Trafił do piekła przez śmiech. Dramat Brytyjczyka w Dubaju
Brytyjczyk Daniel Nugent od ponad czterech miesięcy nie może opuścić Dubaju po tym, jak został zatrzymany pod zarzutem obrażenia mężczyzny przed hotelem. Twierdzi, że jedynie śmiał się i żartował z kolegami po powrocie z plaży, a obcy mężczyzna błędnie uznał, że się z niego naśmiewają.
Jak opisuje brytyjski "Mirror", 41-letni Daniel Nugent przyjechał do ZEA z dwoma kolegami na wyścig Grand Prix Abu Zabi w grudniu. Podczas drogi powrotnej śmiał się i żartował z kumplami, co wywołało reakcję nieznajomego mu mężczyzny. Dwa dni później Brytyjczyk został zatrzymany. Zarzucono mu znieważenie mężczyzny - tego samego, który zaczepił go na ulicy - a także jego partnerki. Daniel został zabrany do ośrodka detencyjnego. Spędził wiele godzin zamknięty w zatłoczonym, pozbawionym okien pomieszczeniu ze 150 innymi osobami.
Otworzyli drzwi. To było pomieszczenie jakieś 25 na 30 metrów, materace leżały wszędzie na podłodze. Wtedy dotarło do mnie, że to szaleństwo. Byłem tam około 28–30 godzin. To było okropne. Ludzie nie jedli, nie kąpali się, bo nie było ręczników. Tam są dwa prysznice, dwie dziury w podłodze. Po prostu tragedia - opisał Brytyjczyk.
Po zwolnieniu nie pozwolono mu wrócić do Wielkiej Brytanii. Ma zakaz opuszczania kraju. Postawiono mu zarzuty "naruszenia czci" oraz publicznego upojenia alkoholowego, choć - jak twierdzi - nie przeprowadzono żadnych badań. Mężczyzna od 4,5 miesiąca jest uwięziony w ZEA - kraju, który jest obecnie celem odwetowych ataków Iranu. Jak podaje "Mirror", gdy żona i syn Brytyjczyka przylecieli, by go wesprzeć, sami utknęli w kraju na 16 nocy z powodu odwołanych lotów.
Daniel z powodu zamieszania stracił pracę i musi płacić ok. 800 funtów tygodniowo za mieszkanie, utrzymując się głównie dzięki wsparciu rodziny. Sytuacja mocno odbiła się na jego bliskich. Żona trafiła do szpitala z powodu problemów zdrowotnych, a przygotowujący się do egzaminu 15-letni syn zmaga się z ogromnym stresem.
Nugent czeka na rozprawę w maju. Grozi mu grzywna do ok. 1000 funtów. Nadal nie może wyjechać z Emiratów. Twierdzi, że arabski kraj traktuje go jak "dojną krowę" i ostrzega turystów, że Dubaj to nie tylko luksus - problemy mogą się pojawić na każdym kroku. Brytyjskie MSZ przekazało, że jest w stałym kontakcie z rodziną Daniela.