Zaskakująca sytuacja miała miejsce 5 sierpnia. Jak informuje "Tygodnik Podhalański", kierowca - turysta z jednego z krajów Bliskiego Wschodu - wjechał wypożyczonym samochodem na popularny zakopiański deptak.
Do zdarzenia doszło po godz. 20, gdy Krupówki były zatłoczone. Na miejscu interweniowali zakopiańscy strażnicy miejscy. Według "TP", mężczyzna podróżował z czteroosobową rodziną.
Wybrali się do restauracji
Kierowca tłumaczył, że planował kolację i chciał zaparkować bezpośrednio przy wejściu do restauracji.
Strażnicy zapytali, czy nie zwrócił uwagi na fakt, że po Krupówkach poruszają się wyłącznie piesi. Turysta przyznał wówczas, że widział znak drogowy (B-1 oznaczający zakaz ruchu), nie wiedział jednak, co on oznacza, ponieważ nie było na nim tłumaczenia w języku angielskim.
Kierowca przekonywał też, że nie stwarzał zagrożenia dla innych, ponieważ - jak relacjonuje "TP" - "zamierzał jechać bardzo powoli".
Ta argumentacja nie przekonała jednak strażników miejskich. Kierowca otrzymał wysoki mandat karny (za zignorowanie znaku B-1 grozi mandat do 5 tys. zł oraz 8 punktów karnych).
Nieznajomość znaków drogowych nie jest usprawiedliwieniem dla łamania przepisów. Każdy kierowca poruszający się po polskich drogach, niezależnie od kraju pochodzenia, ma obowiązek znać obowiązujące zasady i stosować się do oznakowania. Wjazd samochodem na zatłoczony deptak może w każdej chwili doprowadzić do tragedii - powiedział "Tygodnikowi Podhalańskiemu" Leszek Golonka, komendant Straży Miejskiej w Zakopanem.
Przypomnijmy - w maju na Krupówki wjechał autobus należący do jednej ze szwedzkich firm przewozowych. Kierowca został wówczas ukarany mandatem w wys. 1000 zł.
Na popularny zakopiański deptak wjeżdżać mogą tylko służby miejskie, uprawnione do tego pojazdy i - w wyznaczonych do tego godzinach - auta z zaopatrzeniem do sklepów.