Widoki w Kołobrzegu wzbudzają sensację. Ludzie pytają o jedno
Grzegorz Pawelski jest prawdziwym mistrzem w swoim fachu. Od lat można go spotkać na plaży w Kołobrzegu, gdzie wykonuje niezwykłe zamki z piasku. Ludzie zatrzymują się, robią zdjęcia i pytają, co wykorzystuje do tworzenia budowli. - Nie mogą wyjść z podziwu, że sam piasek potrafi utrzymać taką konstrukcję - mówi w rozmowie z o2.pl.
Z wykształcenia jest konserwatorem dzieł sztuki. W Kołobrzegu znają go jednak głównie za sprawą niezwykłych zamków z piasku. Grzegorz Pawelski regularnie wywołuje poruszenie nad Bałtykiem. Niejednokrotnie zachwycał pięknymi budowlami. A ostatniego słowa jeszcze nie powiedział.
Z nadbałtyckim wirtuozem w zakresie piaskowych budowli rozmawialiśmy m.in. o tym, kiedy narodziła się ta nietypowa pasja, ile można z niej zarobić, a także ile zajmuje realizacja skomplikowanych projektów. Pawelski odniósł się też do zachowań niszczycieli jego budowli.
Mateusz Domański, dziennikarz o2.pl: Pamięta pan swój pierwszy zamek z piasku? Jak wyglądał i kiedy rozpoczęła się ta piękna przygoda?
Grzegorz Pawelski, twórca zamków z piasku: Tak, pamiętam mój pierwszy zamek. Cała ta historia, w takiej skali jak obecnie, rozpoczęła się pod koniec czerwca 2012 roku. To właśnie wtedy zacząłem budować zamki na plaży.
Jak bardzo ten pierwszy zamek różnił się od dzieł, które możemy oglądać obecnie - choćby od tego ostatniego?
Tamta budowla była zdecydowanie mniejsza i dużo mniej efektowna. O dziwo jednak, w tamtym czasie te rzeźby i tak robiły prawdziwą furorę na plaży. Wielu spacerowiczów zachwycało się moimi projektami.
Kiedy pan zrozumiał, że to coś więcej niż tylko wakacyjna zabawa?
Właściwie już wtedy, pod koniec czerwca 2012 r., dotarło do mnie, że to, co robię, jest po prostu piękne - a przekonali mnie o tym ludzie spacerujący po plaży, którzy zaczęli się tym zachwycać. To oni nakłonili mnie, żebym nie rezygnował i działał dalej. Zachęcali mnie również finansowo, wrzucając mi do kieszeni drobne pieniądze. To wsparcie miało dla mnie ogromne znaczenie.
Wątek finansowy pewnie nie jest najważniejszy, ale stanowi pewien impuls. Czy ludzie chętnie doceniają pana w ten sposób? Jak to wygląda obecnie w porównaniu do dawnych lat? Czy szczodrość turystów jest większa?
Wszystko zmienia się bardzo płynnie. Zdarzały się momenty, kiedy byłem tak zniechęcony, że całkowicie porzucałem tę działalność. Aktualnie jednak zmierza to w dobrą stronę. Ludzie dostrzegają moją pracę na plaży i naprawdę ją doceniają. Cieszą się tym widokiem, a przy tym chętniej i szczodrzej sięgają do portfeli, aby wesprzeć moją piaskową pasję.
Możemy ujawnić, o jakich kwotach mowa? Jak wygląda dniówka z takiej działalności?
To nie są duże pieniądze - zazwyczaj jest to 100-200 złotych, czasem ciut więcej. Tak prezentuje się typowa dniówka. Oprócz tego słyszę mnóstwo miłych słów. Oczywiście samymi komplementami człowiek się nie utrzyma (śmiech), ale chęć wsparcia mojego działania czymś więcej niż tylko miłym słowem, jest niezwykle budująca. To dla mnie bardzo pozytywny bodziec.
Czy zdarzyła się sytuacja, że ktoś był tak zachwycony, że podszedł i wyciągnął z portfela na przykład 50 czy 100 złotych?
Oczywiście, zdarzają się takie sytuacje, choć niestety bardzo rzadko, wręcz sporadycznie. Niewielu ludzi stać na tak hojny gest. Parę lat temu zdarzyło się, że jeden pan podarował mi 100 złotych.
Ile czasu zajmuje zrealizowanie najbardziej skomplikowanego projektu?
