Do zdarzenia doszło 1 czerwca na odcinku autostrady E34 pomiędzy Maldegem i Zelzate. Kierowany przez Polaka samochód dostawczy uderzył w co najmniej 20 pojazdów. Choć większość kierowców nie odniosła obrażeń, wiele samochodów zostało poważnie uszkodzonych. Świadkowie opisywali sceny jak z filmu akcji. – Szczątki latały wokół – relacjonowało małżeństwo z Maldegem, którego auto również zostało uszkodzone.
Po zakończeniu szaleńczej jazdy kierowca został zatrzymany przez belgijską policję drogową. Badanie alkomatem wykazało obecność alkoholu w organizmie. Mężczyzna trafił do aresztu, a następnie do więzienia. Usłyszał zarzuty m.in. stwarzania zagrożenia w ruchu drogowym oraz wykorzystania samochodu jako niebezpiecznego narzędzia.
"Miał psychozę"
Jak informuje "Het Nieuwsblad", miesiąc po zdarzeniu sytuacja procesowa 40-latka uległa zmianie. Mężczyzna został przewieziony do zakładu psychiatrycznego w Polsce.
Informację potwierdziła jego prawniczka Ann Van de Steen. Jak wyjaśniła, przeprowadzono badania przez wyznaczonego przez prokuraturę psychiatrę. – Stwierdzono, że mężczyzna jest chory psychicznie – powiedziała prawniczka. Dodała również, że w czasie zdarzenia miał on najprawdopodobniej przechodzić epizod psychozy.
Zdaniem adwokatki leczenie w Polsce jest lepszym rozwiązaniem niż dalszy pobyt w belgijskim więzieniu. – To lepiej, że będzie leczony w ojczyźnie – podkreśliła stanowczo.
Śledztwo nadal trwa
Mimo przewiezienia 40-latka do placówki psychiatrycznej postępowanie prowadzone przez belgijskie organy ścigania nie zostało zakończone.
Jak podaje "Het Nieuwsblad", po zakończeniu leczenia mężczyzna będzie musiał ponownie stawić się w Belgii. Poszkodowani kierowcy nadal mogą dochodzić swoich roszczeń na drodze cywilnej, a śledztwo ma wyjaśnić wszystkie okoliczności czerwcowego zdarzenia.