Uciekli z Ukrainy przed wojną. Tak ocenia ich Zełenski
Wołodymyr Zełenski zabrał głos w sprawie obywateli Ukrainy, którzy nie wstąpili do wojska i opuścili swój kraj. Przyznał, że to poważna próba dla państwa i społeczeństwa. - Myślę, że ci chłopcy, którzy wyjechali, bez wątpienia mogliby pomóc -powiedział prezydent Ukrainy.
Wołodymyr Zełenski udzielił wywiadu radiowego, w którym został zapytany o swoją opinię na temat młodych Ukraińców, którzy opuścili kraj z powodu inwazji Rosji. Prezydent Ukrainy przyznał, że jest to wielka próba dla społeczeństwa i państwa.
Nie patrzę na to jak na milion ludzi, którzy wyjechali. Patrzę na to jak na wielką próbę i na fakt, że miliony ludzi pozostało. I właśnie dlatego, że miliony ludzi zostały, Ukraina przetrwała - powiedział Zełenski, cytowany przez portal gazeta.ua.
Przyznał jednak, że wzmocnienia armii jest bezpośrednio związane z możliwością rotacji żołnierzy, którzy już są na froncie. Zełenski powiedział wprost, że niektórzy obrońcy Ukrainy nie mogą udać się na odpoczynek, bo brakuje ludzi, którzy mogą ich zastąpić.
Byłoby bardzo sprawiedliwe, aby mieli urlop, by mieli możliwość zobaczyć swoich bliskich, po prostu odpocząć. Czasem wrócić w ramiona swojej rodziny. To bardzo ważne i dodaje energii. I myślę, że ci chłopcy, którzy wyjechali, bez wątpienia mogliby pomóc - podkreślił prezydent Ukrainy.
Wyjechali z Ukrainy. Zełenski: Nie ma prostej odpowiedzi
Zełenski odniósł się także do pomysłu przymusowego wcielenia mężczyzn do armii. Stwierdził, że nie zawsze jest to dobre rozwiązanie i nie buduje ono zaufania wśród żołnierzy.
Czasem mówią, że tego, kto uciekł, trzeba teraz sprowadzić i wysłać na front. Rozumiem te emocje. Ale trzeba zapytać chłopaków na froncie, czy będą mogli zaufać tej osobie. To pytanie, na które nie ma prostej odpowiedzi, bo ludzie są różni i różne są powody - mówił prezydent.
Wołodymyr Zełenski wspomniał także rozmowę z jednym z europejskich polityków. Ten miał go prosić, aby głowa ukraińskiego państwa zapraszała obywateli Ukrainy z powrotem do kraju. Powodem miała być duża liczba uchodźców wojennych. Zełenski miał odpowiedzieć, że nie wszyscy, którzy wyjechali, są gotowi wrócić w warunkach wojny.
Powiedziałem, że mogę ich zapraszać do Ukrainy. Ale jak to zadziała, jeśli człowiek uciekł przed wojną? - odpowiedział ukraiński prezydent.
Prezydent Ukrainy przyznał, że powrót większej liczby osób w wieku mobilizacyjnym z zagranicy znacząco ułatwiłby sytuację armii i kraju jako całości. Tym bardziej, że Rosjanie od wielu miesięcy mają przewagę na froncie. Pisał o tym Mateusz Lachowski w analizie dla Wirtualnej Polski.
"Ukraińcy nie mają odpowiedniej liczby rezerw, dlatego często zmuszeni są do ściągania posiłków z innych odcinków frontu. Rosjanie mogą atakować praktycznie bezkarnie, ponieważ strona ukraińska - właśnie z uwagi na problemy kadrowe - nie jest w stanie wykorzystać takich przesunięć do przeprowadzenia własnego uderzenia w osłabione miejsca rosyjskiej linii" - czytamy w analizie.
Interia.pl, powołując się na raport Narodowego Banku Ukrainy donosiła w grudniu, że poza granicami kraju żyje blisko 6 milionów Ukraińców. Wzrost nasilił się jesienią. Był spowodowany m.in. atakami na infrastrukturę krytyczną, których skutki widoczne są dziś bardzo wyraźnie.