Rzucił się na niego amstaff. Fibo walczył o życie. Przekazali nowe wieści
Kilka dni temu w Luboniu (Wielkopolska) doszło do dramatycznego zdarzenia - pies w typie rasy amstaff zaatakował małego psa o imieniu Fibo. "Zaatakował, by zabić" - twierdzi opiekunka czworonoga. Właściciel agresywnego psa uciekł z miejsca zdarzenia. Teraz pojawiły się nowe informacje dotyczące tej sprawy.
Wydarzenia miały miejsce w czwartkowy wieczór, 16 kwietnia, na ul. Kajakowej w Luboniu. Pani Monika, właścicielka małego Fibo, była na spacerze ze swoim pupilem, gdy nagle zaatakował go agresywny pies.
Typ szedł z babą i dwoma psami spuszczonymi luzem - chyba amstafami. Po ataku na mojego psa uciekł ze swoim psem-mordercą jak ostatni tchórz. Babka, która z nim szła, twierdziła, że go nie zna. Zabrała drugiego psa i uciekła autem - relacjonowała pani Monika na lokalnej grupie w mediach społecznościowych.
"Podejrzewam, że to nie pierwsza taka historia, dlatego uciekł. Jego pies jest niezwykle agresywny i stwarza zagrożenie. Chodzi bez smyczy. Zaatakował od razu, nie był sprowokowany. Zaatakował, żeby zabić" - opisywała.
Fibo ledwo uszedł z życiem. Od razu trafił na stół operacyjny. Miał olbrzymie rany i zmiażdżone płuco.
Właścicielka Fibo, za pośrednictwem mediów społecznościowych, zaapelowała o pomoc w namierzeniu właściciela psa. "Przez was przeżywamy teraz jedne z najgorszych chwil życia, nasz psiak walczy o życie, a wy uciekliście, nie udzielając żadnej pomocy (...)" - podkreśliła pani Monika.
Nowe wieści ws. Fibo
W kolejnych dniach pani Monika przekazała, że wie już, kim jest właściciel agresywnego zwierzęcia. "Dajemy ci czas do wtorku, byś sam się zgłosił na komendę i przyznał, jak mężczyzna poniósł konsekwencje swojego błędu" - napisała w poniedziałek, 20 kwietnia. Sprawa została zgłoszona na policję.
Z najnowszych informacji wynika, że apel przyniósł rezultaty.
Dzięki GIGANTYCZNEMU zaangażowaniu ludzi o wielkich sercach, których poruszył los naszego pogryzionego Fibeńka, namierzyliśmy najpierw świadka, a potem sprawcę. Oboje już prawdopodobnie zgłosili się na policję - czytamy w opisie zbiórki, którą założono na stronie ratujemyzwierzaki.pl, w celu zebrania środków na leczenie pieska.
Fibo nadal walczy o powrót do zdrowia, ale - jak przekazali jego właściciele - płuco się regeneruje, a lekarze są zadowoleni z procesu gojenia się ran. Mimo to opiekunowie pieska wciąż żyją w ogromnym stresie.
Przed nami jeszcze daleka droga do zdrowia Fibcia: kolejne badania, potem terapia blizn, rehabilitacja łapki, opieka behawiorysty. Niestety już widać zmianę w zachowaniu w stosunku do innych nieznajomych psów. Ale tym zajmiemy się później. Najważniejsze, by bezpośrednie zagrożenie minęło - podkreślają opiekunowie na ratujemyzwierzaki.pl.
Niewykluczone, że konieczne będzie przeprowadzenie kolejnej operacji.
Policja, która zajmuje się sprawą, planuje przesłuchanie uczestników zajścia. Funkcjonariusze muszą także ustalić, czy pies, który zaatakował Fibo, miał wszystkie wymagane szczepienia.