Były bite do nieprzytomności i gwałcone. Taki był sierociniec w Zabrzu

1276

Dramat w sierocińcu w Zabrzu rozgrywał się przez 30 lat, tuż pod nosem opiekunów świeckich i policji. Siostry zakonne biły dzieci do nieprzytomności, zamykały w izolatce, pozwalały na gwałty. Wszystko robiły w przekonaniu, że hartują ich charaktery - opisuje w "Gazecie Wyborczej" Justyna Kopińska.

Były bite do nieprzytomności i gwałcone. Taki był sierociniec w Zabrzu
Zakonnica biły dzieci. (pixabay.com)

O dramacie, jaki rozegrał się w sierocińcu w Zabrzu, Justyna Kopińska napisała w książce "Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie". Dodatkowo opublikowała reportaże na łamach "Gazety Wyborczej". Siostry boromeuszki od 1987 r. opiekowały się chorymi i dziećmi z całego miasta. Ich przerażające praktyki wyszły na jaw dopiero w 2007 roku.

Siostry zakonne trafiły przed sąd

Siostry zakonne poniosły konsekwencje swoich czynów, ale nie wszystkie. Kary także były nieadekwatne do wymiaru popełnionych przez nie zbrodni. Agnieszka F., czyli siostra Bernadetta, która kierowała placówką, została skazana na dwa lata pozbawienia wolności - za znęcanie się psychiczne i fizyczne oraz pomocnictwo w gwałtach na chłopcach. Siostra Franciszka, wychowawczyni w grupie chłopców, usłyszała wyrok ośmiu miesięcy w zawieszeniu.

Do Justyny Kopińskiej zgłosiła się jedna z wychowanek ośrodka. Opisała sytuację, która miała miejsce wśród dziewczynek, bo prokuratura zajmowała się głównie przypadkami znęcania się nad chłopcami. Miała żal do wszystkich instytucji, ponieważ zarówno ona, jak i inne dzieci tak samo doświadczały przemocy.

Było strasznie. Bernadetta na wszystko pozwalała. Były też dobre siostry, ale one nie miały nic do powiedzenia. [...] Siostra Bernadetta, Patrycja, a później Monika. Podobne w okrucieństwie. Patrycja, bo stosowała upokarzające kary, jak przywiązywanie do słupa i kaloryfera na wiele godzin. Monika, bo biła mnie najmocniej. Okładała pięściami po twarzy, kręgosłupie. Zdarzało się, że traciłam przytomność - opisuje sierociniec Zosia.

Dziewczynki były bite do krwi, siostry wyrywały im włosy, zamykały je w izolatce bez jedzenia i picia. Za jakiekolwiek przejaw buntu były kolejne kary. Siostry udawały także, że nie widzą gwałtów, jakich dopuszczali się starsi wychowankowie ośrodka.

Cieszę się, że sąd w Zabrzu potwierdził, co przeżyliśmy - bicie i poniżanie przez kilkadziesiąt lat, brak reakcji na gwałty chłopców, przywiązywanie do słupów, wsadzanie twarzy do muszli klozetowej, wyzywanie od ułomów i szmat. Chcę zapytać sędziego: dlaczego kara dla siostry Bernadetty to dwa lata? Przecież za kradzieże odsiaduje się więcej - kontynuuje relację Zosia.

"To grzech śmiertelny donosić na osoby duchowne"

Pani Agnieszka, świecka wychowawczyni w latach 2002-2007, potwierdza wszystkie doniesienia. Dlaczego jednak nigdy tego nie zgłosiła, wiedząc, co robią siostry zakonne? Autorce reportażu mówi, że "to grzech śmiertelny donosić na osoby duchowne". Pani Agnieszka nie jest odosobniona w tym toku myślenia.

Proces sióstr przypadł na czas bogoojczyźniany w naszym kuratorium. Zawsze, jak zmienia się władza, to zmieniają kuratorów na swoich. Tym razem były to osoby przychylne Kościołowi i osób duchownych nie można było krytykować. Wizytator Maciej Osuch, który zajmował się ośrodkiem, został opieprzony, bo uwiarygadniał słowa wychowanków w mediach. Dlatego sprawa od razu ucichła - mówi anonimowo jeden z wizytatorów kuratorium.

Wszyscy w kuratorium chcieli jak najszybciej zamknąć tę sprawę "tak, aby nie robić siostrom złej opinii". Szybko przestano się wszystkim interesować - jeśli ktoś wykazywał inicjatywę, był szybko odsuwany. Część sióstr zakonnych nigdy nie usłyszała zarzutów. Niektóre do dziś pracują z dziećmi w innych ośrodkach.

Zobacz także: Zakonnice zaszły w ciąże. Kościół wszczął śledztwo
Autor: ABA
Oceń jakość naszego artykułu:

Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Zobacz także:
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić