Wychodził przy niemieckim hymnie. Michalczewski tłumaczy
Przez lata jego domem były Niemcy, ale potem wrócił na stałe do Polski. Dariusz Michalczewski w Kanale Zero wytłumaczył, co czuł, słuchając niemieckiego hymnu przed walkami.
Dariusz Michalczewski w najlepszym okresie swojej kariery należał do ścisłej czołówki światowego boksu. "Tiger" sięgał po tytuły mistrzowskie zarówno w wadze półciężkiej, jak i junior ciężkiej, budując swoją pozycję jednego z najbardziej rozpoznawalnych pięściarzy tamtych lat. Mimo licznych sukcesów sportowych, jeden element jego życiorysu przez długi czas wywoływał spore emocje wśród polskich fanów.
Michalczewski na początku kariery wyjechał do Niemiec, gdzie zamieszkał na stałe. Z czasem otrzymał niemieckie obywatelstwo i to właśnie pod niemiecką flagą wychodził do ringu w kolejnych walkach. Ta decyzja sprawiła, że część kibiców w Polsce patrzyła na jego wybory z mieszanymi uczuciami.
Było mi to obojętne - powiedział Dariusz Michalczewski w Kanale Zero na temat niemieckiego hymnu. - Nie interesowało mnie to, czy jest to polski czy niemiecki. Boksowałem dla siebie. Chciałem tylko wygrać kolejną walkę, zarobić pieniądze i dobrze żyć. To było moim celem. Mimo tego wszyscy wiedzieli, że Dariusz jest z Polski - dodaje.
Artiom Łaguta nie będzie czekać na Polonię. Kulisy numeru startowego w Sparcie
Okres pobytu w Niemczech znacząco wpłynął na dalszą karierę Michalczewskiego. Jako amator zdobył tytuł mistrza Niemiec oraz złoto na mistrzostwach Europy w Göteborgu w 1991 roku, występując już oficjalnie w barwach niemieckich.
Potem na zawodowych ringach dominował przez ponad dekadę, zdobywając najbardziej prestiżowe tytuły: mistrza świata organizacji WBO, WBA oraz IBF w wadze półciężkiej, a także pas WBO w wadze junior ciężkiej. Przez długie lata jego nazwisko było synonimem doskonałości i sukcesów sportowych w Niemczech i na świecie.
Po latach triumfów za granicą nadszedł moment zmiany symbolicznej narodowej tożsamości ringu. W 2002 roku Michalczewski ogłosił, że nie będzie już reprezentował Niemiec i że kolejna walka odbędzie się pod polską flagą.
To wydarzenie przywróciło mu sympatię wielu polskich kibiców i stanowiło gest w stronę jego ojczyzny. W walce 14 września 2002 roku został powitany polskim hymnem, pokazując światu, że jego serce nadal należy do Polski.
Decyzje Michalczewskiego, zarówno te sportowe, jak i osobiste, pozostają przedmiotem dyskusji do dziś. Choć jego osiągnięcia na ringu są powszechnie dokumentowane, wiele uwagi skupiało się na jego relacjach z Polską i konsekwencjach zmiany obywatelstwa.
Wychodził przy niemieckim hymnie. Mieszka w Polsce
Słynny sportowiec przyznał także, że dziś żyje przede wszystkim w Polsce. Do Niemiec jeździ sporadycznie. W przeszłości przez długi czas jego domem był Hamburg.
Na nowo zakochałem się w Polsce i w mojej żonie Basi. I tak to wszystko popłynęło, że nawet nie zastanawialiśmy się, gdzie zamieszkać - stało się jasne, że zostajemy w Gdańsku. Basia jest patriotką lokalną, kocha to miasto. Nie było w ogóle rozmowy na ten temat, a przecież upłynęło już dwadzieścia lat odkąd wróciłem do Polski - przyznał w rozmowie z WP SportoweFakty.