Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...
Wróć na
Łukasz Maziewski
Łukasz Maziewski
|
aktualizacja

W tym aspekcie Ukraina już wygrała. Pokonują Rosję jej własną bronią

Podziel się:

Na Ukrainie trwa wojna. Giną ludzie, padają strzały, z nieba spadają bomby i rakiety. Nie wiadomo, jak i kiedy się zakończy ten konflikt, ale jest jeden aspekt, w którym Ukraińcy już wygrali. Co ciekawe – to aspekt, w którym od lat Rosjanie uznawani byli za mistrzów. A okazuje się, że ucierpieli od własnej broni. Chodzi o walkę informacyjną i dyplomatyczną.

W tym aspekcie Ukraina już wygrała. Pokonują Rosję jej własną bronią
Żołnierz na ulicy w Kijowie. Wojna toczy się nie tylko na ulicach, ale też w przestrzeni internetowej. I tu, i tu Ukraina radzi sobie co najmniej dobrze (Getty Images)

Gian Giacomo Trivulzio to XVI-wieczny włoski najemnik, któremu przypisywane jest powiedzenie, że do prowadzenia wojny potrzeba "pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy". W dobie Europy napoleońskiej powstało powiedzenie, że królową wojny jest artyleria. XX wiek przyniósł światu panowanie w powietrzu jako klucz do zwycięstwa w wojnie. W trzeciej dekadzie XXI w. bronią jest informacja. I znakomicie wykorzystują ją Ukraińcy, podczas obecnej obrony swojego kraju przed rosyjskimi najeźdźcami.

Od początku wojny rosyjsko-ukraińskiej było jasne, kto jest agresorem, a kto ofiarą. Europa miała mentalnie czas na przygotowanie się do rozlewu krwi u swoich bram. Kolejne konferencje prasowe Białego Domu, kolejne zapowiedzi dat wybuchu wojny, przygotowania - to wszystko toczyło się na oczach społeczeństw.

Czytaliśmy o wojnie w gazetach, słyszeliśmy o niej w naszych telewizorach, obserwowaliśmy przygotowania do niej w mediach społecznościowych. Kiedy wybuchała, nie mieliśmy żadnych wątpliwości, po czyjej stronie jest sympatia opinii publicznej.

Siła obrazu

Ukraińcy bardzo dobrze sobie radzą na froncie, ale nie tylko. Uwagę zwraca też ich działalność w mediach społecznościowych, gdzie liczy się obraz, a obraz - jak wiadomo - jest czasami wart więcej niż tysiąc słów.

To właśnie w obrazach widać przemyślność ukraińskiej strategii. Wystarczy porównać dwa z nich. Oto Władimir Putin i jego dwaj najważniejsi ludzie: minister obrony Siergiej Szojgu i szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej Walerij Gierasimow w momencie, gdy Putin oznajmia postawienie w stan podniesionej gotowości sił nuklearnych.

To bardzo niebezpieczny moment. Nie wiadomo czy rosyjski prezydent jest na tyle szalony, by po nie sięgnąć, ale pokazuje, że ma ten atut w ręku. Na zdjęciu widać Putina siedzącego na końcu swojego osławionego już stołu. Putina samotnego, wyobcowanego, oddalonego nawet od ludzi, którym wydawał się ufać i wierzyć bezgranicznie.

To zdjęcie jest tak emblematyczne, tak wyraziste, że aż podejrzane. "Nikomu nie ufam, jestem sam przyparty do muru, jeśli pójdę na dno, to nie sam". Moim zdaniem to jest tylko zastraszenie, któremu nie można się poddać – mówi o2.pl oficer Agencji Wywiadu w stopniu podpułkownika, psycholog.

Zwraca uwagę, że takie działanie również może być elementem rosyjskich działań PsyOps (psychologicznych działań specjalnych) i trzeba się zastanowić, dlaczego do mediów wyciekła właśnie ta fotografia.

Jakże inaczej wygląda w tym kontekście komunikacja prezydenta Zełenskiego. Jeszcze jedno zdjęcie, ten sam dzień:

Prezydent walczącego kraju i jego minister obrony. Zmęczeni a jednak uśmiechnięci. I razem – objęci w serdecznym geście. Zjednoczeni wobec konieczności obrony swojego państwa. Do tego prosty przekaz – "85 godzin obrony". Po czyjej stronie znajdzie się sympatia patrzącego na obie fotografie?

