Wjechał z Niemiec do Polski. Po chwili go zawrócili. Oto powód
Niemiecki reporter Max Lill został zawrócony na granicy z Polską. Chciał wjechać do naszego kraju, aby przygotować materiał o cenach paliwa i papierosów, jednak służby nie pozwoliły mu przekroczyć granicy. Powód był prosty - nie miał przy sobie dokumentu tożsamości.
Maximilian Lill opisał swoją historię na łamach "Nordkurier". Jak przyznał, wielokrotnie jeździł do Polski na zakupy i po paliwo, ponieważ mieszka w niemieckim regionie Pomorza Zachodniego, niedaleko granicy.
Dziennikarz podkreślił, że nigdy nie miał problemów z wjazdem do Polski. Twierdzi, że nie pamięta nawet, aby kiedykolwiek był kontrolowany przez funkcjonariuszy.
Tym razem było jednak inaczej. Chwilę po przekroczeniu granicy został zatrzymany przez policję.
Podczas kontroli funkcjonariusz poprosił go o dokument tożsamości. Wtedy okazało się, że mężczyzna nie ma przy sobie ani dowodu osobistego, ani paszportu.
Tłumaczenia zdały się na nic
Reporter próbował tłumaczyć, że chce tylko na chwilę pojechać na targ i zaraz wrócić do Niemiec. Policjant nie zgodził się jednak na wjazd.
W efekcie mężczyzna musiał zawrócić i wrócić do domu. Jak przyznał, oznaczało to dwie godziny jazdy samochodem bez oczekiwanego skutku.
Zrobiłem więc jedyną rozsądną rzecz i pojechałem do domu. Dwie godziny jazdy na marne. Ale to był mój błąd, moja strata czasu. Jeśli myślisz o jeździe do Polski, żeby zatankować albo zrobić zakupy w najbliższym czasie, nie rób tego, co ja. Pamiętaj o dowodzie - zaapelował.