Rosja buduje narrację. Chodzi o prowokacje wobec NATO
Kreml ma przygotowywać uzasadnienie dla ewentualnych przyszłych incydentów w przestrzeni powietrznej państw NATO nad Bałtykiem i Finlandią, wykorzystując wątek ukraińskich dronów. Takie wnioski płyną z najnowszej analizy amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną.
7 maja kilka dronów miało wlecieć z terytorium Rosji do przestrzeni powietrznej Łotwy, a dwa z nich spadły po łotewskiej stronie granicy. Minister obrony Łotwy przekazał, że wstępne informacje wskazują na ukraińskie pochodzenie bezzałogowców, które mogły lecieć w kierunku celów na terytorium Rosji. Jednocześnie podkreślił, że Ukraina ma prawo uderzać w legalne cele wojskowe na rosyjskim terytorium.
Według Instytutu Studiów nad Wojną, Rosja próbuje zbudować przekaz, który może posłużyć jako pretekst do przyszłych działań w przestrzeni powietrznej w rejonie krajów bałtyckich oraz Finlandii.
W analizie zwrócono uwagę, że Moskwa eksponuje wątek ukraińskich ataków dronów na Rosję, sugerując rzekomą "konieczność" przechwytywania bezzałogowców zmierzających do celów na terytorium Federacji Rosyjskiej.
Po informacjach z Łotwy rosyjskie Ministerstwo Obrony podało, że rosyjskie siły miały rzekomo wykryć w łotewskiej przestrzeni powietrznej sześć dronów, a także francuskie myśliwce Rafale i samoloty F-16. Rosyjska strona utrzymywała, że jeden z bezzałogowców został zestrzelony w pobliżu obwodu pskowskiego, a pozostałe miały "zniknąć" w rejonie łotewskiego Rzeżycy - dodaje "Obozrevatel".
ISW zauważa, że w raporcie o działaniach rosyjskiej obrony powietrznej Kreml nie informował o zestrzeleniu dronów właśnie nad obwodem pskowskim. Oficjalnie miały pojawiać się natomiast ataki bezzałogowców w innych regionach Rosji, przez które drony teoretycznie mogły przemieszczać się w kierunku rosyjskich portów nad Morzem Bałtyckim.
W ocenie ISW to kolejny przypadek, gdy Kreml promuje narrację, że ukraińskie siły mają wykorzystywać przestrzeń powietrzną państw bałtyckich oraz Finlandii do uderzeń na Rosję.