Ukraińcy mają mniej lub bardziej oficjalne wsparcie NATO i robią z niego doskonały użytek. Krążące nad Ukrainą drony rozpoznawcze Global Hawk oraz wymiana informacji wywiadowczych dają im czas na rozeznanie w ruchach rosyjskich wojsk. Znakomicie zarządzają wojną w infosferze. Mimo realnie o wiele mniejszego potencjału zbrojeniowego, mimo ponoszonych strat i ofiary ludzkiej, przekaz, jaki płynie do Europy, jest prosty i budujący: przy nas jest wola walki, przy nas jest uśmiech w trudnej chwili, my mamy rację. W domyśle – my wygramy.

Aktor, który został prezydentem

Komunikacja Zełenskiego i jego otoczenia ze światem to zresztą osobny rozdział. Ukraiński prezydent, który przed wybuchem wojny miał co najwyżej średnią prasę, w okresie konfliktu pokazał się z jak najlepszej strony. Zełenski wykorzystał swój talent aktorski w przejmującym przesłaniu do Rosjan, tuż przed rosyjskim atakiem. Wypowiedziane przez niego zdania trafiły na czołówki gazet w chwili, gdy rosyjskie wojska już walczyły z Ukraińcami.

Jeśli będą na nas najeżdżać wojska, jeśli zabierzecie naszą wolność, naszą swobodę, nasze życie, życie naszych dzieci, to będziemy walczyć. Będziemy się bronić, nie atakować, tylko się bronić. A kiedy nas zaatakujecie, zobaczycie nasze twarze, nie nasze plecy, ale nasze twarze – mówił prezydent Ukrainy na kilka godzin przed atakiem.

Zresztą inne jego działania także wzmacniają pozycję głowy państwa. Wciąż w ruchu, ale na Ukrainie. Odmówił propozycji ewakuacji go, którą wysunął Zachód. W jednym ze swoich wystąpień, gdy pojawiła się możliwość wydostania go z Ukrainy, Zełenski odpowiedział krótko: potrzebuję amunicji, nie podwózki.

Nagrywa, przemawia, dodaje otuchy. W otoczeniu ludzi ze swojego najściślejszego grona: premiera, ministra obrony i szefa swojego gabinetu, w atakowanym Kijowie był w stanie używać mediów społecznościowych do tego, by komunikować się ze swoimi rodakami i dodawać im otuchy. Bez znaczenia – w garniturze, w wojskowym kamuflażu czy w koszulce bez rękawów, potrafił skierować do Ukraińców prosty komunikat: jesteśmy tu i tu pozostaniemy.

Aktor i komik, który prezydentem został na fali społecznego buntu i zmęczenia oligarchią, okazał się być mężem stanu, który w obliczu rosyjskiego ataku jest ze swoim narodem i potrafi nie tylko wesprzeć, ale przez prowadzoną zręcznie (choć czasem brutalnie) dyplomację dokonać czegoś niemal niemożliwego – konsolidacji Zachodu wokół Ukrainy i powiedzenia Kremlowi "stop".

Wychodzi na to, że Zełenski to taki wyjątkowy rodzaj polityka, który najpierw jest niepoważny, a później staje się bohaterem. W przeciwieństwie do większości innych, którzy najpierw w wyborach się napinają na bohaterów, a później okazują się pajacami - komentuje krótko nasz rozmówca z wywiadu.

Nie będzie drugiego "Krym nasz"

To samo dzieje się zresztą w dwóch innych płaszczyznach. Krótkie zdanie dowódcy obrony placówki ukraińskiej Straży Granicznej na Wyspie Węży błyskawicznie zostało podchwycone przez opinię publiczną. To wyspa bez większego znaczenia strategicznego, ale krótkie "spie*****j", które jeden z funkcjonariuszy skierował do dowódcy wojennego krążownika "Moskwa", usłyszał cały świat.

To jedno słowo szybko stało się symbolem ukraińskiego oporu przed agresorem. Pokazało, że Rosjanom nie pójdzie tak łatwo, jak osiem lat wcześniej na Krymie, kiedy ukraińscy dowódcy zdradzali i poddawali się Rosjanom, by później stać obok Władimira Putina na paradzie na "wziętym" Krymie. Jedno jest pewne niezależnie od wyniku tej wojny – "Krym nasz" zdarzył się tylko raz

Wysokie morale żołnierzy

Ukraińscy wojskowi to skądinąd inna opowieść. Radzący sobie co najmniej nieźle w boju, czego dowodzi odbicie lotniska Hostomel z rąk Rosjan i sprawne niszczenie rosyjskich kolumn pancernych. Przy tym - pomimo trwającej cały czas tragedii - nie opuszczają ich humory. Wrzucają zdjęcia, nagrywają filmiki - takie jak np. ten poniżej, na którym jeden z żołnierzy zaczepnie pyta Rosjan: "jak myślicie, głupki, co to szeleści w krzakach i co lata nad waszymi głowami?".

