Sprawdzamy pogodę dla Ciebie...
Wróć na
Natalia Bogucka
|
aktualizacja

Nie żyje 37-letnia Agnieszka z Częstochowy. Szpital wydał oświadczenie

397
Podziel się:

37-letnia Agnieszka trafiła do szpitala w Częstochowie, będąc w bliźniaczej ciąży. Niestety dzieci zmarły w jej łonie. Po kilku tygodniach odeszła również kobieta. Rodzina 37-latki oskarża o jej śmierć lekarzy, twierdząc, że nie usunęli na czas martwych płodów. Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Częstochowie przesłał redakcji o2.pl swoje stanowisko w tej sprawie.

Nie żyje 37-letnia Agnieszka z Częstochowy. Szpital wydał oświadczenie
37-letnia Agnieszka z Częstochowy nie żyje (Facebook)

Sprawę nagłośniła rodzina zmarłej 37-latki. Bliscy opublikowali w mediach społecznościowych poruszający apel wraz z nagraniem kobiety ze szpitala.

Apelujemy o sprawiedliwość i zadośćuczynienie za śmierć naszej zmarłej żony, mamy, siostry i przyjaciółki. To kolejny dowód na to, że panujące rządy mają krew na rękach. Ponownie zginęła ciężarna, niewinna, młoda kobieta, matka i żona, osieracając 3 dzieci, które nie doczekały się powrotu Mamy do domu. Chciała żyć, nikt nie spodziewał się takiej eskalacji spraw. Kto jest w tym momencie podmiotem karnym? Kto odpowiada za tę krzywdę? Szpital? Trybunał Konstytucyjny? Posłowie głosujący za Ustawą antyaborcyjną w Polsce? - napisali członkowie jej rodziny.

Szpital wydał oświadczenie

Dyrekcja Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Częstochowie przysłała nam oświadczenie w związku ze śmiercią 37-letniej Agnieszki. Przekazano, że pacjentka przebywała w Oddziale Ginekologii i Położnictwa z Pododdziałami Patologii Ciąży i Ginekologii Onkologicznej w dniach od 6 do 13 grudnia 2021 roku oraz od 21 grudnia 2021 do 5 stycznia 2022 roku.

Po tym, jak nastąpił zgon pierwszego dziecka (w dniu 23 grudnia 2021 roku), przyjęte zostało stanowisko wyczekujące, z uwagi na to, że była szansa, aby uratować drugie dziecko. Pomimo starań lekarzy doszło do obumarcia również drugiego płodu. Natychmiast podjęta została decyzja o zakończeniu ciąży. Lekarze rozpoczęli indukcję mechaniczną i farmakologiczną. Pomimo zastosowania wyżej wymienionych środków brak było odpowiedzi ze strony pacjentki pod postacią rozwierania się szyjki i skurczów macicy. W dniu 31.12.21 r. stało się możliwe wykonanie poronienia. Zabieg przeprowadzono w znieczuleniu ogólnym - czytamy w oświadczeniu przesłanym o2.pl.

Szpital tłumaczy, że podczas pobytu pacjentki na oddziale ginekologicznym "lekarze wykonywali wiele procedur medycznych które miały na celu pomoc pacjentce". Wielokrotnie przeprowadzono konsultacje lekarskie, w tym: hematologiczne, psychiatryczną, chirurgiczną, psychologiczną gastroenterologiczną i neurologiczną.

Wymaz w kierunku SARS-CoV 2 – dwukrotnie ujemny. Lekarze wielokrotnie wykonywali szereg innych badań, w tym: ginekologiczno – położnicze badania USG. Badanie CRP wykonywane było 13 razy. Najwyższe stężenie CRP odnotowane zostało w dniu 31.12.21r. i wynosiło 66.50mg/l, po czym nastąpił spadek wartości. Prowadzona była antybiotykoterapia i heparynoterapia. Ostatecznie wykonana została indukcja farmakologiczna i mechaniczna poronienia, która trwała dwa dni - informuje placówka.

Dyrekcja potwierdza, że pani Agnieszka przebywała także na Oddziale Neurologii. W dniu 23 stycznia nastąpiło nagłe pogorszenie jej stanu zdrowia. Miała duszności i spadek saturacji.

Pacjentkę zaintubowano. Wykonano szereg kolejnych badań, na podstawie których stwierdzono cechy zatorowości płucnej i zmiany zapalne. Wykonano wymaz w kierunku SARS-COV-2 – wynik był pozytywny. Stan pacjentki cały czas pogarszał się. Lekarze podejmowali wszystkie możliwe działania, których celem było uratowanie pacjentki - przekazano.

