Rodziny wpłaciły zaliczki za działki. Adwokat zniknął
Kilkanaście rodzin z okolic Białegostoku przekazało setki tysięcy złotych adwokatowi, który miał pośredniczyć w sprzedaży działek. Pieniądze zniknęły wraz z prawnikiem, a prokuratura prowadzi postępowanie w kierunku oszustwa. O sprawie opowiedzieli w programie "Interwencja".
Mieszkańcy podbiałostockich miejscowości szukali terenów pod budowę domów. Trafili na ogłoszenia o parcelach w Ignatkach. Pośredniczyć miał adwokat reprezentujący właścicieli gruntów. Kupujący wpłacali zaliczki, licząc, że trafią do depozytu prawnika.
Mateusz i Karolina Witkowie podkreślali, że sprawdzili księgi wieczyste i rejestr adwokatów, co utwierdziło ich w przekonaniu, że transakcja jest bezpieczna. Witek mówił, że cena 200 zł za mkw. tłumaczona była koniecznością poczekania na wydanie działki, a on sam przekazał 100 tys. zł.
Jedna działka sprzedana wielu osobom. Adwokat zniknął
Z czasem okazało się, że ten sam numer parceli sprzedawano kilku nabywcom. Witkowie wyliczali, że działka numer 2 miała trzy umowy: z 5, 12 i 21 sierpnia. Inny klient, pan Wojciech, usłyszał po podpisaniu pierwszej umowy, że może nabyć kolejną działkę, która – jak się później dowiedział – była już zarezerwowana dla innej osoby. Kontakt z adwokatem urwał się po pobraniu zaliczek.
Kolejni poszkodowani relacjonowali, że ich pisma wypowiadające umowy wróciły nieodebrane. Wspominali też, iż ogłoszenia o sprzedaży tych samych działek nadal pojawiały się w internecie, mimo wcześniejszych zapewnień, że nie ma już wolnych parceli.
Według Prokuratury Rejonowej Białystok Południe na dziś jest 14 pokrzywdzonych. Marek Winnicki przekazał, że wszczęto postępowanie w kierunku oszustwa, a śledczy sprawdzają, czy nie doszło także do przywłaszczenia mienia. Dodał, że dotąd nie wykonano czynności z podejrzanym, który nie usłyszał zarzutów. Poszkodowani wskazywali, że złożyli przedsądowe wezwania do zapłaty i zawiadomienia, lecz w ich ocenie postępy są niewielkie.
Właściciele gruntów: "nie dostaliśmy ani złotówki"
Kancelaria adwokata Mariusza M. była zarejestrowana w Mońkach, a umowy podpisywano w biurze w centrum Białegostoku. Pracownicy mówili, że również nie mają z nim kontaktu. Ekipa dotarła do właścicieli ziemi – trzech braci z podlaskiej wsi. Stwierdzili, że ponad rok temu udzielili prawnikowi notarialnego pełnomocnictwa, by uregulował sprawy spadkowe, wydzielił działki i je sprzedał, jednak pieniędzy z zaliczek nie widzieli.
Nowa pełnomocniczka właścicieli, Natalia Wiśniewska, podkreśliła, że bracia nie byli świadomi procederu i nie otrzymali środków, a udzielone wcześniej pełnomocnictwo do sprzedaży zostało skutecznie wypowiedziane. Właściciele ziemi nie ukrywają obaw o dalsze konsekwencje.
W grudniu 2025 r. poszkodowani zorganizowali spotkanie z adwokatem w mieszkaniu kobiety, od której nie zdążył jeszcze pobrać zaliczki. Nagrali wideo jako dowód, że prawnik podpisywał umowy na te same działki. Według relacji Karoliny Zarzeckiej-Witek, na stole leżała umowa dotycząca działki nr 2, którą oni uważali za swoją, a prawnik miał być zaskoczony liczbą osób świadomych nieprawidłowości. Domagano się wtedy zwrotu pieniędzy i wręczono wypowiedzenia umów.
Z wyliczeń poszkodowanych wynika, że łączna kwota roszczeń to ok. 550 tys. zł. Podkreślali jednak, że mogą istnieć inne osoby, które również przekazały zaliczki, ale dotąd nie ujawniły się w sprawie.