Chwalińska zagra o tytuł Roland Garros. Jej słowa sprzed lat dają do myślenia
Maja Chwalińska dotarła do finału Roland Garros w Paryżu. Jeszcze trzy lata temu, w emocjonalnej rozmowie po porażce, zawodniczka przyznawała wprost, że "nie wierzy w siebie" i była w głębokim kryzysie sportowym. Dziś jednak ma ogromne powody do radości - znalazła się o krok od największego osiągnięcia w swojej karierze.
Maja Chwalińska wdarła się do finału Roland Garros po efektownym pokonaniu Diany Sznajder 7:6(4), 6:4, podtrzymując swoją nieprawdopodobną historię w paryskim turnieju. Polka, startująca w imprezie jako zawodniczka spoza pierwszej setki rankingu WTA, ponownie pokazała stalowe nerwy i ogromną odporność psychiczną - w półfinale odwróciła losy seta, mimo że w tie-breaku była już pod ścianą.
Obecnie zawodniczka znajduje się o krok od największego sukcesu w swojej karierze. W sobotę Maja Chwalińska zagra o trofeum z Rosjanką, 19-letnią Mirrą Andriejewą. Jak podają Sportowe Fakty WP, będzie ona "trzecią z rzędu przeciwniczką-Rosjanką w drabince, ponieważ Chwalińska pokonała wcześniej Annę Kalinską i Dianę Sznaider".
Chwalińska zagra o tytuł Roland Garros. Jej słowa sprzed lat dają do myślenia
Choć dziś zawodniczka ma ogromne powody do radości, nie zawsze tak było. Przed laty nie potrafiła w siebie uwierzyć.
Po przegranej z Laurą Siegemund w pierwszej rundzie BNP Paribas Warsaw Open 2023, Maja Chwalińska była wyraźnie rozczarowana i nie ukrywała dużej frustracji (na konferencji prasowej) po tym słabym wyniku. Zdobyła się na bolesne, szczere wyznanie.
Chciałabym wierzyć, że mogę wygrać mecz. Tego nie ma w mojej głowie i to jest słabe - mówiła Chwalińska dziennikarzom w trakcie konferencji prasowej w 2023 roku.
"Przez to wszystko nie mam radości na korcie, bo jak mogę mieć, skoro nie wierzę w siebie. Nie wiem już, jak do tego podejść, dużo o tym myślę, chyba za dużo" - dodawała niespełna trzy lata temu załamana tenisistka.