis pochwaliła się swoim urlopowym zwyczajem w internecie, wywołała prawdziwą lawinę komentarzy.
Nicola przyznaje, że od lat stosuje ten sam patent podczas wyjazdów. Po zjedzeniu śniadania wraca do bufetu po dodatkowe pieczywo, sery, wędliny, owoce czy przekąski, z których później przygotowuje lunch.
Jak tłumaczy, zwyczaj wyniosła z rodzinnego domu. Już jako dziecko obserwowała, jak jej rodzice przygotowywali kanapki z produktów dostępnych podczas hotelowych śniadań i zabierali je na plażę lub na całodniowe wycieczki.
Tak Nicola Lewis oszczędza na wakacjach all inclusive
Dziś sama jest mamą dwójki dzieci i kontynuuje tę tradycję. Twierdzi, że dzięki temu może znacząco ograniczyć wydatki podczas urlopu.
Jeżeli rodzina spędza cały dzień przy basenie lub na plaży, kobieta przygotowuje kanapki z produktów dostępnych na śniadaniu i przechowuje je w hotelowej lodówce. Jak podkreśla, pozwala to zaoszczędzić sporą sumę na codziennych posiłkach.
— Już zapłaciłam za to jedzenie. Zamiast je marnować, wykorzystuję je w praktyczny sposób — przekonuje.
Dodaje przy tym, że nie wynosi dużych ilości produktów i stara się robić wszystko dyskretnie. Korzysta z wielorazowych pojemników i woreczków na żywność, które przywozi z domu.
Internauci podzieleni
O swoim sposobie opowiedziała w mediach społecznościowych podczas niedawnych wakacji na Cyprze. Krótkie nagranie szybko zdobyło popularność, a pod postem pojawiły się tysiące komentarzy.
Wiele osób przyznało, że również korzysta z podobnych rozwiązań. Niektórzy pisali o zabieraniu owoców na plażę, inni wspominali o napełnianiu termosów hotelową kawą czy przygotowywaniu przekąsek na podróż powrotną.
Nie zabrakło jednak krytyki. Część internautów uznała, że takie zachowanie jest nieuczciwe wobec hotelu. Pojawiły się nawet głosy, że właśnie przez podobne praktyki obiekty podnoszą ceny śniadań.
"Nie zamierzam przestać"
Nicola nie przejmuje się jednak negatywnymi komentarzami. Podkreśla, że nigdy nie bierze więcej jedzenia, niż jej rodzina jest w stanie zjeść, a marnowanie żywności uważa za znacznie większy problem.
— Nie opróżniam bufetu i nie jestem zachłanna. Oszczędzamy pieniądze, nie marnujemy jedzenia i możemy zjeść lunch tam, gdzie mamy ochotę. Nie widzę w tym nic złego — tłumaczy.
Jej zdaniem w czasach rosnących kosztów życia i coraz droższych wakacji warto szukać sposobów na ograniczanie wydatków. Jak przekonuje, dzięki takim oszczędnościom można nawet zacząć odkładać pieniądze na kolejny urlop jeszcze podczas trwania obecnego.