Szpital twierdzi, że utrzymywał kontakt z rodziną pacjentki. Zaznacza, że bliscy mieli także możliwość kontaktu z kobietą przy zachowaniu obostrzeń związanych z pandemią.

Podkreślamy, iż personel Szpitala podjął wszystkie możliwe i wymagane działania, które miały na celu ratowanie życia dzieci oraz pacjentki. Wskazujemy, iż na postępowanie lekarzy nie wpływało nic innego, poza względami medycznymi i troską o pacjentkę i jej dzieci - przekazała placówka.
Współpracujemy ze wszystkimi organami, które prowadzą postępowania wyjaśniające. Z tego powodu, z uwagi na prowadzone postępowanie w niniejszej sprawie, Szpital nie może udzielać dodatkowych informacji - podkreślono.

Rodzina wstrząśnięta. "Zostawiono w niej rozkładające się ciała synków"

Rodzina kobiety jest oburzona. Przekazała, że po śmierci pierwszego z bliźniaków lekarze nie pozwolili na usunięcie martwego płodu, czekając, aż funkcje życiowe drugiego dziecka samoistnie ustaną. Kobieta przez kolejne 7 dni miała nosić w łonie martwe dziecko.

Następnym karygodnym faktem jest, że ręcznego wydobycia płodów dokonano po następnych 2 dniach (!!!), a mianowicie 31.12.2021 roku. Przez ten cały czas zostawiono w niej rozkładające się ciała nienarodzonych synków. Nie zapomniano jednak w porę poinformować księdza, aby przyszedł na oddział i odprawił pogrzeb dla dzieci (!!!) - czytamy we wpisie rodziny.

Rodzina, opierając się na wynikach badań, sądzi, że Agnieszka zachorowała na sepsę. W dokumentach nie uwzględniono jednak tej choroby. Bliscy oskarżają również szpital o utrudnianie kontaktu i odmówienie wglądu do dokumentacji medycznych.

Zatajano wiele spraw, ze strony medycznej padały słowa o podejrzeniu choroby wściekłych krów, insynuując, że za zły stan zdrowia Agnieszki odpowiada jej nieodpowiednia dieta, bogata w surowe mięso. Cytując pana rehabilitanta ze szpitala: "pewnie najadła się surowego mięsa" i należy teraz do grona 3% populacji, których dotyka ta choroba (wariant Creutzfeldta-Jakoba) - opisuje rodzina.

Według relacji męża i siostry pani Agnieszki 23 stycznia nastąpiło zatrzymanie akcji serca. Przeprowadzono reanimację, która zakończyła się powodzeniem. Następnego dnia kobietę przetransportowano do szpitala w Blachowni. Tam 25 stycznia kobieta zmarła.

