Wykonał ponad 500 wyroków śmierci. To jedna z tajemnic Watykanu

Kim był człowiek, który przez ponad siedem dekad pozostawał najbardziej rozpoznawalnym katem Państwa Kościelnego i jedną z najbardziej mrocznych postaci swojej epoki? Giovanni Battista Bugatti, znany jako Mastro Titta, wykonał ponad 500 wyroków śmierci, stając się zarówno świadkiem, jak i narzędziem wymiaru sprawiedliwości, który dziś budzi raczej grozę niż jakiekolwiek poczucie sprawiedliwości. Jego egzekucje przyciągały tłumy – nie tylko zwykłych mieszkańców, lecz także przedstawicieli elit i ludzi kultury.

Fasada Bazyliki świętego PiotraFasada Bazyliki świętego Piotra
Źródło zdjęć: © Licencjodawca | Marcin Gonera

Jak w Watykanie uzasadniano wykonywanie kary śmierci, skoro zdaje się ona tak wyraźnie kłócić z chrześcijańskim miłosierdziem? Ten temat porusza Marcin Gonera w swojej książce "Watykan. Tajemnice najmniejszego państwa świata". Poniżej prezentujemy fragment.

Kat papieża

Najsłynniejszym papieskim katem był Giovanni Battista Bugatti, nazywany Mastro Titta. Pełnił tę funkcję na przełomie XVIII i XIX wieku – długo, bo aż 68 lat. W całej swojej karierze wykonał wyrok na ponad 500 osobach. Jego pracę obserwowali wielcy tego świata. Charles Dickens w sobotni poranek 1845 roku stał w tłumie gapiów, gdy Mastro Tutti wykonywał swoje obowiązki wobec mężczyzny, który napadł, okradł i zabił kobietę przybyłą do Rzymu na pielgrzymkę. Przestępca został zgilotynowany. Anglik tak opisał to wydarzenie: "Natychmiast uklęknął pod nożem. Jego szyja, mieszcząca się w otworze, zrobionym w tym celu w poprzecznej desce, została zablokowana przez inną deskę nad nim; dokładnie tak samo jak pręgierz. Tuż pod nim znajdował się skórzany worek. I natychmiast wpadła do niego jego głowa. Kat trzymał ją za włosy i chodził z nią po szafocie, pokazując ludziom, zanim ktokolwiek zdążył się zorientować, że nóż upadł ciężko z brzękiem. Kiedy okrążył cztery boki szafotu, postawił ją na słupie z przodu – małym skrawku czerni i bieli – by długa ulica mogła się w nią wpatrywać, a muchy mogły się na niej gnieździć"[1].

Kopuła Bazyliki św. Piotra
Kopuła Bazyliki św. Piotra © Licencjodawca | Marcin Gonera

Zawód papieskiego kata nie był łatwy i nie cieszył się społecznym uznaniem. Mastro Titta mieszkał wraz z rodziną na Zatybrzu i nie wolno mu było przekraczać granic dzielnicy, jeśli nie wykonywał swojej pracy. Chodziło zarówno o jego bezpieczeństwo – ktoś z rodziny osoby, którą posłał na tamten świat, mógł się na nim zemścić – jak również o to, że jego widok wzbudzał niezdrową fascynację. Do języka Rzymian przeszło sformułowanie: "Mastro Titta ma przejść most". Oznaczało ono, że wkrótce odbędzie się publiczna egzekucja. Wykonywanie wyroków wymagało tężyzny fizycznej i psychicznej odporności. Wykonywano je w różny sposób: przez ścięcie mieczem, powieszenie, zgilotynowanie, poćwiartowanie. Ta ostania kara była stosowana za wyjątkowe okrutne zbrodnie. Miała pełnić funkcje odstraszające.

Koloseum
Koloseum © Licencjodawca | Marcin Gonera

Po długoletniej pracy Mastro Titta przeszedł na zasłużoną emeryturę. Do dzisiaj jego osoba budzi ciekawość. W Muzeum Kryminologii w Rzymie można obejrzeć jego płaszcz oraz akcesoria, którymi się posługiwał.

Koloseum
Koloseum © Licencjodawca | Marcin Gonera

Choć okrutni mordercy byli przez ludność Państwa Watykańskiego potępiani, papieże dbali o to, żeby po ogłoszeniu wyroku otoczyć skazańca odpowiednią opieką do czasu wykonania kary śmierci. Powołano w tym celu Bractwem Miłosierdzia św. Jana Ściętego zajmujące się pomocą skazańcom. Jego członkowie rozmawiali ze skazańcem, zachęcali go do odbycia spowiedzi, uczestniczyli z nim we mszy św., otaczali go emocjonalnym wsparciem. Przed egzekucją organizowali mu ostatni posiłek, pomagali się umyć i ubrać. Wspierali go także w trakcie drogi na szafot i towarzyszyli mu w czasie wykonywania wyroku. Po egzekucji zajmowali się jego pochówkiem. Do bractwa należał m.in. Michał Anioł.

Niektórzy papieże przyznawali bractwu przywilej ułaskawienia raz w roku jednego skazańca. Było to wydarzenie o wielkim znaczeniu. Bractwo było zobowiązane do tego, żeby zaopiekować się byłym skazańcem. Musiało również zadbać, żeby nigdy nie powrócił na drogę występku. Ułaskawienie odbywało się 29 sierpnia, czyli w dniu śmierci św. Jana Chrzciciela – patrona bractwa, w Kościele San Giovanni Decollato (św. Jana Ściętego). Mieści się w nim kilka pamiątek związanych z posługą: kosz, do którego wrzucano głowy skazańców, szata nakładana na tych, którym darowano życie. Jeśli skazany nawrócił się przed śmiercią, jego ciało chowano w zbiorowej mogile na terenie kościoła, jeżeli odmówił przyjęcia Chrystusa, grzebano go poza miastem. Co istotne, głowy były palone 24 czerwca, w dzień narodzin św. Jana Chrzciciela.

Obelisk egipski na Placu św. Piotra
Obelisk egipski na Placu św. Piotra © Licencjodawca | Marcin Gonera

Kościół ten odwiedził papież Franciszek – zdecydowany przeciwnik kary śmierci. Symbolicznie przeszedł przez drzwi, które pokonywali skazańcy będący pod opieką bractwa i udający się w swoją ostatnią podróż.

Kara śmierci w państwie papieża

Czy fakt, że w Państwie Kościelnym obowiązywała kara śmierci, był do pogodzenia z chrześcijańskim miłosierdziem? Teologowie i sami papieże nierzadko zabierali głos w tej sprawie, podkreślając, że katolicyzm akceptuje najwyższy wymiar kary. Najważniejszy katolicki teolog średniowiecza – św. Tomasz z Akwinu, uważał, że jest ona aktem miłosierdzia wobec społeczeństwa, któremu przestępca zagraża, oraz wobec samego skazańca, bo uniemożliwia mu popełnianie kolejnych zbrodni. "(…) śmierć wymierzona przez sędziego przynosi pożytek grzesznikowi: jest ekspiacją za winy, jeśli się nawróci, a kładzie kres winie, jeśli się nie nawróci, ponieważ odbiera mu możność dalszego dokonywania występków.

[1] www.charlesdickenspage.com/beheading-in-rome.html [dostęp: 30.12.2025].

Wybrane dla Ciebie