Najważniejsze informacje
- Marco Rubio uznał Min Zina za osobę bezprawnie przetrzymywaną przez Chiny.
- Pekin przekonuje, że badacz naruszył chińskie prawo i zagrażał bezpieczeństwu narodowemu.
- Sprawa pojawia się na kilka tygodni przed wizytą Xi Jinpinga w Białym Domu.
Jak podaje PAP, spór dotyczy zatrzymania Min Zina z 3 czerwca w prowincji Junnan na południowym zachodzie Chin. Badacz przyjechał do ChRL na konferencję naukową po zaproszeniu od chińskich władz. Dopiero po analizie okoliczności amerykańska dyplomacja formalnie zajęła stanowisko w jego sprawie.
Sekretarz stanu USA Marco Rubio ogłosił w czwartek, że Min Zin jest przetrzymywany bezprawnie. W piątek zareagowało na to chińskie MSZ. Rzecznik resortu Lin Jian podkreślił, że służby działają w granicach krajowego prawa.
WIDEOChiny są na dobrej drodze do podwojenia pojemności centrów danych
Chciałbym ponownie podkreślić, że Chiny są państwem prawa i nie ma w nich miejsca na arbitralne zatrzymania - oświadczył na briefingu prasowym w Pekinie rzecznik MSZ Lin Jian.
Dodał też, że według chińskiej strony obywatel USA jest podejrzany o działania zagrażające bezpieczeństwu narodowemu Chin.
Kim jest Min Zin i dlaczego sprawa zyskała rozgłos
Wysokiej rangi przedstawiciel Departamentu Stanu powiedział wcześniej agencji Reutera, że Min Zin został zatrzymany na lotnisku. Przez niemal 11 tygodni miał być wielokrotnie przesłuchiwany, izolowany i przetrzymywany w trudnych warunkach. Tę ocenę Waszyngton wykorzystał przy formalnym uznaniu badacza za osobę więzioną bezprawnie.
Min Zin jest uczestnikiem birmańskiego ruchu demokratycznego i założycielem think tanku Institute for Strategy and Policy. Jego zatrzymanie wywołało poważne obawy w środowiskach naukowych. Departament Stanu przypomniał też, że w Chinach przebywa jeszcze jeden obywatel USA uznany za bezprawnie zatrzymanego, sejsmolog dr Youlin Chen.
Sprawa obciąża relacje między USA i Chinami w szczególnie napiętym momencie. Według PAP spór o zatrzymywanie cudzoziemców nasilił napięcia na kilka tygodni przed planowaną na 24 września wizytą chińskiego przywódcy Xi Jinpinga w Białym Domu. To sprawia, że los amerykańskiego naukowca nabiera także wyraźnego znaczenia politycznego.