Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...
Wróć na
Łukasz Maziewski
Łukasz Maziewski
|

Ruszyli. Zagadkowy atak Ukrainy. "Mądrzejsi będziemy za 48 godzin"

Podziel się:

Ukraińska armia dokonała zagadkowej operacji. Na terenie okupowanej przez Rosjan Mierzei Kinburnskiej, gdzie na przestrzeni ostatnich trzech wieków dochodziło do krwawych walk, pojawili się ukraińscy komandosi. - Gdyby coś takiego zrobili Rosjanie, popukałbym się w czoło - komentuje w rozmowie z o2.pl płk Piotr Lewandowski. Dodaje, że "mądrzejsi będziemy za 48 godzin".

Ruszyli. Zagadkowy atak Ukrainy. "Mądrzejsi będziemy za 48 godzin"
Śmiała operacja wojsk ukraińskich. Co się zdarzyło na półwyspie Kinburnskim? (Google Maps, Twitter)

Do ataku ukraińskiej armii doszło w sobotę, najprawdopodobniej przy użyciu szybkich łodzi motorowych i niedużego, ale silnie uzbrojonego oddziału komandosów z morskich grup specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy.

To nieduży, długi na 40 km i szeroki na 10 km pas lądu, rozdzielający ujścia dwóch rzek - Dniepru i Bohu - do Morza Czarnego. Dla Ukraińców jest to istotne miejsce, bo bez oczyszczenia go z wojsk rosyjskich nie będą mogli mówić o całkowitym wyzwoleniu obwodu mikołajowskiego spod okupacji. Nazwa wywodzi się z języka tatarskiego i oznacza dosłownie "ostry nos".

Rosjanie zajęli ten teren w początkowej fazie inwazji. Pozwoliło im to kontrolować dużą część Morza Czarnego i zablokować porty w Chersoniu i Mykołowie. Najeźdźcy mieli na południu i wschodzie o wiele prostszą drogę do zajmowania terytorium Ukrainy niż na północy. W wypadku Chersonia pojawiały się nawet informacje o zdradzie w szeregach Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, która miała ułatwić Rosjanom zajęcia miasta.

Zajęcie przez Rosjan niewielkiego półwyspu, na którym znajduje się mierzeja, trzymało też w szachu żołnierzy z Oczakowa. Jeszcze w poniedziałkowy poranek rosyjskie rakiety z półwyspu uderzały w teren wyzwolony przez Ukraińców. A w tym niewielkim, liczącym nieco ponad 14 tys. mieszkańców miasteczku znajduje się Centrum Operacji Specjalnych Marynarki Wojennej Ukrainy. Można założyć, że to właśnie stamtąd wyruszyli do operacji desantowej ukraińscy komandosi.

O samej operacji wiadomo jak dotąd niewiele. Trudno się temu dziwić, bo działania wojskowe, zwłaszcza z wykorzystaniem wojsk specjalnych, objęte są tajemnicą. Szczególnie w okresie działań wojennych. Pierwsze informacje o uderzeniu ukraińskim ujawnili Rosjanie. W przekazanej przez państwową rosyjską agencję RIA Novosti wiadomości podano, że wojska rosyjskie zniszczyły "grupę dywersyjną" sił specjalnych Ukrainy.

Rosjanie twierdzili, że zniszczono kilka szybkich łodzi motorowych i zlikwidowano ok. 20 ukraińskich żołnierzy. Wiadomości tych nie komentowała strona ukraińska. Dopiero w poniedziałek rano Ukraińcy pokazali nagranie z żołnierzami na łodziach motorowych.

"Popukałbym się w czoło"

Weteran wojen w Iraku i Afganistanie płk Piotr Lewandowski o akcji Ukraińców wypowiada się z uznaniem. W rozmowie z o2.pl podkreśla, że szczegółów jest na razie niewiele, ale desant był w jego ocenie ewidentny i stanowił dla Rosjan duże zaskoczenie. Jak mówi, to świadczy o dobrym przygotowaniu akcji, ale także "szczelności" ukraińskich sił zbrojnych, bo informacje o działaniach zaczepnych nie wyciekły do Rosjan.