Bywa, że nad jednym dziełem pracuję nawet przez trzy dni – o ile nikt go nie zniszczy, kiedy idę odpocząć na noc. Niestety, zdarzają się akty wandalizmu, choć są też noce, kiedy budowla stoi nienaruszona. Łącznie to wiele godzin pracy - od 15 do maksymalnie 20 godzin w szczytowym momencie, oczywiście z przerwami na sen. Wtedy powstają najbardziej spektakularne zamki, wobec których nie da się przejść obojętnie.
Jaka była najbardziej zaskakująca reakcja turystów na pana pracę? Czy jakieś konkretne zachowanie szczególnie zapadło panu w pamięć?
W Kołobrzegu przewijają się ogromne tłumy. Niektórzy ludzie po prostu chcą nawiązać ze mną kontakt lub zaprosić mnie do znajomych na Facebooku. Inni działają na TikToku i nagrywają ze mną materiały w celu promowania własnych profili w mediach społecznościowych. Ja sam również staram się odrobinę promować swoją działalność na Facebooku.
Chciałbym dopytać o niszczycieli zamków. Czy takie sytuacje często się powtarzają i jak pan na to reaguje?
Zazwyczaj są to młodzi ludzie, których po prostu świerzbią ręce, żeby coś zepsuć. Czerpią z tego jakąś chorą satysfakcję. Sam byłem świadkiem takich sytuacji. Kiedyś po skończeniu rzeźby odszedłem od niej na około 15-30 minut, żeby poobserwować reakcje z dystansu. Pierwszymi osobami, które podeszły, byli właśnie młodzi ludzie - dzieci i nastolatkowie - którzy od razu zaczęli niszczyć budowlę.
Innym razem zamek stał na plaży, a obok odpoczywali rodzice z dwuletnim dzieckiem. Maluch zaczął rozwalać konstrukcję, a opiekunowie w ogóle nie reagowali. Kiedy podszedłem zainterweniować, udawali głupich i nie wykazywali żadnego poczucia winy. Dopiero gdy inni plażowicze również zwrócili im uwagę, coś do nich dotarło. Dla takich osób to po prostu piasek, więc uważają, że mogą robić, co chcą. Brakuje szacunku dla cudzej pracy oraz dla innych ludzi, którzy też chcieliby to obejrzeć. Niestety, takie sytuacje zdarzają się dość często.
Czy szykuje pan coś specjalnego na ten rok?
Mam nadzieję, że w tym roku ponownie będziemy świadkami wyjątkowego wydarzenia, jakim jest bicie rekordu. W połowie sierpnia, dokładnie 14-15 sierpnia, odbędzie się próba pobicia rekordu w Kołobrzegu w budowaniu zamku z piasku. Dokonaliśmy tego już dwukrotnie - w sierpniu 2024 i 2025 roku.
A co musi się stać, żeby mógł pan powiedzieć, że zamek wyszedł idealnie? Czy zawsze na koniec pojawiają się jakieś uwagi i przemyślenia, że coś można było zrobić lepiej?
Co jakiś czas udaje mi się stworzyć projekt, który zachwyca mnie samego. Kończę pracę, odchodzę na bok i potrafię stać przez godzinę, po prostu się w niego wpatrując. Sam ulegam urokowi detali, harmonii i symetrii wszystkich elementów. Wygląda to wtedy jak czysta magia. Szczególnie niesamowity efekt jest wieczorem, kiedy na plaży robi się klimatycznie, a ja podświetlam zamek światełkami - budowla wygląda wtedy, jakby żyła.
Jak często turyści pytają, czy używa pan kleju lub innych substancji utwardzających oprócz piasku i wody?
To pytanie słyszę od większości osób. Ludzie nie mogą wyjść z podziwu, że sam piasek potrafi utrzymać taką konstrukcję. To zasługa specyfiki naszego bałtyckiego piasku. Choć nie tylko, ponieważ tworzyłem rzeźby również w innych miejscach i tam również się to udawało - zarówno przy użyciu słodkiej wody, jak i innych rodzajów podłoża.
Przed panem misja "Warszawa". W weekend 6-7 czerwca tam również zaprezentuje pan swoje umiejętności, choć tamtejszy piasek mocno różni się od nadmorskiego.
W Warszawie piasek zostanie specjalnie przywieziony ze żwirowni, więc nie będzie z tym najmniejszego problemu. Czasami trzeba tak zrobić i dokładnie tak zorganizowaliśmy to tym razem. Pojawię się na imprezie "Regaty na Wiśle".