Zagadkowa śmierć trzech osób. Mogli konać z pragnienia
W Siemianowicach Śląskich znaleziono ciała trzech osób. Nie wiadomo, co było bezpośrednią przyczyną ich śmierci. - W całej karierze nie spotkałam się z przypadkiem potrójnej śmierci, której w zasadzie nie da się wyjaśnić - mówi w rozmowie z Dziennikiem Zachodnim prokurator Beata Cedzyńska.
25 lutego 2026 r. policjanci i strażacy weszli do jednego z mieszkań w bloku w Siemianowicach Śląskich (woj. śląskie) po zgłoszeniu od sąsiadki. Kobieta miała nie widzieć lokatorów od dłuższego czasu i zwróciła uwagę na niepokojący zapach dochodzący zza zamkniętych drzwi.
W środku znajdowały się zwłoki trzech osób: starszego małżeństwa w wieku 94 i 90 lat oraz ich 66-letniego syna. Na miejscu Prokuratura Rejonowa w Siemianowicach Śląskich prowadziła oględziny. Wszczęto śledztwo pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci. Zlecono sekcje zwłok oraz badania toksykologiczne i histopatologiczne.
Jak podaje Dziennik Zachodni, dla każdej z ofiar przygotowano po trzy niezależne opinie specjalistów. Mimo rozbudowanych analiz śledczy nie uzyskali jednoznacznej odpowiedzi, co bezpośrednio doprowadziło do zgonów. Dziennikarze ustalili, że sprawa może zostać umorzona jeszcze w tym miesiącu w związku z brakiem możliwości ustalenia przyczyny śmierci.
W przypadku syna stwierdzono stan zapalny w płucach, ale ze względu na zaawansowany rozkład ciała, nie da się ostatecznie stwierdzić, czy mogło to doprowadzić do jego śmierci. W całej swojej karierze nie spotkałam się z takim przypadkiem potrójnej śmierci, której w zasadzie nie da się wyjaśnić - mówi w rozmowie z Dziennikiem Zachodnim Prokurator Rejonowy w Siemianowicach Śląskich Beata Cedzyńska
Wiadomo, że nie potwierdzono wersji rozszerzonego samobójstwa. Wykluczono również ulatnianie się tlenku węgla. W ocenie biegłych nie było też podstaw, by zakładać udział osób trzecich. Badania toksykologiczne nie wskazały na śmiertelne zatrucie lekami - ustalił dziennik.
Dziennik Zachodni podaje, że jednym z możliwych scenariuszy jest to, iż syn mógł umrzeć z powodu ostrego zapalenia płuc. Starsze małżeństwo nie było samodzielnie wstać z łóżek, czy wezwać pomocy i mogli konać z wycieńczenia oraz pragnienia. - Tej hipotezy jednak w żaden sposób nie jesteśmy w stanie potwierdzić, ale też wykluczyć – mówi prokurator Beata Cedzyńska w rozmowie z dziennikiem.
Biegli nie potrafili precyzyjnie wskazać czasu śmierci poszczególnych osób. Na stole w mieszkaniu leżał jednak zwykły, papierowy kalendarz ścienny. Ostatnia kartka, jaka została z niego zerwana, nosiła datę 11 lutego 2026 r.