Prawdę mówiąc, gdyby coś takiego zrobili Rosjanie, to popukałbym się w czoło. Ta mierzeja to teren odcięty od głównych zgrupowań wojsk ukraińskich. Utrzymanie tej pozycji będzie ekstremalnie trudne. Może być zaopatrywana z morza lub drogą powietrzną, a nad morzem przewaga Rosjan w powietrzu jest dużo większa niż na lądzie. Zarazem jest to miejsce dość istotne, bo stamtąd można ostrzeliwać porty w Mikołajowie czy flankować Chersoń, ale to nie był żaden game changer - przekonuje oficer.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Ukraina z "brudną bronią"? To wyjaśnienie zaskakuje

Dodaje, że jak dotąd Ukraińcy działali bardzo rozważnie i nie wykonywali głupich ruchów. Z działań desantowych korzystali ostrożnie. To zrozumiałe - komandosi i operatorzy wojsk specjalnych to elita, nie da się szybko wyszkolić kolejnych, a koszty ich szkoleń są bardzo wysokie.

Jest oczywiście możliwość, że było tam rozmieszczone coś na tyle ważnego i cennego, że Ukraińcy zdecydowali się zaryzykować działaniami komandosów. Może jakieś elementy infrastruktury wojskowej, może jakieś grupy sztabowe? Ale takie operacje są liczone w godzinach. Tu trwa to wiele dłużej. Wszystko sprowadza się jednak do tego, że przeciwnika można zaskoczyć, ale trzeba ten teren utrzymać, czekając na wsparcie, albo odskoczyć. Tylko jak utrzymać ten teren? Mogą go ostrzeliwać z lądu, ale zaopatrzenia go będzie musiało się odbywać drogą morską lub powietrzną, a o przewadze Rosjan w powietrzu wspominałem. Mądrzejsi będziemy za 48 godzin - mówi dalej płk Lewandowski.

Pułkownik zwraca jeszcze uwagę na jedno: działania dyplomatyczne i polityczne, które rozgrywają się obok działań wojskowych. Podkreśla, że Rosjanie wycofali się z Chersonia w zorganizowany sposób, choć niszcząc przy tym infrastrukturę. Jednocześnie Ukraińcy musieli wręcz powstrzymywać dowódców swoich brygad, by nie ruszyli w pościg za Rosjanami. To wszystko i toczące się na obradach grupy G20 rozmowy daje bardzo interesujący obraz całego konfliktu.

Mierzeja Kinburnska. Trzy wieki walk

Warto dodać, że region, w którym pojawili się w sobotę ukraińscy komandosi, ma w swojej historii wiele krwawych bitew. Obszar ten przez długi czas znajdował się w posiadaniu Imperium Osmańskiego, które w XV wieku zbudowało tam twierdzę i utrzymywało ją do połowy XVIII wieku. W tym czasie na półwyspie dochodziło do walk pomiędzy Turkami a Imperium Rosyjskim.

Również później, w czasie wojny krymskiej (1853-1856), o półwysep toczyły się ciężkie walki. W październiku 1855 r. broniący półwyspu Rosjanie zostali zaatakowani z lądu i morza przez połączone siły brytyjsko-francuskie.

Kolejny wiek przyniósł drugą wojnę światową. Od października 1941 do lipca 1942 r. toczyła się prowadzona przez III Rzeszę operacja krymska, która zakończyła się okupacją półwyspu. Już rok później Niemcy wycofywali się pod natarciem Armii Czerwonej.

Najnowsze odsłony walk na południu to już z kolei wiek XXI w. W 2014 r. Krym został przez Rosjan bezprawnie anektowany. W lutym 2014 r. pojawiły się na półwyspie wojska bez oznaczeń narodowości, które - jak się później okazało - należały do Rosji. Stąd wzięło się popularne określenie "zielone ludziki".

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
o2pl
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić