Najważniejsze informacje
- Wilczycę potrącił samochód pod koniec marca na drodze S6 koło Pruszcza Gdańskiego.
- Zwierzę przeszło leczenie i rehabilitację w ośrodku "Mysikrólik" w Bielsku-Białej.
- W połowie czerwca wypuszczono je w okolice macierzystej grupy, a dalsze losy śledzi obroża telemetryczna.
Wilczyca dostała imię Marlenka i po kilku miesiącach wróciła w okolice Trójmiasta. To finał akcji, która zaczęła się po marcowym wypadku na Pomorzu. O jej uwolnieniu mówiła PAP prof. Sabina Nowak, prezes Stowarzyszenia dla Natury "Wilk" i naukowczyni z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego.
Po potrąceniu trzeba było szybko zorganizować pomoc. Najpierw skontaktowano się z biologami z Uniwersytetu Gdańskiego, którzy badają wilki na Pomorzu, a potem z Katarzyną Lesner z Fundacji Larus. Dzięki temu zwierzę trafiło do gabinetów weterynaryjnych, gdzie lekarze wykonali pierwszą diagnostykę i zajęli się złamaną tylną kończyną.
WIDEOTo nie piekło, to Francja. Kraj stanął w płomieniach
Leczenie wilczycy po wypadku na S6
Pierwsza interwencja nie wystarczyła, bo obrażenia okazały się poważne. Prof. Sabina Nowak relacjonowała, że po próbie stabilizacji złamania konieczne były kolejne, znacznie bardziej skomplikowane zabiegi. Dopiero po nich Marlenka mogła trafić do dalszej rehabilitacji w bielskim ośrodku "Mysikrólik".
W Bielsku-Białej wilczyca wracała do sprawności pod opieką Fundacji "Mysikrólik". Ten etap zakończył się powodzeniem. - W połowie czerwca uwolniliśmy ją do macierzystej grupy rodzinnej. Jej losy monitorujemy dzięki obroży telemetrycznej - poinformowała prof. Sabina Nowak. To właśnie dzięki obroży badacze mogą śledzić dalsze losy zwierzęcia.
Wilki w Polsce i rola ośrodka "Mysikrólik"
Wilki w Polsce pozostają pod ścisłą ochroną. Stowarzyszenie dla Natury "Wilk", które działa w Twardorzeczce niedaleko Bielska-Białej, bada m.in. liczebność i zasięg tego drapieżnika. Z danych przywołanych przez organizację wynika, że w 2001 r. populację szacowano na 463-564 osobniki, a w 2019 r. oficjalne dane mówiły o ok. 2 tys.
Sam ośrodek "Mysikrólik" należy do nielicznych miejsc w Polsce, które pomagają chorym i rannym dzikim zwierzętom. Przypadek Marlenki pokazuje, jak długi bywa powrót drapieżnika do natury. Potrzebne były szybka interwencja po wypadku, leczenie, rehabilitacja i dopiero potem wypuszczenie w pobliżu rodzinnego terenu.