To Lam prezydentem Wietnamu. Eksperci ostrzegają
Parlament Wietnamu jednomyślnie wybrał we wtorek sekretarza generalnego partii komunistycznej To Lama na prezydenta kraju. Zdaniem ekspertów oznacza to zerwanie z dotychczasowym modelem kolektywnego rządzenia państwem i skupienie władzy przez jednego lidera, czyli wejście Wietnamu w chiński model sprawowania rządów.
Wietnam, zdaniem ekspertów, wszedł w nową erę polityczną. To Lam, sekretarz generalny partii komunistycznej, został wybrany na prezydenta kraju, jak podaje PAP. Decyzja parlamentu oznacza zerwanie z dotychczasowym modelem kolektywnego rządzenia państwem i skupienie władzy przez jednego lidera, czyli wejście Wietnamu w chiński model sprawowania rządów.
To Lam, który w styczniu zapewnił sobie drugą kadencję na stanowisku szefa Komunistycznej Partii Wietnamu (KPW), podczas przemówienia zapowiedział, że jego głównym celem będzie poprawa jakości życia obywateli.
Naszym celem jest poprawa warunków życia, aby wszyscy mogli korzystać z owoców rozwoju – zadeklarował 68-letni przywódca.
Reforma i jej wyzwania
Przed objęciem prezydentury To Lam pełnił funkcję szefa resortu bezpieczeństwa publicznego. Zasłynął wówczas z walki z korupcją. Jego polityka, choć skuteczna w niektórych obszarach, spotkała się z mieszanymi reakcjami, szczególnie w kontekście masowych zwolnień w administracji.
Mimo że skupienie władzy może przyspieszyć reformy i wzrost gospodarczy, eksperci wyrażają obawy, że koncentracja władzy w rękach jednego lidera może być niebezpieczna.
Skoncentrowanie większej władzy w rękach To Lama może stanowić zagrożenie dla systemu politycznego Wietnamu, takie jak wzrost autorytaryzmu – uważa Le Hong Hiep z singapurskiego Instytutu ISEAS Yusof Ishak.
Bambusowa dyplomacja
Według informacji agencji Reutera, chociaż To Lam jest uznawany za przywódcę przyjaznego biznesowi, jego podejście do wzmacniania „narodowych czempionów” budzi obawy o klientelizm i korupcję. Istnieje także ryzyko powstawania baniek spekulacyjnych w gospodarce.
Na arenie międzynarodowej przywódca będzie mierzył się także z koniecznością zachowania pragmatycznej tzw. bambusowej dyplomacji, umiejętnie balansując pomiędzy presją ze strony Stanów Zjednoczonych a skomplikowanymi relacjami z sąsiednimi Chinami.