W takich warunkach trzymał krowy. Ruszył proces rolnika z Podlasia
Przed Sądem Rejonowym w Białymstoku rozpoczął się w czwartek proces 51-letniego rolnika z podlaskiej gminy Krypno, oskarżonego o znęcanie się nad krowami. Z ustaleń śledczych wynika, że trzymał je w swoim gospodarstwie w złych warunkach, bez pożywienia i wody. Niektóre krowy miały łańcuch wrośnięty w skórę głowy.
Pod koniec stycznia policjanci oraz weterynarz powiatowy interweniowali na terenie gospodarstwa w podlaskiej gminie Krypno. Znaleziono tam 22 krowy, które trzymane były w bardzo złych warunkach - przede wszystkim bez dostępu do wody i pożywienia - podaje PAP.
Część krów przebywała na zewnątrz, poza budynkami gospodarczymi. W jednym z budynków zwierzęta stały na uwięzi na bardzo krótkich łańcuchach; nie mogły się swobodnie poruszać. Część nie mieściła się na swoich stanowiskach i stała tylnymi racicami w kanale z obornikiem.
Łańcuch wrośnięty w głowę
Niektóre krowy miały wrośnięty łańcuch w skórę głowy. Te, które przebywały na wolnym powietrzu, miały pętle na przednich nogach. Na środku posesji policja znalazła też krowę, która nie mogła wstać o własnych siłach. Przykryta była folią i kurtką. Dwie krowy ze względu na ich stan zdrowia zostały z konieczności uśpione.
Po interwencji zwierzęta zostały w gospodarstwie, a rolnik zobowiązał się poprawić ich warunki bytowe. 51-latek usłyszał zarzut znęcania się nad swoim stadem bydła. Miało to trwać przez blisko dwa lata.
Tak się tłumaczył
Jak wskazuje PAP, początkowo rolnik się przyznał, ale później zmienił zdanie. Oznajmił, że sprzedał krowy, a obecnie prowadzi działalność nastawioną na produkcję roślinną. Dochody ma niewielkie i nieregularne.
51-latek przekonywał przed sądem, że krowy miały dostęp do światła przez okienka w oborze.
To nie obora nowoczesna, tylko starszego typu chlew. Może warunki nie były dobre, ale głodem ich nie morzyłem. Wodę piły z poideł, kiedy chciały, a i tak trzy razy dziennie poiłem szlauchem – mówił mężczyzna.
Przyznał, że nie sprzątał wówczas obornika, jednakże odpierał zarzut, że zwierzęta żyły na zewnątrz. Z jego relacji wynikało, że miały otwarte przejście i kiedy chciały, mogły się schować pod dachem.
Choć 51-latek przyznał, że kilka zwierząt miało spętane nogi, nie zgadzał się z zarzutem, że w ten sposób doznawały obrażeń czy odczuwały ból.
Były to zwierzęta, które odganiały młodsze od jedzenia – przekonywał.
Rolnik broni się przed sądem sam. Oskarżycielem posiłkowym w sprawie jest stowarzyszenie Prawnicy na Rzecz Zwierząt.
51-latek przyznał w śledztwie, że zbyt wiele obowiązków spadło na niego z powodu choroby żony, co utrudniło mu opiekę nad zwierzętami. Prosił wówczas o łagodną karę, tłumacząc, że nie chciał ich krzywdzić.
Przed sądem rolnik zmienił jednak swoje stanowisko, co spowodowało, że sąd zdecydował o przesłuchaniu świadków. Kolejna rozprawa planowana jest w sierpniu.