Wyszedł z pracy i zaginął. Ciało 37-latka znaleziono w lesie. Śledztwo umorzono

Najpierw zaginięcie, później makabryczne odkrycie w lesie. Śmierć 37-letniego Damiana do dziś budzi wątpliwości, bo wokół sprawy pojawiło się wiele niejasności. Mimo opinii profilera, który wskazywał na możliwość zabójstwa, śledczy zdecydowali o umorzeniu postępowania - informuje TVN Uwaga.

.Wyszedł z pracy i zaginął. Ciało 37-latka znaleziono w lesie. Śledztwo umorzono
Źródło zdjęć: © Facebook | TVN Uwaga
Jakub Artych

Najważniejsze informacje

  • Ciało Damiana odnaleziono 20 sierpnia 2024 r. wieczorem w lesie w Katowicach, ok. 3 km od jego biura.
  • Profiler dr Bogdan Lach ocenił, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to zabójstwo i możliwa inscenizacja.
  • Sąd Rejonowy w Katowicach uchylił decyzję o umorzeniu i zlecił m.in. opinie informatyka oraz analizę śladów z miejsca zdarzenia.

Program TVN Uwaga wrócił do sprawy tajemniczej śmierci 37-letniego Damiana z Katowic. Bliscy mężczyzny nie wierzą, że doszło do nieszczęśliwego wypadku. Przypominają również, że od 14. roku życia chorował na cukrzycę, jednak – jak podkreślają – dobrze znał swoją chorobę i nie miał problemów z jej kontrolowaniem.

Ciało 37-letniego Damiana odnaleziono wieczorem 20 sierpnia 2024 r. w lesie na terenie Katowic, w pobliżu autostrady. Jego śmierć była ogromnym ciosem dla najbliższych. Żona, syn i matka do dziś próbują poradzić sobie z tragedią.

Jak podkreśla rodzina, Damian był oddanym mężem i ojcem, a syn był dla niego najważniejszą osobą. Bliscy przyznają, że przekazanie dziecku informacji o śmierci ojca było jednym z najtrudniejszych momentów w ich życiu. Choć starają się wspierać nawzajem, wciąż nie potrafią pogodzić się z jego stratą.


WIDEO
18-latek podejrzany o usiłowanie zabójstwa kobiety został aresztowany


Ciężko to wszystko znieść. Damian to było dobre dziecko. My mamy wykształcenie zawodowe, a on się wykształcił na inżyniera. Jesteśmy dumni z niego - mówi matka Damiana dla TVN Uwaga.

Ślady przy ciele w lesie w Katowicach

Po odnalezieniu ciała 37-letniego Damiana Prokuratura Rejonowa Katowice wszczęła śledztwo, aby wyjaśnić okoliczności jego śmierci. Przeprowadzona sekcja zwłok oraz kolejne opinie biegłych z zakresu medycyny sądowej nie pozwoliły jednak jednoznacznie ustalić przyczyny zgonu.

W ostatniej ekspertyzie wskazano jedynie najbardziej prawdopodobną hipotezę. Według biegłych do śmierci mogły doprowadzić powikłania związane z cukrzycą, które miały wystąpić po dużym wysiłku fizycznym i nieodpowiednim posiłku.

Bliscy nie zgadzają się z takim wyjaśnieniem. Podkreślają, że Damian chorował na cukrzycę od 14. roku życia i przez lata nauczył się żyć z chorobą. Jak przekonuje rodzina, dobrze kontrolował swój stan zdrowia i dokładnie wiedział, jak reaguje jego organizm, dlatego ich zdaniem taki scenariusz budzi poważne wątpliwości

Prokurator zlecił dodatkowo opinię psychologowi śledczemu i profilerowi dr Bogdanowi Lachowi. Ekspert wskazał trzy możliwości: samobójstwo, zabójstwo lub nieszczęśliwy wypadek, ale podkreślał, że obraz zdarzenia nie pasuje do dwóch pierwszych hipotez w sposób oczywisty.

