Watykan ukarał księdza za pedofilię. Kapłan nie zostanie wydalony ze stanu duchownego

Watykan wydał wyrok w sprawie księdza, który ponad 20 lat temu molestował dzieci we wsi Lubrza (woj. opolskie). Stolica Apostolska uznała go za winnego. Kapłan nie został wydalony ze stanu kapłańskiego — poinformował Sąd Diecezji Opolskiej.

aKsiądz ukarany przez Watykan za pedofilię nie zostanie wydalony ze stanu duchownego
Źródło zdjęć: © Pixabay

Sprawa księdza ze wsi Lubrza w województwie opolskim po latach trafiła do Watykanu. Tamtejsza Dykasteria Nauki Wiary (jeden z szesnastu urzędów administracyjnych kościoła katolickiego) po zapoznaniu się z dowodami w sprawie, uznała go za winnego molestowania dzieci.

(...) wymierzona została kara wieczysta obejmująca m.in. bezwzględny zakaz publicznego sprawowania liturgii i posługi; może jedynie czynić to prywatnie w miejscu wyznaczonym na stałe zamieszkanie. Na taki wymiar kary miał wpływ przede wszystkim stan jego zdrowia i konieczność stałej opieki - poinformował w mailu do dziennikarzy TVN24 ks. Joachim Kobienia z diecezji opolskiej.

Ksiądz, mimo wyroku skazującego, prosto z Watykanu, pozostanie duchownym. Od wydarzeń, za które został skazany, minęło ponad 20 lat. W tym czasie pedofil cały czas sprawował posługę i miał kontakty z dziećmi. Jednak przede wszystkim bulwersujący jest ostracyzm... w stosunku do ofiary, która zdecydowała się mówić.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Msza święta w intencji Michaela Jacksona. Nagranie z kościoła w Knurowie

Dziennikarka TVN24 Małgorzata Marczok po raz pierwszy rozmawiała z ofiarą księdza w 2019 roku. Mimo że od przestępstwa minęły lata, mieszkańcy wsi nadal kryli księdza.

Nikt tam nie dał wiary dziewczynce, wszyscy wierzyli nadal księdzu - wyjaśnia Marczok.

Kobieta była tak straumatyzowana wydarzeniami z dzieciństwa, że nie zdecydowała się na wystąpienie przed kamerą. Napisała list, w którym opowiedziała swoją historię sprzed lat.

To była forma, która była dla niej najbardziej przystępna. Było to dla niej po prostu zbyt obciążające. Po tym liście i po rozmowach z nią doszliśmy do wniosku, że prawdopodobnie są inne ofiary. Ona potwierdziła, że są - powiedziała reporterka TVN24 w programie "Czarno na białym".

Potwierdziło to również dziennikarskie śledztwo. Na początku nikt we wsi nie chciał rozmawiać o oskarżonym księdzu. Dziennikarka wpadła na pomysł pozostawienia karteczek ze swoim numerem telefonu i gwarancją anonimowości. Dzwonili wierni, którzy zapewniali, że ksiądz jest dobrym człowiekiem. Zgłosiły się też kolejne ofiary pedofila w sutannie.

Źródło artykułu: o2pl
Wybrane dla Ciebie