To psychologiczne działanie, mające na celu zastraszenie, podkopanie morale przeciwnika i wzbudzenie w nim niepokoju. Co ciekawe – najwyraźniej skuteczne. Ukraińscy wojskowi wyciągnęli też lekcję z walk w Donbasie. I wiedzą, że bronią są nagrania i obrazy, dlatego z mediów społecznościowych i komunikatorów wprost wylewają się kolejne obrazy rozbitych kolumn rosyjskich, nagrania z dronów niszczących czołgi i zestawy przeciwlotnicze czy filmy z wziętymi do niewoli wojskowymi z Rosji.

I – rzecz ważna – tym samym nie potrafią się im zrewanżować Rosjanie. Ci bowiem przegrywają od własnej broni. Choć na froncie walki czołgów i karabinów prą do przodu powoli, ale systematycznie, to nie potrafią dotrzymać Ukraińcom kroku na Facebooku, Twitterze czy Telegramie.

Rety, rety, internety

Znakomitym ruchem było np. uruchomienie specjalnej strony internetowej, gdzie rodzice rosyjskich żołnierzy mogą sprawdzić, gdzie jest ich syn, czy poległ, czy może jest w niewoli. A wykonanie przez ministra obrony Ukrainy Ołeksieja Reznikowa telefonu do matki jednego z jeńców było wizerunkowym majstersztykiem. Podobnie zresztą, jak np. publikacja nagrań rosyjskich dowódców z żołnierzami z Czeczenii i pokazanie, że wiedzieli oni o inwazji przed wieloma żołnierzami z samej Rosji. Zadaje to kłam suflowanej przez Rosjan narracji o "wojnie w samoobronie" i "wsparciu dla swoich obywateli ze wschodu Ukrainy" i dowodzi, że jest to zaplanowana i przygotowana długo wcześniej próba rozbioru Ukrainy.

Nie ma wątpliwości, że wiele z tych działań toczy się przy pomocy i wsparciu NATO. Ataki cybernetyczne, wycieki, ataki hakerskie na rosyjskie serwisy – to efekt synergicznych działań Ukraińców i doradców z Zachodu. Nic nie pomoże tu zakaz rozpowszechniania w rosyjskich mediach zdjęć i nagrań innych niż oficjalne. Rosjanie nie będą w stanie kontrolować np. internetu, szczególnie po udostępnieniu przez Elona Muska sieci StarLink.

Kontrola przepływu informacji, choć w Rosji prostsza niż w krajach demokratycznych, nie będzie całkowita. A działania Zachodu, choć okupione wieloma kłótniami, sporami i wzajemnymi oskarżeniami wreszcie znamionują jednolity front wobec bandyckiej polityki rosyjskiego prezydenta. Zamrożona została certyfikacja gazociągu Nord Stream II, Amerykanie nałożyli sankcje na operatora gazociągu, spółkę Nord Stream II AG. Kolejne kraje zakazują lotów prywatnych rosyjskich samolotów, nałożone zostały sankcje na rosyjskie banki, a odcięcie Rosji od systemu SWIFT może realnie uderzyć w gospodarkę kraju. A ta, oparta na handlu gazem i ropą naftową, tego uderzenia może nie wytrzymać.

Nie można tu nie docenić także roli Polski. Szybka reakcja na przyjazd uchodźców z objętej wojną Ukrainy, liczne akcje pomocowe, dostarczanie darów i pomoc np. zwierzętom będą w Europie widziane i aprobowane. Podobnie jak wsparcie Niemców przy ewakuacji z atakowanego Kijowa szefa niemieckiego BND, Bruno Kahla, który nie dotarł na czas do własnej grupy ewakuacyjnej. Twarda postawa polskich polityków wobec Rosji, zawarcie trójstronnego porozumienia z Ukrainą i Wielką Brytanią czy dostawy broni z Polski – to elementy działań pozawojskowych, które wchodzą w skład "wojny informacyjnej". Tej właśnie, którą tak wysoko stawiał i pielęgnował w rosyjskiej doktrynie wojennej szef sztabu Walerij Gierasimow.

Rosja nie jest więc pokonana. Prawdopodobnie nie jest nawet poważnie osłabiona wojskowo. Kilkaset, a może nawet kilka tysięcy ofiar po stronie rosyjskiej nie jest tym, co wstrząśnie Władimirem Putinem i zmusi go do ustąpienia. Wojna trwa, a jej wynik pozostaje nieznany. Jednak to, co Ukraińcy już zbudowali i osiągnęli, narzucenie przez nich swojej wizji i narracji, skuteczna jej obrona – wszystko to godne jest braw i najwyższego uznania.

Zobacz także: Wystąpienie prezydenta Ukrainy po decyzji Putina. "Nie boimy się nikogo i niczego"
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
o2pl
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić