Tragedia w Londynie. Rodzina wypadła z 36. piętra
Troje członków rodziny: matka, ojciec i dziewięcioletni chłopiec zginęło po upadku z balkonu mieszkania na 36. piętrze wieżowca w Elephant and Castle w południowym Londynie. Śledczy badają teraz okoliczności tragedii.
Najważniejsze informacje
- W londyńskiej dzielnicy Elephant and Castle zginęli 47-letni mężczyzna, 46-letnia kobieta i ich dziewięcioletni syn.
- Policja prowadzi postępowanie w tej sprawie.
- Okoliczności śmierci ma wyjaśnić śledztwo koronera. Terminu rozprawy jeszcze nie wyznaczono.
Według "Daily Mail" do zdarzenia doszło rano 27 maja, ale dopiero teraz sprawa przedostała się do mediów. Ofiarami byli Rakesh Pai (47 lat), jego partnerka Aditi Paralkar (46 lat) oraz ich syn Sid. Rodzina spadła z wysokości około 122 metrów z balkonu mieszkania na 36. piętrze 45-kondygnacyjnego budynku Highpoint.
Rodzina mieszkała w dzielnicy Elephant and Castle w Londynie. Rakesh i Aditi pochodzili z Indii i nie mieli bliskiej rodziny w Wielkiej Brytanii. Oboje pracowali jako konsultanci w różnych branżach biznesowych.
Rakesh Pai specjalizował się w finansach i zarządzaniu projektami. Pracował m.in. dla dużych banków, takich jak Barclays, Santander i Deutsche Bank. Aditi Paralkar była menedżerką w branży budowlanej i brała udział w dużych projektach, w tym przy pracach na lotnisku Heathrow.
Parada Smoków w Krakowie. Sprawdziliśmy, co można było zjeść i ile trzeba było zapłacić
Ich syn urodził się w Wielkiej Brytanii, nie mówił, miał niepełnosprawność i problemy zdrowotne, w tym chorobę nerek. Był uczony w domu, a większość opieki i nauki zapewniała mu matka.
To był ogromny stres dla nich obojga, ale Adi szczególnie trudno było sobie z tym poradzić - powiedziała jedna z osób znających rodzinę - Nic z tego nie ma dla nas sensu, bo choć było widać, że Adi sobie nie radzi, Robin był bardziej opanowany - mówił inny znajomy.
Rodzina wypadła z 36. piętra
Brytyjskie media informują, że tragedia mogła wydarzyć się niedługo po tym, jak dziecko zostało wypisane ze szpitala i odesłane do domu. Na razie nie ma jednak pewności, czy to miało bezpośredni wpływ na zdarzenie.
To odcisnęło ogromne piętno na jej zdrowiu psychicznym i myślę, że mogło to być po prostu za dużo. Byli wspaniałą rodziną i wszyscy jesteśmy bardzo wstrząśnięci tym, co się stało - dodał znajomy.
Podkreślono, że dokładna przyczyna śmierci zostanie ustalona przez koronera. Sąd koronera w Southwark potwierdził, że sprawa została przekazana do rozpatrzenia, ale na razie nie ustalono terminu rozprawy.
To była urocza para i wszyscy ich lubili. Nie mieli w Wielkiej Brytanii rodziny, więc przyjaciele byli dla nich bardzo ważni, dlatego chcieli wrócić do Clapham - powiedział jeden z mieszkańców. - Cieszyliśmy się, widząc ich na letnim przyjęciu, i liczyliśmy na ich powrót, bo byli bardzo cenioną częścią naszej społeczności - dodał.
Niektórzy mieszkańcy twierdzili, że w tygodniach poprzedzających tragedię słyszeli z mieszkania rodziny "krzyki i wrzaski". - Policjanci pukali do drzwi i pytali, czy coś słyszałam. Powiedziałam, że tak i założyłam, że to była kłótnia domowa - stwierdziła jedna z sąsiadek.