Taką najbardziej ewidentną wersją, która wynika z tej analizy, jest wersja zabójstwa - uważa dr Lach.

Pełnomocnik rodziny, apl. adw. Paweł Dyduch mówił o problemach z zabezpieczeniem i analizą materiału dowodowego, m.in. o okolicznościach oględzin oraz stanie okularów znalezionych w innym miejscu niż ciało. Bliscy przekazali też, że niecały miesiąc po zdarzeniu znaleźli w rejonie miejsca ujawnienia zwłok pustą ampułkę po insulinie i wężyk do pompy insulinowej.

Żona 37-latka nie wierzy, że mąż mógł świadomie narazić swoje życie. Podkreśla, że był oddanym ojcem i nigdy nie zawiódłby swojego syna. Wspomina go jako pogodnego i pełnego optymizmu człowieka, który nawet w najtrudniejszych sytuacjach potrafił znaleźć rozwiązanie i wspierać swoich bliskich.

Nie zawiódłby tak syna. Mąż był bardzo dobrym, pozytywnym człowiekiem. Mówił, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Jak był jakiś kryzys, to właśnie on był wsparciem. Zawsze znajdował rozwiązanie. On kochał życie, wiedział, że każdy dzień jest cenny. Czasami się śmiałam i mówiłam, że nasze życie jest jak w bajce i oby się nigdy nie skończyło - mówi pani Iwona.

W dniu zaginięcia Damian rano odwiózł syna do teściów, a później pojechał do sklepu kupić żyletki. Jak podejrzewa jego żona, miały posłużyć do wycięcia modelu samochodu dla syna. Kilka minut przed godz. 9 dotarł do biura, ale po chwili wyszedł, zostawiając telefony, portfel i komputer. Następnie zaczął biec. Jak wspomina jego kolega z pracy, wcześniej rozmawiał z nim przez telefon. Damian tłumaczył, że zaspał, ale zapewniał, że dotrze do biura i po południu się spotkają.

Ciało 37-latka odnaleziono około trzech kilometrów od miejsca pracy. Leżał twarzą do ziemi, z opuszczonymi do kostek spodniami. Kilka metrów dalej znajdowały się jego buty, zniszczone okulary i paczka żyletek.

Na jednej z nich zabezpieczono ślady krwi, a na ciele mężczyzny ujawniono m.in. powierzchowną ranę ciętą, liczne zadrapania, podbite oko i ślad po wkłuciu.

Profiler dr Bogdan Lach uznał, że obrażenia oraz ślady na miejscu mogą wskazywać na udział osób trzecich i próbę upozorowania okoliczności śmierci. Jego zdaniem ewentualny sprawca znał Damiana, orientował się w terenie i mógł działać z pobudek osobistych.

Pełnomocnik rodziny uważa, że śledczy popełnili szereg błędów. Wskazuje m.in. na niedokładne oględziny miejsca zdarzenia oraz brak właściwej analizy zabezpieczonych przedmiotów. Dodaje, że niespełna miesiąc później bliscy znaleźli tam pustą ampułkę po insulinie i wężyk do pompy insulinowej, które – według żony Damiana – nie należały do 37-latka.

Rodzina odwołała się od decyzji. Sąd Rejonowy w Katowicach uchylił postanowienie o umorzeniu, uznając je za przedwczesne. Nakazał przeprowadzenie kolejnych czynności, w tym nowych opinii biegłych dotyczących urządzeń elektronicznych i śladów zabezpieczonych na miejscu zdarzenia.

Nie domagam się niczego więcej niż prawdy. Mój syn na to zasługuje i codziennie o to pyta. Chcę poznać prawdę nawet jeśli miałaby się okazać gorsza od niewiedzy - mówi pani Iwona.
Wybrane dla Ciebie