Poprosił o 1 kg truskawek. Potem położył na wadze
Zakup truskawek przy jednym z marketów w Radomsku stał się tematem gorącej dyskusji w mediach społecznościowych. Autor wpisu opublikowanego na Spotted Radomsko zarzucił sprzedawczyni zaniżenie wagi sprzedanego towaru. Sprawa wywołała setki reakcji, a głos zabrała również sama sprzedająca.
Wpis opublikowany na facebookowej stronie Spotted Radomsko wywołał żywą dyskusję na temat uczciwości sprzedaży sezonowych owoców. Autor relacji opisał sytuację, do której miało dojść 17 czerwca przy jednym z marketów w Radomsku.
Poprosiliśmy panią o kilogram (15 zł) truskawek, po sprawdzeniu w domu okazało się że waga tych truskawek wynosiła 0,57 kg - czytamy w poście zamieszczonym na Facebooku.
Jak kupować i przechowywać truskawki? Wyjaśniamy
Autor wpisu zwrócił też uwagę, że waga była częściowo zasłonięta koszyczkami, przez co klienci nie mieli możliwości na bieżąco sprawdzić jej wskazań. Jego zdaniem mogło to wprowadzać kupujących w błąd, dlatego postanowił opisać sytuację i ostrzec przed nią innych.
Gorąca dyskusja pod wpisem
Pod wpisem głos zabrała również kobieta przedstawiająca się jako osoba sprzedająca truskawki. Odniosła się do zarzutów i napisała: "Dzień dobry, całkiem możliwe, że źle zważyłam (nie chcę mówić, że to pomyłka) także przepraszam i zapraszam, wszystko wyjaśnimy". Jej reakcja spotkała się z pozytywnym odbiorem części użytkowników.
Nie wszyscy komentujący byli jednak przekonani, że był to jedynie przypadkowy błąd. Jedna z osób napisała: "Myślę, że niejedną osobę pani tak skasowała. Jeszcze ta zasłonięta waga". Dodała również, że sama sprzedaje truskawki drugi sezon i nigdy nie spotkała się z sytuacją, aby waga była zasłonięta kobiałkami albo żeby doszło do pomyłki przy ważeniu. Jej zdaniem opisane okoliczności mogły wzbudzić niepokój u klientów.
W dyskusji pojawiły się również komentarze broniące sprzedającej i krytykujące sposób nagłośnienia sprawy. Jeden z użytkowników zwrócił uwagę, że każdy może popełnić błąd, pisząc: "nie myli się tylko ten co nic nie robi, człowiek to tylko człowiek i tyle". Według niego klient mógł najpierw wrócić do punktu sprzedaży i wyjaśnić sytuację bezpośrednio, zamiast publikować ostrzeżenie w internecie.