Leonid Rogozow przyszedł na świat w 1934 r. w niewielkiej miejscowości Daurija na wschodnich krańcach Związku Radzieckiego. Jego rodzice nie mieli nic wspólnego z medycyną. Ojciec pracował bowiem jako kierowca, matka zajmowała się dojeniem krów. Nic nie zapowiadało, że chłopiec z takiej rodziny stanie się kiedyś bohaterem podręczników chirurgii.
Drogę do zawodu otworzyły mu studia medyczne w Leningradzie, które rozpoczął w 1953 r. Po sześciu latach nauki trafił do kliniki chirurgicznej, gdzie szlifował praktyczne umiejętności. Był zdolny, pracowity i ambitny. Właśnie wtedy pojawiła się propozycja, która odmieniła jego życie.
Młody chirurg przyjął posadę lekarza VI Radzieckiej Ekspedycji Antarktycznej. W listopadzie 1960 r. wszedł na pokład statku "Ob" i wyruszył na południe. Czekała go służba na stacji polarnej Nowołazariewskaja, odciętej od świata przez większą część roku. Miał być tam jedynym człowiekiem z wykształceniem medycznym.
Diagnoza, od której nie było ucieczki
Pod koniec kwietnia 1961 r. Rogozow poczuł narastający ból brzucha. Do tego doszły gorączka i mdłości. Jako chirurg szybko rozpoznał objawy zapalenia wyrostka robaczkowego.
W normalnych warunkach taki pacjent trafiłby na stół operacyjny w ciągu kilku godzin. Na Antarktydzie normalne warunki jednak nie istniały. Nad stacją szalała śnieżyca, która wykluczała jakąkolwiek ewakuację. Żaden samolot nie mógł wylądować, żadna pomoc nie miała szans dotrzeć na czas.
Rogozow próbował najpierw metod zachowawczych. Przyjmował antybiotyki i chłodził bolące miejsce. Stan nie ulegał poprawie, a każda godzina zwłoki zwiększała ryzyko pęknięcia wyrostka. Lekarz stanął przed wyborem, jakiego nie znała dotąd historia medycyny. Mógł czekać na niemal pewną śmierć albo zoperować samego siebie. Wybrał drugą możliwość.
Na asystentów wyznaczył ludzi bez żadnego przygotowania medycznego, w tym kierowcę i meteorologa. Przygotował też plan awaryjny na wypadek utraty przytomności, instruując kolegów, jak podać mu zastrzyk reanimacyjny.
Dwie godziny walki o życie
Zabieg rozpoczął się nocą z 30 kwietnia na 1 maja 1961 r. Rogozow znieczulił się miejscowo roztworem nowokainy i wykonał nacięcie długości kilkunastu centymetrów.
Operował w pozycji półsiedzącej, bez rękawiczek, w dużej mierze na dotyk. Pomocnicy podawali narzędzia i trzymali lustro, dzięki któremu chirurg mógł zaglądać w niewidoczne fragmenty pola operacyjnego. Operacja trwała około dwóch godzin i kilkakrotnie wisiała na włosku. Rogozow słabł, musiał robić przerwy, a mimo to wciąż wydawał asystentom kolejne polecenia.
Po dotarciu do wyrostka zobaczył ciemną zmianę u jego podstawy. Ocenił, że narząd pękłby najdalej w ciągu doby. Diagnoza okazała się więc trafna, a decyzja o cięciu uratowała mu życie.
Gorączka spadła po kilku dniach, a rana goiła się prawidłowo. Jesienią 1962 r. Rogozow wrócił do Leningradu jako "celebryta". Otrzymał Order Czerwonego Sztandaru Pracy, a narzędzia użyte podczas zabiegu trafiły do muzeum.
Jego przypadek zmienił też radzieckie procedury. Od tamtej pory uczestnicy dalekich wypraw musieli przechodzić szczegółowe badania lekarskie jeszcze przed wyjazdem.
Bibliografia
- A Matter of Life and Death [https://curiousminds.co.uk/blogs/curious-mind-blog/a-matter-of-life-and-death]
- Leonid Rogozow: Radziecki lekarz, który sam się zoperował [https://geekweek.interia.pl/historia/news-leonid-rogozow-radziecki-lekarz-ktory-sam-sie-zoperowal,nId,5057612]