Rzucił żartem i nie poleciał. Na koniec wlepili mu jeszcze mandat
Mężczyzna, który chciał lecieć do holenderskiego Eindhoven musi odłożyć swoje plany. Wszystko przez głupi żart, rzucony w trakcie odprawy biletowo-bagażowej. Podróżny stwierdził, że "ma w bagażu dynamit". Sytuacja zakończyła się interwencją Straży Granicznej i mandatem w wysokości 500 zł.
Służby ostrzegają, aby przed podróżą (szczególnie lotniczą) nie używać dwuznacznych żartów, szczególnie pod kątem materiałów pirotechnicznych i wybuchowych. Niestety, nie wszyscy się do tego stosują.
Przykładem braku odpowiedzialności jest zachowanie mężczyzny, który 13 stycznia zgłosił się na lotnisku w Katowicach do odprawy biletowo-bagażowej, z zamiarem podróży do Eindhoven (Niderlandy). Podróżny rzucił żartem, że w bagażu ma dynamit. To sprowadziło na niego ogromne problemy.
Na miejsce zdarzenia udali się funkcjonariusze Zespołu Interwencji Specjalnych, a także przewodnik psa służbowego wraz z czteronogim funkcjonariuszem, wyspecjalizowanym w wyszukiwaniu materiałów wybuchowych. Pasażera wylegitymowano oraz sprawdzono jego bagaż na wypadek posiadania przedmiotów niedozwolonych, z wynikiem negatywnym - przekazali przedstawiciele śląskiego oddziału straży granicznej na swojej stronie internetowej.
Chociaż sytuacja pasażera nie spowodowała żadnych utrudnień w odprawach pasażerów, spotkała się z surowymi konsekwencjami. Przede wszystkim w związku z popełnieniem wykroczenia z art. 210 ust. 1 pkt 5a ustawy Prawo Lotnicze, kapitan statku powietrznego nie zezwolił mu na wejście na pokład samolotu. Dodatkowo mężczyzna musiał zapłacić 500 zł mandatu.