Rosja nadal rekrutuje obcokrajowców. Kolejny Kenijczyk nie żyje
Ukraiński wywiad wojskowy informuje o śmierci kolejnego obywatela Kenii w rosyjskich szeregach. Werbunek cudzoziemców do armii Rosji cały czas trwa mimo zapowiedzi jego ograniczenia.
Najważniejsze informacje
- GUR poinformowało o śmierci obywatela Kenii na Charkowszczyźnie. Mężczyzna walczył po stronie Rosji.
- Według GUR Rosja nadal rekrutuje Afrykanów. Zidentyfikowano dane 2 965 najemników.
- Co najmniej 316 afrykańskich najemników miało zginąć do sierpnia 2025 r.
Ukraiński wywiad wojskowy (GUR) poinformował, że w regionie Charkowa zginął kolejny obywatel Kenii, który walczył po stronie Rosji. Według ukraińskich służb Rosja coraz częściej wysyła do walki cudzoziemców z Afryki. Osoby te mają przechodzić tylko krótkie szkolenie, a następnie trafiają na najtrudniejsze odcinki frontu.
Eksperci wskazują, że taka praktyka może świadczyć o problemach Rosji z brakami wśród własnych żołnierzy. Wysyłanie słabo przygotowanych osób na wojnę w Ukrainie zwiększa ryzyko dużych strat.
Poległy mężczyzna to Nyambura Erik Mwangi, urodzony w 2003 roku. Przyjechał do Rosji w dniach 23-24 października 2025 roku i trafił do miasta Jarosław. Nie był tam sam. Razem z nim przybyło trzech innych obywateli Kenii: Wanjiru Joseph Kamau, Karithi Joel Ngure oraz Kibet Ronald Kipkurui.
Koszmarny wypadek na torach. W Danii zderzyły się dwa pociągi
Ukraińskie służby podkreślają, że w tym samym czasie do Rosji przyjechało więcej osób z Kenii. Część z nich również została później skierowana na wojnę w Ukrainie, gdzie - jak wcześniej informowano - poniosła śmierć.
Po przyjeździe do Rosji Kenijczycy przeszli krótką procedurę formalną i podpisali kontrakty wojskowe. Następnie zostali skierowani do ośrodka szkoleniowego, gdzie ich przygotowanie trwało około półtora tygodnia.
Jednym z nich był Nyambura Erik Mwangi, który był odpowiedzialny za obsługę radiostacji oraz utrzymywanie łączności radiowej między różnymi jednostkami. Później trafił do pododdziału szturmowego, czyli jednostki biorącej udział w najcięższych walkach.
Na początku roku miał zostać skierowany do działań bojowych w rejonie Borowej na wschodzie Ukrainy. Według GUR takie przypadki pokazują, że cudzoziemcy w rosyjskiej armii często trafiają na najbardziej niebezpieczne odcinki frontu, niezależnie od wcześniejszego przydziału.
Rosja nadal rekrutuje obcokrajowców. Podano dane
Mwangi najprawdopodobniej zginął w wyniku ostrzału z ukraińskiego moździerza. Do zdarzenia miało dojść podczas próby przełamania strefy ognia, określanej jako kill-zone, czyli bardzo niebezpiecznego obszaru na froncie.
Projekt identyfikacyjny "Chcę żyć" potwierdził tożsamość jednego z obywateli Kenii, który był kierowany do takich działań. Według GUR to kolejny dowód na wykorzystywanie zagranicznych żołnierzy w rosyjskiej armii.
GUR informuje, że mimo oficjalnych deklaracji Kremla o wstrzymaniu rekrutacji, nadal trwa rekrutacja Afrykańczyków do rosyjskiej armii. Według zebranych danych ustalono tożsamość aż 2 965 obywateli państw afrykańskich, którzy podpisali kontrakty z armią Rosji. To pokazuje, że skala zjawiska jest duża i wciąż rośnie.
Najwięcej osób ma pochodzić z takich krajów jak Kenia, Egipt, Kamerun, Ghana, Nigeria, Uganda, Algieria, Mali, Sudan Południowy oraz Republika Południowej Afryki.
Jak przypomina "Ukrinform", do sierpnia 2025 r. potwierdzono śmierć co najmniej 316 afrykańskich najemników po stronie Rosji. Służby zaznaczają, że realne liczby mogą być wyższe ze względu na braki w dokumentacji.