Jesteśmy zdruzgotani a ból jaki nam towarzyszy jest nie do opisania. Bardzo prosimy o pomoc. Dysponujemy niezbitymi dowodami na popełnione przestępstwo jak i próby utajenia przyczyn stanu zdrowia Agnieszki a także podawanie przez personel szpitala fałszywych informacji co do okoliczności śmierci bliźniąt - przekazała rodzina.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
o2pl
KOMENTARZE
(397)
Zygzak
5 miesięcy temu
Narod obywatele niech nie narzekaja bo wybrali rzad wg swojego uznania i dzieki swojej glupocie teraz placa za to badziewie.
Zeus
5 miesięcy temu
Czytajcie ze zrozumieniem. To nie Jarek z Mateuszem nie usunęli martwych płodów przez 3 tygodnie tylko lekarze nie dostali wypakowanej koperty!
Ferdek
5 miesięcy temu
Czy wy jesteście normalni czy naiwni na pieniądze matkę byście zabili żeby się ino na chapać nieśli wiecie o co chodzi
Nana
5 miesięcy temu
I teraz co wyjdzie że zmarła na Covid bo przecież wyszedł wynik pozytywny. Najlepiej wszystko zwalić na covid.Aż mnie szlag trafia jak czytam takie rzeczy. Strach zachodzić w ciążę w tym chorym kraju. Idziesz z myślą że Ci pomogą a tak naprawdę nie mogą nic zrobić bo jakaś chora ustawa.
Babo
5 miesięcy temu
A ten ksiądz to po co po porodowce/patologii ciąży/ginekologii chodzi? Obserwuje, ale co - mozna się domyślać.
Niki
5 miesięcy temu
Znam podejście personelu do pacjenta w tym szpitalu. Zanim cokolwiek zrobią wręczają Ci karteczkę z adresem prywatnego gabinetu żeby na kontrole przyjechać. Pielęgniarek wstrętne, krzyczace, a nawet przeklinające. Na kasę tylko liczą, ale jak można im dać cokolwiek jak człowiek sam przy dziecku dzień i noc siedzi. A tu pacjentka nie chciała zachorować na covid, dopiero po jakimś czasie wynik był pozytywny. To znaczyy ze w szpitalu ja zarazili? Bo za covidove zgony więcej płacą. Teraz szpital powinien renty dzieciom płacić. Matki juz im nie zwróci. Jak najdalej od szpitali w Częstochowie.
mpm
5 miesięcy temu
Dwa tygodnie temu usuwano mi martwy płód. Musiałam mieć zabieg ponieważ tabletki nie zadziałały. Musiałam podpisać wiele dokumentów i od lekarza wiem, że partia aktualnie rządząca zrobiła dość duże ciśnienie w tym temacie. Pewnie miał rację sądząc po tym na ile sposobów i ile razy potwierdzano u mnie obumarcie. Dopiero gdy zrobił się rozległy krwiak został wykonany zabieg. Z obumarłym płodem chodziłam ok 3-4 tygodnie. Więc tak, to wina rządu, że lekarze boją się usuwać nawet martwe płody.
Nikt ważny
5 miesięcy temu
Sam fakt że od 30 grudnia do 23 stycznia nie podjęli żadnych działań szerszych.. 3 tygodnie leżała i stań się nie poprawiał to co oni robili. Więcej dać im pieniędzy bo za mało mają lekarze.. sory ale też mam chorego synka i wiem jak to wygląda... Raz zadzwoniłam do lekarza dyżurnego żeby poszedł zobaczyć co z dzieckiem bo od rana jest osowiały i to nie jest normalne.. a on na to że ma 30 lat doświadczenia, położył dziecko osłuchał nie zlecił badań nic... Jak się okazało o22 dziecko wylądowało na oiomie bo było już tak odwodnione że ledwo odratowali. Oczywiście na wypisie ze szpitala nie ma połowy informacji z tego pobytu.. zakłamywanie itd. no oni mają nocke i nie będzie chodził sprawdzał co się dzieje. Szkoda mi bardzotylmo tej rodziny że musiała doświadczyć na własnej skórze z najgorszym skutkiem. 3 tygodnie bezczynności...i zlewania objawów
Axel
5 miesięcy temu
Ale co w tym dziwnego? Jak kilka lat temu pisałem, że idiotyzmem jest dopuszczanie do władzy ludzi wręcz z fanatycznymi poglądami religijnymi to większość widziała tylko 500+, 13 emeryturę i obniżenie wieku emerytalnego. To co się teraz dziwicie? Podziękujcie tym co wybrali taka władze, a będzie jeszcze gorzej bo młodzi mają coraz bardziej po dziurki w nosie życia w tym kraju więc zaczynają emigrować do innych krajów poczekajcie jeszcze trochę to nawet nie będzie miał kto pracować na Wasze emerytury.
antypisior
5 miesięcy temu
Ale o co ten hałas? Przecież wszystko odbyło się "po bożemu", czyli zgodnie z nauczaniem świętego Kościoła katolickiego.
jaco
5 miesięcy temu
czego sie czepiacie przeciez ksiądz jest zadowolony
bysw
5 miesięcy temu
ta rozłkadajace sie dzieci od 2 dni rodzinka tez niczego sobie jasne aborcja sie nie udała znowu bo gdyby nie te przepisy to dzieci były by wrzucone do miski i by umierłay kilka dni oficjlnie to bo by poronienie
bysw
5 miesięcy temu
ta rozłkadajace sie dzieci od 2 dni rodzinka tez niczego sobie jasne aborcja sie nie udała znowu bo gdyby nie te przepisy to dzieci były by wrzucone do miski i by umierłay kilka dni oficjlnie to bo by poronienie
Salak
5 miesięcy temu
Szpital winny, sami się pogrążają swoim oświadczeniem.
...
Następna strona
Oferty dla Ciebie
Wystąpił problem z wyświetleniem strony Kliknij tutaj, aby wyświetlić